czwartek, 28 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 - metal mix

Co roku bawię się w tłumaczenie, czym jest "metal mix", więc i tym razem to zrobię. Za tą dość głupią nazwą kryje się obszerny wór, do którego trafiają wydawnictwa, które nie do końca pasują do innych zestawień. Mogą się tutaj znaleźć albumy będące mieszanką różnych gatunków, jak i wszelkiej maści gatunków, których nigdzie nie było - np. sludge, stoner, czy folk. I za każdym razem zastanawiam się, dlaczego to zestawienie nie kończy podsumowań gatunkowych i nigdy nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, więc tym razem nie będę robił wyjątków.


01. Shining - International Blackjazz Society

Norwedzy z Shining najnowszym wydawnictwem nie odcinają kuponów od zdobytej popularności za sprawą wydanego w 2010 roku "Black Jazz". Przy okazji poprzedniego albumu, czyli "One One One", słychać było, że kapela postawiła przebojowość. Kompozycje były zdecydowanie łatwiejsze do przyswojenia. Po prostu prezentowany przez nich jazz metal stał się bardziej przystępny. "International Blackjazz Society" to kolejny krok w tym kierunku, bo nowy materiał jest jeszcze lżejszy i jeszcze bardziej przystępny. Czy to źle? W żadnym wypadku. Póki kompozycje prezentowane przez Shining jazz metalowe kompozycje wydają się świeże to formacja może tłuc dalej to samo. Mam wrażenie, że nowy album nie wyczerpuje tematu, ale wręcz rozwija go w różnych kierunkach.

02. Mass Hysteria - Matière Noire

Mass Hysteria to taka dziwna kapela, która nie potrafi się trzymać jednego gatunku. Na "Matière Noire" formacja balansuje pomiędzy frenchcorem, alternatywnym metalem, dorzuca solidną garść nu-metalu i do wszystkiego miesza jeszcze trochę industrialu. Całość daje wręcz piorunującą mieszankę. Z tego wydawnictwa wydobywa się ogromna energia i naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Albumu nie polecam tylko zatwardziałym heavy metalowcom i osobom uczulonym na język francuski.

03. Coal Chamber - Rivals

Nu-metal już się skończył...no cóż, wielkim przeciwnikom tego gatunku muszę powiedzieć, że są w błędzie. A wszystko to dzięki nowemu wydawnictwo Coal Chamber. Kapela w 2011 roku wrócili do życia i cztery lata później wydała "Rivals", który jest ich czwartym studyjnym albumem. Dawno nie słyszałem tak dobrego nu-metalowego wydawnictwa. To tak jakby muzycy zebrali wszystko co najlepsze w tym gatunku, wywalili cały ten śmieć, który przyklejał się przez lata i przelali to na "Rivals". Jeżeli kojarzycie nu-metal z takimi kapelami jak Limp Bizkit, Linkin Park, Ill Nino, czy P.O.D. to sięgnijcie po nowy album Coal Chambers, na bank dostaniecie olśnienia.

04. V For Violence - The Book Of V

"The Book Of V" to absolutny mus dla wielbicieli twórczości Roba Zombiego i Slipknot. Kapela w świetny sposób łączy alternatywny metal z elementami industrialu i różnych innych gatunków. To jedno z tych wydawnictw, którego nie da się jednoznacznie określić, ale ciężko odmówić V For Violence pomysłu na granie. Momentami słuchając ich drugiego albumu miałem wrażenie, że tych pomysłów było aż zbyt dużo, ale i tak udało się to wszystko zmieścić na 11 kompozycjach.

05. High On Fire - Luminiferous

Nie jestem wielkim fanem grania, w którego ramach porusza się High On Fire. I raczej chodzi o stonera ze sludgem, a nie o te gatunki podawane oddzielnie. Kolejne wydawnictwa tej formacji przechodziły jakoś koło mnie, chociaż przy wydanym w 2012 roku "De Vermis Mysteriis" na chwilę przystanąłem, nawet umieściłem go w topie tego roku. Ale "Luminiferous" przebija swojego poprzednika. To materiał jakby lepiej przemyślany, ale też zagrany z większą dawką szaleństwa, jakąś taką stonerową energią, której brakuje mi u wielu stonerowych formacji, które jednoznacznie łączą ten gatunek z doom metalem. Siłą nowego albumu High On Fire są przede wszystkim szybkie kompozycje, które dudniące gitary zamiast zwalniać to przyspieszają w ślad za perkusją. Słuchając "Luminiferous" mam dziwne skojarzenia z "Demons" Spiritual Beggars (chociaż stylistycznie są to dalekie od siebie wydawnictwa).

06. Northland - Downfall And Rebirth

Jeżeli istnieją jakieś gatunki w metalu, których po prostu nie znoszę, to jednym z nich jest ultra ponury doom metal podany w surowej formie, a zaraz za nim stoi skrajnie wesolutki folk metal często udający inne gatunki (w tym viking metal, czy mdm). Oczywiście w obydwu przypadkach trafiają się wyjątki. I właśnie Northland zaliczają się do tych wyjątków. Kapela grająca wesolutki folk metal zmieszany z viking metalem, a jednak potrafią to robić w taki sposób, że słuchając "Downfall And Rebirth" nie czuję się zażenowany i nie powoduje u mnie poczucia wstydu. I prawdę mówiąc nie wiem, czego to zasługa. Może tego, że jednak słyszę tutaj elementy wspólne z takim Eluveitie, z którego kiedyś śmiałem się do rozpuku, a teraz patrząc na półkę z płytami zauważam kilka pozycji z ich dyskografii.

07. Burweed - Hide

Coraz więcej kapel określa się teraz jako post-. Mamy post-hardcore, post-metal, post-black metal, post-thrash, post-rock, ewentualnie jakiś atmospheric + dowolny gatunek metalowy. I w takich właśnie klimatach próbuje się znaleźć fińska kapela Burweed. "Hide" to ich debiutancki album, którego stylistyka krąży gdzieś pomiędzy atmosferycznym sludgem, post-metalem, post-rockiem i lekko zahacza o post-hardcore. Materiał zaprezentowany przez Finów to niemalże pełne spektrum emocji, ale jednocześnie ze śladowymi tylko ilościami przebojowości. Ale przecież nie ten element jest najważniejszy w takim graniu. Główną rolę spełnia klimat i tego nie można "Hide" odmówić. I mimo tego, że to nie do końca moje granie, to album przyciąga mnie niczym magnes.

08. Parkway Drive - IRE

Parkway Drive to metalcore'owa formacja z Australii, ale "IRE" ciężko jest nazwać metalcore'owym wydawnictwem. Jako metalcore wypada po prostu słabo, natomiast bardzo dobrze wypada jako alternatywny metal. Stąd też postanowiłem się nie obrażać na Australijczyków, że chcieli wydać taki materiał i umieściłem go właśnie w tym zestawieniu. "IRE" to naprawdę dobre wydawnictwo, ale kapela postanowiła trochę poeksperymentować i słychać to w poszczególnych numerach. Kawałki nie są szczególnie skomplikowane, ale momentalnie wpadają w ucho. To pierwszy i podejrzewam, że nie ostatni taki album Parkway Drive.

09. Torche - Restarter

Mój pierwszy kontakt z "Restarter" nie był zbyt dobry, zwłaszcza, że byłem wówczas pod sporym wrażeniem dość przebojowego "Harmonicraft". Tym razem muzycy zwolnili tempo, dociążyli gitary i ich mieszanka stonera ze sludgem nagle okazała się już nie tak prosta w odbiorze. Ale nie mogę odmówić "Restarter" tego, że gniecie w bardzo elegancki i świetnie wyważony sposób. Prawdziwą ozdobą tego albumu jest kawałek "Loose Man" i szkoda, że nie znalazło się tutaj więcej miejsca na podobne, pełne energii kompozycje. Tak naprawdę zawartość "Restarter" w pełni do mnie dotarła dopiero po tym, jak usłyszałem część z tych numerów na żywo.

10. Cerber - Lust For Suffering

Cerber to jedyny polski akcent w tym zestawieniu, a "Lust For Suffering" jest pierwszym wydawnictwem tej kapeli. Mieszanka alternative metal z gatunkami pokroju groove metalu, stonera i sludge'a daje naprawdę dobry wynik. Kawałki są różnorodne, a te z polskimi tekstami wypadają wręcz świetnie (te z angielskimi nie wypadają tak dobrze). Słychać, że kapela jeszcze szuka swojego stylu, ale "Lust For Suffering" to kawał dobrego grania, które szybko wpada w ucho mimo tego, że prezentowaną przez Cerber mieszankę ciężko podejrzewać o przebojowość.

----------------------------------------------------
11. Paradise Lost - The Plague Within
12. Ahab - The Boats Of The Glen Carrig
13. Butcher Babies - Take It Like A Man
14. The Canyon Observer - FVCK
15. Cradle Of Filth - Hammer Of The Witches

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza