niedziela, 20 września 2009

Winterlong - Winterlong (2005)

Winterlong - Winterlong

Rok wydania: 2005
Gatunek: heavy/power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Mikael Holm - wokal
Thorbjorn Englund - gitara
Peter Uven - gitara basowa
Leif Eriksson - perkusja
Giuseppe "Mistheria" Iampieri - klawisze

Tracklista:
01. Priest
02. Ten Digits Of The Future
03. Judgement Day
04. A Vision Of The Wolf
05. Ragnarok
06. Each Day We Die
07. We'll Ride From The Dead
08. Bloodshred
09. Demise
10. Oblivion
11. The End Of The Longest Winter

Trzeci album formacji Thornbjorna Englunda. Przyznam, że nie wiedziałem czego się po nim spodziewać. Był to jedyny album Winterlong, kórego nie znałem. A biorąc pod uwagę to, że każdy album tej formacji jest zupełnie inny to sam nie wiem na co miałem liczyć. W każdym razie materiałem zawartym na "Winterlong" zawiedziony nie jestem.


Płyta zaczyna się ostro, bo numer "Priest" jest nie dość, że chwytliwy to jeszcze bardzo dobrze zagrany, a Holm pokazuje jakie pokłady energii drzemią w jego głosie. Już sam ten kawałek przekonał mnie do tego, że ten album nie może być zły. Napieprzanka z "Ten Digits Of The Future" jeszcze bardziej wzmaga apetyt - co prawda wstęp do tego utworu może zmylić, na szczęście nie trzeba długo czekać na bardzo szybką pracę perkusji. Szkoda tylko, że tempo często zmienia się w tym kawałku, bo wolałbym jednak, żeby był utrzymany w szybkim tempie. "Judgement Day" wydaje mi się zbyt neo-klasyczne. Nie przepadam za takim graniem, a tutaj ewidentnie ciągoty do tego gatunku metalu są słyszalne - chociaż refren bardzo fajny. Nędzny, a raczej nieciekawy instrumental "A Vision Of The Wolf" można uznać za krótki przerywnik, tylko tak naprawdę jest on zupełnie niepotrzebny. Nie wiem dlaczego, ale ubzdurałem sobie, że "Ragnarok" to kawałek instrumentalny i za każdym odsłuchem czekałem na intrumental, a dostawałem zwykły kawałek ;-) W każdym razie nie jest to rewelacyjny numer, ot taki sobie. Za to szybki i energiczny "Each Day We Die" jest wart wspomnienia - refren niszczy, Holm piszczy bardzo ładnie i nie wpada w fałsz. "We'll Ride From The Dead" to bardzo dobry powerowy kawałek z dużą dawką melodii i zapamiętywalnym refrenem - nie da rady chyba nie wtórować Holmowi podczas refrenu ;-) Z czymś mi się ten utwór kojarzy. "Bloodshred" to popisy Thornbjorna - czyli kawałek instrumentalny, średnio mi podchodzi ten numer. "Demise" to przyzwoita ballada - niespecjalnie się wyróżnia. W "Oblivion" gościnnie udziela się Stella Tormanoff, ale jak dla mnie kładzie ten utwór. Niby nie jest on niczym specjalnym, ale bez jej udziału może byłby lepszy. A na koniec krótki instrumental, który średnio pasuje na zakończenie.

Podsumowując - jest album typowo power metalowy z dużą ilością melodii i lekkimi zapędami neoklasycznymi (występują śladowo, ale są). W każdym razie nie uświadczymy tutaj takiej ilości progresji jaka była na "The Second Coming". Jest tutaj kilka naprawdę dobrych numerów - np. "Priest", "Ten Digits Of The Future", "Each Day We Die" czy "We'll Ride From The Dead", ale jest też sporo średniaków i dwa niepotrzebne instrumentale.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz