czwartek, 2 czerwca 2016

The 69 Eyes - Universal Monsters (2016)

The 69 Eyes - Universal Monsters

Data wydania: 22.04.2016
Gatunek: goth'n'roll/gothic rock
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Dolce Vita
02. Jet Fighter Plane
03. Blackbird Pie
04. Lady Darkness
05. Miss Pastis
06. Shallow Graves
07. Jerusalem
08. Stiv & Johnny
09. Never
10. Blue
11. Rock 'N' Roll Junkie

Skład:
Jyrki 69 - wokal
Bazie - gitara, chórki
Timo-Timo - gitara
Archzie - gitara basowa, chórki
Jussi 69 - perkusja

The 69 Eyes to kapela aktywnie działająca na scenie muzycznej od 1989 roku. Jakby nie patrzeć to kawał czasu i niejedna grupa w ciągu tych 26 lat zdążyłaby się rozpaść, reaktywować i jeszcze raz rozpaść. Tymczasem Helsińskie Wampiry trwają i ciągle nagrywają nowe płyty, dają energetyczne koncerty i kompletnie nie wyglądają na swój wiek (Jyrki69 za dwa lata będzie obchodził 50 urodziny). W kwietniu 2016 roku swoją premierę miał już 12 studyjny album tej fińskiej kapeli, która dość długo szukała swojego stylu. Ten ostatecznie wykrystalizował się na albumie "Wasting The Dawn" z 1999 roku. Od tamtej pory muzyka The 69 Eyes określana jest jako goth'n'roll, czyli połączenie gothic rocka z energicznym rock'n'rollem. Na następcę wydanego w 2012 roku "X" fani grupy musieli czekać aż 4 lata, czy warto było?


Bardzo lubiłem i nadal lubię muzykę The 69 Eyes, ale już przy okazji "X" słuchać było, że kapela zaczyna łapać zadyszkę, zwłaszcza po tak wypełnionym po brzegi hitami albumie jakim był wydany w 2009 roku "Back In Blood". Na 11 studyjnej płycie Finów tempo kawałków zdecydowanie siadło, więcej było w niej gotyckiego zawodzenia niż rock'n'rollowego szaleństwa. Przy okazji "Universal Monsters" liczyłem z jednej strony na powrót muzyków do formy sprzed lat, a z drugiej obawiałem się, że kapela może iść za ciosem "X" i zaoferować materiał w podobnej formie. Nigdy jeszcze nie trzeba było czekać aż 4 lat na kolejne wydawnictwo The 69 Eyes, więc była szansa na to, że nowy materiał będzie dopracowany jak żaden poprzedni. Niestety singiel "Jet Fighter Plane" nie zwiastował niczego dobrego, bo co jeśli ten niezbyt porywający kawałek okaże się najlepszy na nadchodzącej płycie? Czego konkretnie zabrakło w tym utworze? Przede wszystkim rock'n'rollowej energii. Tak, jakby kapela planowała nowy album skierowany w stronę gotyckiego rocka z przebojowymi refrenami, w których oczywiście nie może zabraknąć chórków. Na szczęście drugi singiel i jednocześnie otwieracz "Universal Monsters" wypadł zdecydowanie lepiej. Mam na myśli kawałek "Dolce Vita", w którym czuć ducha najlepszych wydawnictw The 69 Eyes. Słychać tu echa zarówno największych przebojów z "Blessed Be", "Angels", "Devils", jak i "Back In Blood". Gdyby na 12 studyjnej płycie Helsińskich Wampirów znalazło się więcej takich kompozycji, to byłbym bardzo zadowolony.


W końcu 22 kwietnia pojawił się "Universal Monsters", na który złożyło się 11 premierowych utworów dających łącznie 47 minut muzyki. Po przesłuchaniu dwóch numerów, które znane były już przed premierą płyty, czyli "Dolce Vita" i "Jet Fighter Plane", przyszedł czas na nowe kompozycje. I prawdę mówiąc ciężko mi było podczas odsłuchu odpędzić myśl, że The 69 Eyes ewidentnie skończyły się pomysły. Lekki spadek formy można było odnotować już przy albumie "X", w którym energiczne kawałki były rzadkością i musiały ustąpić miejsca wolnym i spokojnym kompozycjom. Tak samo jest tutaj, ale to wrażenie jeszcze bardziej się pogłębiło. Po dwóch usypiaczach, jakimi są ciągnący się w nieskończoność "Blackbird Pie" i nudny "Lady Darkness", w końcu coś się ruszyło. A to za sprawą rock'n'rollowego "Miss Pastis". Ten kawałek ma w sobie jakąś pozytywną energię, chociaż daleko mu do goth'n'rolla, który The 69 Eyes grali do tej pory. Niby gitary grają tak jak powinny, ale czegoś tu brakuje. A tym czymś jest dobry refren. Ale przynajmniej od strony muzycznej nie ma się do czego przyczepić. Niestety dalej jest już tylko słabiej. Kolejne nudne i nijakie kompozycje z koszmarnym "Jerusalem" na samym szczycie. Zresztą sami posłuchajcie jak bardzo zmęczony jest tutaj Jyrki69. 


Kapela wpada w bagno i w dość nieudolny sposób próbuje się z niego wydostać. Żaden z kolejnych kawałków nie przedstawia sobą chociażby cienia dawnej chwały The 69 Eyes. Są dobre momenty w numerach "Stiv & Johnny", czy "Never", ale to zaledwie delikatne przebłyski, które trwają zbyt krótko, żeby można mówić o udanych utworach. I jeżeli nie zasnęliście podczas "Jerusalem" to będziecie mieć nieprawdopodobną okazję, żeby to nadrobić przy okazji kawałka "Blue". Tak nudnego koszmarka w wykonaniu The 69 Eyes do tej pory nie mieli na swoim koncie. Chociaż gdybym się spiął to mógłbym znaleźć jakąś konkurencję na albumie "Paris Kills", którego absolutnie nie trawię właśnie przez to zbyt duże nasycenie gotykiem i odsunięcie rock'n'rolla. Na sam koniec jeszcze grupa serwuje "Rock 'N' Roll Junkie". I już patrząc po samym tytule można wywnioskować, że to może być dobry kawałek, w którym Helsińskie Wampiry wrócą do goth'n'rolla. A nie, jednak jest to utwór, w którym The 69 Eyes próbują udawać The Rolling Stones. I ponownie próbując wyjść z bagna jeszcze bardziej się w nie zagłębiają. Owszem, kompozycja jest żywa i energiczna, ale gdzieś w tym całym chaosie zgubiła się przebojowość, której w muzyce Finów zawsze było na pęczki.


Po wielkich nadziejach po tym, jak usłyszałem całkiem niezły "Dolce Vita" nie pozostało absolutnie nic. 12 album The 69 Eyes to dla mnie dowód na to, że Helsińskie Wampiry niestety są już zmęczone. Przede wszystkim to czego brakuje na "Universal Monsters" to właśnie goth'n'rolla. Są tutaj kawałki utrzymane w gotyckiej stylistyce, można gdzieniegdzie trafić na jakieś rock'n'rollowe zagrywki, ale to czego brakuje to połączenia tych dwóch elementów. Niestety zdecydowaną większość na "Universal Monsters" stanowią nudne kompozycje, które sprawiają, że jeszcze bardziej zatęskniłem za świetnym "Blessed Be", czy wręcz skandalicznie przebojowym "Back In Blood". Szkoda, że to zmęczenie muzyków, które było już słyszalne na "X" dogoniło ich i kompletnie zmordowało na "Universal Monsters". Nieliczne przypadki energicznych kompozycji zawarte na 12 albumie The 69 Eyes to prawdziwe smakołyki, ale stanowią zaledwie ułamek trwającego 47 minut materiału. Może zagorzali fani albumu "Paris Kills" znajdą tutaj coś dla siebie? Ja tymczasem z szerokim uśmiechem wracam do "Blessed Be".

Ocena: 2/6


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza