poniedziałek, 14 września 2009

Unearth - The Stings of Conscience (2001)


Unearth - The Stings of Conscience

Rok wydania: 2001
Gatunek: metalcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. My Heart Bleeds No Longer
02. One Step Away
03. Fuel The Fire
04. Only The People
05. Stings Of Conscience
06. My Desire
07. Vanishment
08. Shattered By The Sun
09. Montion
10. Stronghold

W związku z tym, że póki co nie mam dostępu do pierwszej epki zespołu to jej recenzję dam później. Zacznę zatem od pierwszego LP - czyli od "The Stings of Conscience" wydanego pierwotnie przez Eulogy Recordings i ponownie wydanego w reedycji przez Alveran Records w 2005 roku.

Album ten jest bardzo surowy, zresztą sam kawałek otwierający już o tym przekonuje. Co prawda te początkowe bębny współgrające z łamanymi riffami w "My Heart Bleeds No Longer" to tylko wstęp. Wokal Trevora nie uległ w ogóle zmianie - tak samo jego wokal brzmi na "The March" - to oczywiście plus. Jeśli ktoś liczy na to, że Unearth na początku był ugrzecznioną wersją współczesnego Unearth to może się srogo zawieść - co prawda wolniejszych momentów jest tutaj nieco mniej, ale i muzyka jest mniej melodyjna, a bardziej surowa - o czym wspominałem wyżej. Riffy wydają się być cięższe i przez to muzyka tylko zyskuje. Tytułowy kawałek wydaje się być skrajnie spokojny, ale to głównie zasługa sielanki, która ma miejsce mniej więcej w środku utworu. Spokojniejsze rytmy rozganiają też nieco burzowe chmury w numerze "My Desire", nawet Trevor śpiewa przez chwilę miękko. Na szczęście zaraz jest ryk i ostre gitary. Jak dla mnie jednak trochę za mało downbeatów - jak dla mnie to mus w metalcorze, zwłaszcza przy wolniejszych fragmentach. Za to jako smaczek mogę dodać, że w "Vanishment" gitara miejscami brzmi jakby to był numer jakiegoś southern metalowego zespołu. I w sumie nie dziwię się, że Trevor zdecydował się krzyczeć dla Unearth po usłyszeniu "Shattered By The Sun" - jest to najlepszy kawałek na tym albumie. Przede wszystkim dobry riff, chociaż trochę schowany za perkusją i wokalem. Końcówka albumu też dobra, ale tylko dobra - ze wskazaniem na "Stronghold", nawet te fragmenty, w kórych Trevor śpiewa czysto wypadają dobra.

W sumie debiutancki LP oceniam na 7/10 - nie jest to nic niezwykłego jak na metalcore. Ale przyznam, że po tym co poczytałem sobie w recenzji zamieszczonej na MA spodziewałem się strasznej kupy ;-) Ale tamtą reckę ewidentnie pisał gość nie lubiący metalcore'u, za samo to, że jest to metalcore. W każdym razie "The Stings of Conscience" ma więcej jaśniejszych punktów niż ciemniejszych. Jest to materiał surowy, ciężki, ale z lekką nutką melodyjności, która przebija się w niektórych momentach. W każdym razie za mało beatdown'ów :-)

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz