Pokazywanie postów oznaczonych etykietą progressive death metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą progressive death metal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Podwójne uderzenie kapeli Mastema

Death metalowa kapela Mastema powstała w 2010 roku w Szczecinie. I jak to zwykle bywa w początkowej fazie działalności nie było lekko. Muzycy zdobywali pierwsze szlify, grupa koncertowała i powoli zbierała się do zarejestrowania pierwszego materiału. Ten w końcu został nagrany w Monroe Sound Studio w 2012 roku. "The Murderer's Tale" powstawał w czteroosobowym składzie: Peter (wokal), Phobos (gitary), Sethrendral (gitara basowa), Kriss (perkusja). Materiał pierwotnie został zaprezentowany szerokiej publiczności 10 maja 2013 roku. Kapela nie próżnowała i jeszcze w 2013 roku ponownie zawitała do Monroe Sound Studio, żeby zarejestrować drugi album. "Golden World" został nagrany już w trzyosobowym składzie: Peter (wokal), Phobos (gitary, gitara basowa), Kriss (perkusja). Ostatecznie album ukazał się dopiero 31 marca 2017 roku za sprawą wydawnictwa Via Nocturna, w tym samym dniu na nośniku fizycznym pojawił się ponownie "The Murderer's Tale". W jednym dniu ukazały się dwa albumy tej samej kapeli, z których każdy pokazuje inne oblicze death metalu.

Recenzja powstała dzięki Via Nocturna.

środa, 18 stycznia 2017

Podsumowanie 2016 - death metal

Death metalowe podsumowanie roku zawsze należało do jednego z moich ulubionych. Dlatego, żeby być fair muszę przyznać, że rok 2016 to nie był rok death metalu. Owszem, udało mi się mi się zebrać mocną podstawową dziesiątkę, ale to co dzieje się w grupie pościgowej już tak kolorowo nie wygląda. A nawet patrząc na top 10 to mam wrażenie, że w latach poprzednich kaliber w przypadku death metalu był zdecydowanie większy. Chociaż może trochę przesadzam, w końcu w 2016 pojawiło się sporo naprawdę godnych uwagi wydawnictw hołdujących oldschoolowemu death metalowi, więc nie powinienem mieć powodów do narzekań.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 - industrial/electro metal

Z industrialem było chyba najciężej w 2014 roku. Mało kiedy trafiła się pozycja, która przyciągnęła by mnie na dłużej niż jeden, czy dwa obroty. Na szczęście pojawiło się też kilka wydawnictw, przy których słuchaniu spędziłem wiele godzin. Te albumy udowodniły mi, że w tym graniu mam jeszcze czego szukać i niejedno może mnie w nim zaskoczyć. Ale tym razem było mi zdecydowanie ciężej ułożyć top 10 niż w latach poprzednich, głównie dlatego, że nie bardzo miałem w czym wybierać. Kilka wydawnictwo zupełnie przypadkowo poznałem dopiero pod koniec roku i nie zdążyłem się w nie zbyt dobrze wkręcić, ale ich potencjał nie pozwolił mi na ich pominięcie.


wtorek, 20 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 - death metal

Death metal jak co roku miał ogromną reprezentację i wybór wyłącznie 10 najlepszych albumów byłby zbrodnią. Dlatego zdecydowałem się na ułożenie top 30 (zresztą podobnie jak w latach ubiegłych). Rok 2014 był czasem wielkich powrotów, ale z tych szumnie zapowiadanych w sumie niewiele finalnie wynikło. Owszem pojawiły się płyty, ale czy kogokolwiek one zadowoliły? Może jakąś niewielką garstkę ślepo oddanych fanów. Jednym z takich najbardziej przereklamowanych powrotów był dla mnie album Entombed A.D. Ale finalnie nie znalazł się w największych rozczarowaniach, bo to po prostu zwykły death metalowy materiał, jakich wiele było w 2014 roku. Jednak nie brakowało też naprawdę dobrych powrotów - zarówno "re-unionów", jak i po prostu nowych albumów od kapel, które od dawna milczały. I oby 2015 rok był w death metalu tak samo dobry jak 2014.

niedziela, 16 grudnia 2012

Na skróty - odcinek 16

W nowym odcinku "Na skróty" postanowiłem zająć się trzema polskimi formacjami - Forger Emaciated, Slaveout oraz Feto In Fetus. Każda z kapel prezentuje inne podejście do metalu i dwie z nich dopiero zaczynają swoją karierę na polskiej scenie, a trzecia zamierza o sobie w niezwykle mocny sposób przypomnieć. Co ciekawe każde z prezentowanych w tym odcinku wydawnictw bardzo dobrze świadczy o polskiej scenie metalowej - każda z tych formacji jest dowodem na to, że metal w Polsce nie stoi w miejscu i ciągle powstają nowe, profesjonalnie grające kapele. Podobnie jak w poprzednim odcinku, tak i tutaj wszystkie wydawnictwa są świeże i wydane (bądź udostępnione) w 2012 roku.

Forger Emaciated - Hypercrisis (2012)
Slaveout - Demo (2012)
Feto In Fetus - Mortuary EP (2012)

piątek, 7 stycznia 2011

Najlepsze albumy death metalowe 2010

Rok 2010 raczej nie należał do najlepszych dla death metalu - pojawiło się kilka bardzo ważnych albumów, ale obyło się tym razem bez mieszanek czy avant-gardowych wybiegów (nie licząc bardzo dobrego wydawnictwa Sadist). Obyło się też bez wielkich debitów (poza Hyperial), za to znane i lubiane firmy nie zawodziły. A oto najlepsza według mojego uznania dziesiątka albumów death metalowych AD 2010:



piątek, 27 sierpnia 2010

Gojira - The Link (2003)


Gojira - The Link

Gojira na myspace

Data wydania: 2003
Gatunek: progressive death metal
Kraj: Francja

Tracklista:
01. The Link 05:08
02. Death of Me 05:46
03. Connected 01:19
04. Remembrance 04:59
05. Torii 01:48
06. Indians 03:57
07. Embrace the World 04:40
08. Inward Movement 05:51
09. Over the Flows 03:05
10. Wisdom Comes 02:25
11. Dawn 08:00

Skład zespołu:
Joe Duplantier – wokal, gitara
Christian Andreu – gitara
Jean-Michel Labadie – gitara basowa
Mario Duplantier – perkusja


Po świetnym debiucie, jakim był album "Terra Incognita" francuska kapela Gojira, która wcześniej działała pod szyldem Godzilla (nazwa zespołu zmieniona została jeszcze przed wydaniem debiutu w 2001 roku) zaatakowała po raz drugi w roku 2003 wydawnictwem "The Link". Skład się nie zmienił, a album odniósł spory sukces, który pchnął kapelę do nagrania koncertowego wideo, ale o tym innym razem.

Drugie wydawnictwo Gojira to kontynuacja ścieżki obranej na "Terra Incognita". Co zaskakujące ten band już na debiucie wydawał się niezwykle dojrzały, a "The Link" tylko to potwierdza. Album rozpoczyna się w dość oryginalny sposób, który przywodzi mi na myśl początek pierwszego wydawnictwa Dead Shape Figure. Tutaj również mamy do czynienia z gardłowym śpiewem z okolic Tybetu, a do tego folkowe elementy perkusyjne. Jednak wstęp jest dość krótki i dostajemy właściwą Gojirę. Chociaż przyznam, że ten album jak tylko go posłuchałem wydał mi się najspokojniejszym wydawnictwem tej kapeli - tzn. jest jakby wyciszony, nie spotkamy się tutaj z takimi energicznymi kompozycjami jak chociażby "Backbone". Za to jest wiele utworów utrzymanych w wolnym tempie, ale i z przygniatającymi do ziemi riffami. Sam numer tytułowy może wielkim killerem nie jest, ale inaczej ma się sprawa z następującym po nim "Death of Me". Zmiany tempa, łamane riffy, mocno bijąca perkusja i charakterystyczne partie wokalne Joe - ten numer ma to wszystko. Po prostu nie ma się do czego przyczepić. Ciąg dalszy folkowego klimaty mamy w przerywniku "Connected". Nie jest to taki sobie zwykły przerywnik, idealnie wpasowuje się w klimat albumu. Coś niezwykłego, chociaż na innym albumie mógłby zostać w ogóle niedostrzeżony. Motywy "sprężyn", które kojarzą mi się z muzyką bałkańską można usłyszeć w kawałku "Remember", oczywiście nie jest to żaden folkowy numer, ale utrzymany wręcz w doomowym tempie wygar - chociaż początek szybki i energiczny. "Indians" to drugi killer na tym albumie. Ciężki, ale energiczny, szybki, ale wolny. Co ciekawe przy takim mieszaniu jakie stosują Francuzi kawałek nie męczy. Tutaj na ogromny plus zasługuje riff, który ewidentnie podjeżdża pod stary dobry death metal. Kolejne dwa numery gniotące i miażdżące, ale nie tak interesujące jak "Over The Flows". Świetna gitara, szeptany wokal, bardzo nietypowy układ kompozycyjny. Numer niszczący i zdecydowanie najbardziej zapadający w pamięć z tego wydawnictwa. A później dla kontrastu wyrywający trzewia masakrator o tytule "Wisdom Comes" - skąd taki opis? Utwór jest utrzymany w szybkim tempie, jest brutalny i jednocześnie najkrótszy na albumie "The Link" (oczywiście nie wliczam przerywników). Drugie wydawnictwo Gojira zamyka 8-minutowy kolos "Dawn". Ten instrumentalny utwór jest bardzo dobrym podsumowaniem tego, co działo się na tym albumie.

Jeśli ktoś uważa, że "Terra Incognita" to dojrzały album, to "The Link" jest jeszcze bardziej dojrzały. Więcej na nim przygniatających do ziemi riffów. Kawałki utrzymane są w wolniejszym tempie, ale o nudzie nie ma mowy. Miażdżący klimat, który unosi się nad tym albumem od samego początku do końca po prostu nie pozwala się od niego oderwać. Do tej pory miałem wrażenie, że "From Mars To Sirius" to najbardziej klimatyczne wydawnictwo Gojiry, teraz wiem, że jest nim "The Link". Mimo tego album nie jest idealny, bo brakuje na nim energicznego hiciora - ale czy to taki znowu duży minus, skoro są tutaj wciągające klimatyczne numery, do tego te folkowe wstawki - po prostu arcydzieło.

Ocena: 9/10