piątek, 28 sierpnia 2009

Danzig - 777 - I Luciferi (2002)

Danzig - 777 - I Luciferi

Rok wydania: 2002

Skład zespołu:
Glenn Danzig - wokal
Todd Youth - gitara
Howie Pyro - gitara basowa
Joey Castillo - perkusja

Tracklista:
01. Unendlich (intro)
02. Black Mass
03. Wicked Pussycat
04. God Of Light
05. Liberskull
06. Dead Inside
07. Kiss The Skull
08. I Luciferi
09. Naked Witch
10. Angel Blake
11. The Coldest Sun
12. Halo Goddess Bone
13. Without Light, I Am

Kolejny album i kolejne zmiany w zespole - tym razem zmianie uległy posady gitarzysty i basisty. I jakby spojrzeć na materiał znajdujący się na "I Luciferi" zmiany jak najbardziej słuszne. A czymże różni się materiał zawarty na siódmym LP Danziga od poprzednich? Przede wszystkim tym, że tutaj usłyszymy tylko przebrzmiałe echa "IVp", "Blackacidevil" czy "Satan's Child" - tutaj mamy w głównej mierze od zajebania heavy metalu w mrocznym wykonaniu. Przyznam, że ten album ciężko mi początkowo wchodził, ale po kilku odsłuchach stał się jednym z najważniejszych krążków Glenna. Przede wszystkim nie ma tutaj starego Danziga - no może trochę, ale trzeba zauważyć, że pierwsze krążki były w dużej mierze zdominowane przez charakterystyczną grę Johna Christa. Tutaj na gitarze mamy starego wyjadacza wyciągniętego ze sceny punkowej. Także różnica jest ogromna. Zresztą muzycznie i klimatycznie ten krążek wymiata. Dużo lepsze niż do tej pory partie perkusji (nie tak schematyczne jak wcześniej) i jedne z lepszych wokali Glenna. A na krążku mnóstwo hitów - ale prawda jest taka, że trzeba dać temu albumowi szansę, a owe hity same wpadną do łba i nie będą chciały wyjść. Praktycznie każdy utwór tutaj zawarty ma potencjał, który uczyniłby z niego killera - weźmy na warsztat pierwszy numer, czyli "Black Mass". Ten kawałek ma wszystko, chwytliwy refren, dobrą linię melodyczną, ciekawy (połamany) riff - i czego chcieć więcej? No tak, ma jeszcze dobry tekst. Tak można opisać każdy z 12 utworów zamieszczonych na "I Luciferi" (nie liczę oczywiście otwieracza). Ale największym zabójca jest tutaj "Dead Inside" - jeden z najgenialniejszych kawałków Danziga w całej karierze muzycznej. Kawałek prosty, wolny, z dobrym tekstem i niemalże mówionymi kwestiami. Ale jakiż to ma zajebisty klimat :!: Po prostu geniusz absolutny. Poza tym godne polecenia są tak naprawdę wszystkie utwory wchodzące w skład "I Luciferi", bo to jeden z najlepszych albumów nagranych pod szyldem Danzig.

Można powiedzieć, że to powrót do przeszłości z zachowaniem szczątkowych śladów trzech poprzednich albumów, albo można powiedzieć, że to zupełnie nowy Danzig, który nie odcina się ani od swoich początków, ani od krążków eksperymentalnych. Materiał dorosły, przemyślany, dopracowany w najmniejszych szczegółach i co bardzo ważne, żywy, nie ma tutaj jakichś smętnych kawałków. Można się przyczepić do produkcji, ale pieprzyć produkcję - liczy się zajebisty materiał.
Ocena 10/10.

Klipy promujące krążek:
Danzig - Wicked Pussycat
Danzig - Kiss The Skull

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza