wtorek, 9 marca 2010

Everything Burns - Home (2010)


Everything Burns - Home

Everything Burns na myspace

Data wydania: 22.02.2010
Gatunek: melodic metalcore/emocore
Kraj: UK

Tracklista:
01. Scars 4:51
02. Home 4:16
03. Id Die For You 4:13
04. Me Vs. You 3:52
05. Beautiful Disaster 3:34
06. Burden Of Being A Hero 4:42
07. Left For Dead 4:49
08. Kill Or Be Killed 3:42
09. Dont Run 3:46
10. To The Last Death 4:16
11. This Is War 4:31

Jest to debiutancki album tej formacji z UK. Zespół powstał w połowie 2007 roku, przez jakiś czas działali na brytyjskiej scenie podziemnej, ale w końcu zwrócili na siebie uwagę wytwórni Rising Records, która to podpisała z nimi kontrakt.

Od razu ostrzegam - ryki na tym albumie to rzadkość, a 99% partii wokalnych to lekki i melodyjny śpiew. Muzyka też do najostrzejszych nie należy, ale jest to ewidentnie metalcore. Kawałek tytułowy i jednocześnie rozpoczynający album jest jak najbardziej reprezentatywny dla tego wydawnictwa - "Scars" jest miękki, melodyjny, ale i przebojowy, dzięki czemu nie miałem odruchów wymiotnych i przy ostrzej grających gitarach zauważyłem, że wokal świetnie się z nimi zgrywa. Tak dla porządku napiszę jeszcze, że nie ma tutaj gitarowej rzeźni, a i beatdownów się nie uświadczy. Ciężko mi tutaj cokolwiek wyłowić, bo jedynie ostrzejsze elementy się tutaj wybijają. Tak dla przykładu początek "I'd Die For You" czy końcówka "To The Last Death". Ale ogólnie to milusie granie, które zapewne przypadnie do gustu wielbicielom Alesana i tym podobnych kapel, które określają się mianem post-hardcore, a najzwyczajniej grają emocore z elementami metalcore'a. Niczego nadzwyczajnego tutaj się nie usłyszy - chyba, że ktoś za nadzwyczajne uznaje lekkie kompozycje poprzecinane cięższymi fragmentami i całkiem niezłymi gitarami. Fajne tutaj jest to o czym już wspominałem na początku - wokal świetnie prowadzi muzykę, ale to jedyny taki widoczny plus. Można posłuchać, ale nie trzeba.

Wielbiciele lekkich dźwięków i nieco core'owej stylistyki powinni ustawić się w kolejce po to wydawnictwo. Wielbiciele metalcore'a w surowej postaci powinni się wystrzegać "Home" - dlaczego? Bo to strasznie lekki materiał, na którym 99% partii wokalnych stanowią melodyjne, a zaledwie 1% należy do core'owych ryków. Gitary też większość czasu snują się leniwie wygrywając kolejne melodie prowadzone przez wokalistę. Można posłuchać, ale nie trzeba. Ocenę podnoszę za świetną melodyjność tego materiału.

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz