wtorek, 7 czerwca 2016

Acyl - Aftermath (2016)

Acyl - Aftermath

Data wydania: 01.06.2016
Gatunek: progressive groove/oriental metal
Kraj: Francja/Algieria

Tracklista:
01. Numidia
02. Mercurial
03. Gibraltar
04. Finga
05. Son Of Muhieddine
06. The Battle Of Constantine
07. Tin Hinan
08. Gaetuli
09. Equanimity
10. Pride

Skład:
Amine Acyl - wokal, gitara, gitara akustyczna, gitara basowa, oud, karkabou, bendir, udu, bonos, klawisze, chórki
Reda Ourdani - gitara, gitara akustyczna, karkabou, bendir, chórki
Salah Boutamine - gitara basowa, karkabou, berndir, chórki
Abderrahmane Abdallahoum - gitara, karkabou, bendir, chórki
Michael Varas - perkusja, karkabou, bendir, chórki

Formacja Acyl to francuska kapela mocno związana kulturowo z Algierią. Zresztą Reda i Amine dopiero w 2003 roku przeprowadzili się do Francji. Sama grupa rozpoczęła działalność w 2007 roku i trzy lata później wydała pierwszy materiał. Była nim epka "The Angel's Sin" zawierająca cztery kawałki. Dopiero dwa lata później grupa zadebiutowała pełnym studyjnym albumem zatytułowanym "Algebra". I tym wydawnictwem momentalnie mnie do siebie przekonali. Była to mieszanka progresywnego metalu i groove metalu, a wszystko to zostało podlane sporą dawką muzyki orientalnej. Niestety długo trzeba było czekać na drugi pełny materiał od formacji Acyl, ale w końcu "Aftermath" został wydany 1 czerwca 2016 roku.

Drugi album Acyl to 10 premierowych kawałków ponownie utrzymanych w klimacie progresywnego metalu i groove metalu z dużą dawką muzyki orientalnej. Zresztą wystarczy spojrzeć na skład kapeli i mnogość etnicznych instrumentów, które raczej ciężko spotkać w muzyce metalowej. Każdy z członków Acyl jest multiinstrumentalistą, ale prym wśród nich wiedzie Amine. Album "Aftermath" to 48 minut naprawdę różnorodnej muzyki, oczywiście przeciwnicy orientalistyki będą kręcić nosem, bo faktycznie te etniczne elementy są głównym motywem w twórczości Acyl. Chociaż nie brakuje tutaj również ostrego pierdolnięcia. O tak, gitary czasami siepią niemiłosiernie. Cały album odnosi się do historii Algierii, zresztą jak zaznacza sama formacja, również do tradycji, kultury, wartości, itp. Kawałki są śpiewane częściowo po angielsku i częściowo po arabsku, jednak zdecydowanie dominuje ten pierwszy język. Cały materiał zaprezentowany na "Aftermath" to prawdziwa perła, jeżeli mieliście okazję słyszeć twórczość grupy Myrath (przed wydaniem dość przebojowego "Legacy") to na pewno znajdziecie tutaj sporo punktów wspólnych. Chociaż z drugiej strony muzycy Acyl grają zdecydowanie ostrzej zarówno w warstwie instrumentalnej, jak i wokalnej. Amine zarówno śpiewa czysto, ale zdarza mu się (nawet dość często) growlować. Ten album to prawdziwa mieszanka emocji, potrafi w jednym momencie ukoić piękną i spokojną muzyką, jak w "Equanimity", żeby za chwilę dosłownie uderzyć zmasowaną energią w "Gibraltar". Jednak kapela zadbała o to, żeby album był niejako podzielony na kawałki spokojniejsze, które znajdują się pod koniec wydawnictwa, i te ostrzejsze i bardziej energiczne. Oczywiście nie oznacza to, że utwory Acyl są jednowymiarowe i mamy do czynienia albo z kawałkiem spokojny, albo energicznym. Na "Aftermath" większość stanowią kompozycje mieszane, w których nie brakuje chwili wyciszenia, ale kiedy trzeba panowie nie zapominają o przyspieszeniu i ostrym graniu. Świetnym tego przykładem może być utwór "Tin Hinan". Kawałek rozpoczyna się sielsko, spokojnie, Amine delikatnym wokalem prowadzi narrację i mniej więcej w połowie następuje całkowita zmiana klimatu, żeby po krótkiej, ale bardzo intensywnej chwili powrócić do kojących orientalnych rytmów. Momentami zawartość "Aftermath" wprowadza wręcz w trans, który sprawia, że nie zauważa się upływu czasu. Z jednej strony całość trwa 48 minut, ale w żadnym wypadku nie da się tego odczuć. To jest magia tego wydawnictwa, które po prostu niesamowicie wciąga i nie daje się od siebie oderwać. Drugi album Acyl to materiał bardzo zrównoważony, zawierający w sobie sporo kojącej orientalistyki, ale też nie stroniący od ostrzejszych zagrywek. "Aftermath" to prawdziwy mus dla wielbicieli orientalnych elementów zmieszanych z muzyką metalową.


Dość długo trzeba było czekać na następcę wydawnictwa "Algebra", ale przyznam, że było warto. "Aftermath" to materiał zdecydowanie spokojniejszy i dość różniący się od swojego poprzednika. Z drugiej strony kapela na szczęście nie wyzbyła się ostrzejszych elementów w swojej muzyce. Nowy album to na pewno wydawnictwo, które spodoba się wielbicielom twórczości grupy Myrath. I nie chodzi tutaj o samą obecność elementów orientalnych, ale też formę kompozycji poszczególnych utworów. Jednak nie ma tu tego pierwiastka przebojowości, który znalazł się w znacznej ilości na "Legacy". Zamiast tego jest sporo transowych momentów. Muzyka zawarta na "Aftermath" po prostu wciąga.

Ocena: 5/6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza