czwartek, 4 marca 2010

Jesus Chrysler Suicide - Rhesus Admirabilis (2006)

Jesus Chrysler Suicide - Rhesus Admirabilis

Rok wydania: 2006
Gatunek: industrial rock/punk/nu metal
Kraj: Polska

Tracklista:
01. Mad City 03:56
02. Bag Czag 05:22
03. Trzy Miasta 04:34
04. Rotohydra 04:58
05. Maszyna Wykopie Cię w Kosmos 01:30
06. Kariera Metodema 03:43
07. Przyczajka Dentysty 04:44
08. Perpetuum Mobile i Adrenalina 03:53
09. PWDW 02:07
10. Recepta Na Szczęście 00:11
11. Exit 111 05:15
12. Hibernautus Hipnotauzus 05:38
13. Absinthia 05:15
14. Misie 03:51

Skład zespołu:
Tomasz Rzeszutek - wokal, gitara, gitara basowa
Robert Grubman - gitara, dudy
Jerzy Tomczyk - gitara
Marcin Blicharz - gitara basowa, gitara
Krzysztof Żurad - perkusja
Grzegorz Łagodziński - chórki, klawisze

Póki co ostatni album Jesus Chrysler Suicide. Nagrany po 7 latach od premiery bardzo dobrego "Eso Es". Zespół bardzo długo przymierzał się do tego materiału, w związku z czym miałem duże oczekiwania co do tego albumu.


I zaczyna się bardzo ciekawie, bo utwór "Mad City" to szybki i energetyczny kawałek. Posiadający nawet dość chwytliwy refren. Widać, że panowie z Jesus Chrysler Suicide wiedzą jak powinno wyglądać ułożenie utworów na albumie. Przy pierwszym odsłuchu "Mad City" mnie zachęciło do słuchania dalej. A co jest dalej? Dalej jest jeszcze lepiej. "Bag Czag" nie dość, że ma ciekawy tekst (tym razem już w języku polskim) to jeszcze można go pochwalić za naprawdę niezłą muzykę - taki nieco progresywny groove metal. I wreszcie killer numer jeden - "Trzy Miasta". Znowu polski tekst i numer niesamowicie bujający. Po prostu są kawałki, które już w pierwszym odsłuchu wpadają w ucho i ten właśnie do nich należy. Numer mniej więcej na poziomie "Transsocean" z "Eso Es". "Rotohydra" to kawałek anglojęzyczny, dużo drapieżniejszy niż te wcześniejsze, chociaż z melodyjnym refrenem. Ale nie wszystko musi być piękne i wspaniałe - co udowadnia "Maszyna Wykopie Cię w Kosmos" - kupa elektronicznych dźwięków, jakby rozmowy robotów, żenada. "Kariera Metodema" to znowu żywy numer z groove metalem w roli głównej i jakoś kojarzy mi się z numerem "Maradon" z poprzedniego albumu. Podobna konstrukcja - zdecydowanie jeden z lepszych kawałków na tym albumie. "Przyczajka Dentysty" już nie tak dobry, za dużo mieszania (zarówno w tekście utworu, jak i w muzyce). Poza tym czegoś tu brakuje - chwytliwości. "Perpetuum Mobile i Adrenalina" też nie bardzo mi się podoba, zbyt standardowy i bez polotu, rasowy wypełniacz - mogę pochwalić tylko za dobre tempo i równie dobry riff. Pierwsze sekundy "PWDW" zmroziły mi krew w żyłach - obawa przed drugim "Maszyna Wykopie Cię w Kosmos" wzięła nade mną górę. Na szczęście jest inaczej - mamy garść przekleństw i niezwykle chwytliwy refren - "gówno prawda" (a to tylko urywek refrenu). Kawałek krótki, szybki i z przesterowanym wokalem. "Recepta Na Szczęście" jest niezwykle treściwa - to 11 sekund ciszy. Niestety wypełniaczem jest też "Exit 111" - no nic ciekawego, rzemiosło i tyle, bez zachwytów. "Hibernautus Hipnotauzus" rozpoczyna się niezwykle obiecująco i dalej jest bardzo dobrze. Jest to znowu numer niezwykły, wymieszany (zmiany tempa i stylistyki). To tylko dowodzi, że Jesus Chrysler Suicide powinni skupić się właśnie na takich kawałkach. "Absinthia" to też mieszany kawałek - chociaż nie tak dobry jak jego poprzednik, brakuje mi tutaj klimatu, który jest na "Hibernautus Hipnotauzus". Album zamyka niezrozumiały dla mnie utwór "Misie" - nie można było zamknąć płyty w jakiś porządny sposób? Jak widać nie można było.

Podsumowując album jest bardzo nierówny. Znajdują się tutaj zarówno bardzo dobre kawałki jak i wypełniacze, z tymże mam wrażenie, że tych drugich jest zdecydowanie więcej. Z tych naprawdę wyróżniających się mogę wymienić "Mad City", "Bag Czag", "Trzy Miasta", "Rotohydra", "Kariera Metodema" i "Hibernautus Hipnotauzus" - to daje 6 utworów przeciwko 8. Chociaż jako samodzielny kawałek nie powinien być liczony "Recepta Na Szczęście", bo cisza nie kwalifikuje się. Ogólnie warto przesłuchać dla tych 6 numerów. Ocena 7/10 - niestety wypada dużo słabiej niż "Eso Es", ale tragedii nie ma.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza