piątek, 28 sierpnia 2009

Danzig - Circle Of Snakes (2004)

Danzig - Circle Of Snakes

Rok wydania: 2004

Skład zespołu:
Glenn Danzig – wokal, gitara, klawisze
Tommy Victor – gitara
Jerry Montano – gitara basowa
Bevan Davies – peruksja

Tracklista:
01. Wotan's Procession
02. Skin Carver
03. Circle of Snakes
04. 1000 Devils Reign
05. Skull Forest
06. HellMask
07. When We Were Dead
08. Night, BeSodom
09. My Darkness
10. NetherBound
11. Black Angel, White Angel

Dwa lata po wydaniu "I Luciferi" Glenn z nowym składem muzyków wszedł do studia, żeby zarejestrować materiał na ósmy już krążek wydany pod szyldem Danzig. "Circle Of Snakes" został wydany 31 sierpnia 2004 roku. I tak naprawdę już na początku pojawiły się głosy niezadowolenia - dotyczyły one głównie okładki wydawnictwa - chodziło o to, że logo jak i tytuł płyty są słabo czytelne. Ale na szczęście materiał zawarty na tym krążku w większości zmienił te głosy niezadowolenia w pochwalne pieśni ;-) Redaktorzy gazet zajmujących się muzyką metalową ogłaszali triumfalny powrót króla - padały nawet porównania do trzech pierwszych albumów. Najważniejsze, że fani otrzymali kolejny krążek.
Jest to pierwszy krążek wydany pod szyldem Danzig nie opatrzony liczbą - pierwszy LP był różnie oznaczany, przez jednych jako "Danzig - Danzig", a przez innych jako "Danzig - 1".


"Circle Of Snakes" jest kolejnym albumem, który miksem gatunkowym. Na wikipedii ósmy krążek Danziga otrzymał łatkę doom metal - ale nie zgodzę się z tym. Przede wszystkim zawartych jest tutaj dużo energicznych numerów. Cały materiał, który trafił na ten album skomponował oczywiście Glenn Danzig. Krążek zaczyna się od klimatycznego intro jakim jest "Wotan's Procession" - a następnie dostajemy trzy pełne energii kawałki, w których riffy przygniatają do ziemi, a Glenn śpiewa czysto, bez żadnych modyfikacji, które występowały na krążkach od "IVp" do "6:66". Stąd pewnie po części porównywanie tego albumu do trzech pierwszych. W każdym razie to właśnie wymienione przeze mnie ostre riffy sprawiają, że "Circle Of Snakes" brzmi inaczej niż wcześniejsze LP. Pierwszym wolniejszym utworem jest "Skull Forest" - pełen smaczków, nieco mi on przypomina klimatem "IVp". Po energicznym wybuchu jakim jest "HellMask" mamy kolejny wolny numer "When We Were Dead" - kawałek pełen tajemniczego klimatu, a dzięki temu, że mniej tutaj krzyku to można się delektować wokalem Glenna. Mocno doomowy jest też kolejny utwór - "Night, BeSodom", którego refren obudzi każdego umarlaka, a solówka powali na kolana. Poza tym mocarny riff towarzyszący refrenowi po prostu niszczy. Dalej mamy dwa kolejne wolne kompozycje - typowo doomowe, ale też nie do końca, bo taki "My Darkness" brzmi bardziej jak ballada. I zamykaczem jest niezwykle energiczny "Black Angel, White Angel". I cóż można rzec o tym krążku? Że to mieszanka mrocznego heavy metalu z doom metalem i riffami z samego piekła.

Nie wiem, czy można względem tego krążka pisać o powrocie mrocznego króla - na pewno można mówić o pozbyciu się kilku elementów, które towarzyszyły Glennowi od czwartego krążka, na którym pojawiło się trochę industriala. Ale podczas słuchania "Circle Of Snakes" mam wrażenie, że ten album jest połączeniem wszystkich dotychczasowych krążków i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Krążek oceniam na 9/10.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza