niedziela, 26 stycznia 2014

Podsumowanie 2013 - metal mix

Podobnie jak w latach poprzednich rozwieję wątpliwości, czym jest ta kategoria. Jest to zbitek wszystkich gatunków metalowych i około metalowych, które nie mieszczą się w innych kategoriach. Niekoniecznie muszą to być mieszanki gatunkowe, bo wchodzą tu również wydawnictwa spod znaku gothic metal, nu-metal, stoner metal, czy post-metal. Czyli znaleźć tu można różnorakie płyty, które nie łapały się do żadnego innego zestawienia gatunkowego, a nie chciałbym ich pominąć. Biorąc pod uwagę wspomnianą różnorodność ciężko mi napisać, czy 2013 był dobry, czy też rozczarowujący. W każdym razie ze zmontowaniem tego zestawienia nie miałem problemu.



01. The Vision Bleak - Witching Hour

The Vision Bleak to jedna z moich ulubionych gothic metalowych kapel, a z tego gatunku na bieżąco słucham jeszcze tylko Moonspell. Konstantz i Schwadorf do tej pory byli niezawodni (no może poza średnim "The Wolves Go Hunt Their Prey"), więc tym razem nie mogło być inaczej. "Witching Hour" to kawał klimatycznego i wpadającego w ucho gotyckiego grania. Kapela nadal bazuje na stylu wypracowanym już przy debiutanckim albumie. Nowy materiał to nadal kanciasty, ale i mroczny gotycki metal podany w bardzo niemieckim stylu, chociaż wszystkie teksty są po angielsku. Jeśli kogoś "Witching Hour" nie przekonuje, to raczej nie ma co tracić czasu na The Vision Bleak.

02. Ihsahn - Das Seelenbrechen

Ihsahn kilka lat temu pod swoje skrzydła przyjął młodych muzyków tworzących niezbyt znaną norweską kapelę Leprous. Zapewne wówczas nie przypuszczał, że niedługo później uczniowie przerosną mistrza. I mimo tego, że "Coal" Leprous to świetny album, to jednak nie można zapomnieć o najnowszym wydawnictwie Ihsahn. Po poprzednim dość lekko przyswajalnym "Eremita" przyszedł czas na kontynuowanie tej ścieżki. I mimo tego, że podany w ekstremalnej formie progresywny metal na "Das Seelenbrechen" jest minimalnie słabszy niż te na wydawnictwie z 2012 roku, to jednak nadal jest to kawał świetnego grania. A sam album jest jak najbardziej godny polecenia - zwłaszcza, jeśli ktoś do tej pory miał problemy z muzyką prezentowaną przez Ihsahn.

03. The Sixpounder - The Sixpounder

Po całkiem niezłym debiucie z 2011 roku przyszedł czas na drugie wydawnictwo The Sixpounder. Kapela już częściowo prezentowała nowy materiał na koncertach i festiwalach, w których brali udział w pierwszej połowie 2013 roku. I po usłyszeniu kilku takich świeżych kawałków nabrałem ogromnej ochoty na nowe wydawnictwo wrocławskich muzyków. Na "The Sixpounder" dostałem to czego oczekiwałem - jeszcze więcej ognia niż na "Going to Hell? Permission Granted!". Tak jakby pierwszy album był tylko takim sprawdzeniem, czy mieszanka gatunkowa przez nich prezentowana się przyjmie, a przy okazji drugiego wydawnictwa dopiero rozwinęli skrzydła. Druga płyt The Sixpounder to pod każdym względem materiał lepszy od debiutu. Mistrzowska mieszanka groove metalu, southern metalu, metalcore'a i heavy metalu.

04. Obscure Sphinx - Void Mother

O Obscure Sphinx pisałem trochę przy okazji najlepszych polskich płyt, ale napiszę to jeszcze raz - bardzo lubię, jak przekonuję się do muzyki nieznanej mi wcześniej kapeli podczas jej koncertu. Tak właśnie było w przypadku Obscure Sphinx. Przed tym jak zobaczyłem ich supportujących Behemotha nie tylko nie wiedziałem co grają, ale kompletnie nie miałem pojęcia o istnieniu takiej formacji. Do tego przyklejona została do nich łatka post-metal. A kapele grające w tym gatunku wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Każda nowa ekipa gra post-metal, albo djent. Ale nie dajcie się oszukać - "Void Mother" to świetne granie, pełne mocnego klimatu i bardzo transowe, hipnotyczne.

05. Nightly Gale - Lust

Kolejna polska ekipa w zestawieniu. Tym razem eksperymentalny doom metal zahaczający mocno o funeral doom. Po genialnym "Imprint" panowie z Nightly Gale zapadli się pod ziemię. Dopiero w połowie 2012 roku i zaczęli coś przebąkiwać o nowym materiale. Premiera "Lust" przesuwana była z miesiąca na miesiąc, ale w końcu album pojawił się w połowie 2013 roku. I warto było czekać. Nowy materiał nie różni się klimatem od poprzednich wydawnictw Nightly Gale, ale zdecydowanie najbliżej mi do wspomnianego "Imprint". Ponownie panowie muzycznie zaprezentowali bardzo depresyjny klimat. I nieważne, że na albumie znalazło się tylko 6 kompozycji - całość trwa prawie 50 minut, a i tak wciąga na długie godziny. "Lust" to bardzo uzależniający album.

06. Vulture Industries - The Tower

Vulture Industries poznałem dopiero podczas koncertu Leprous. W ich występie podobało mi się dosłownie wszystko - od image'u muzyków, poprzez ruchy sceniczne wokalisty, niewymuszony humor i oczywiście transowa muzyka. Styl w jakim Vulture Industries poruszają się na "The Tower" (i wcześniejszych albumach) można określi tylko jako avantgarde metal. Można się bawić w jakieś gotyckie odnośniki, bo ewidentnie panowie mają ciągoty do mrocznego klimatu i transowego grania. "The Tower" to bardzo hipnotyczny materiał, a kawałek zamykający album ("Lost Among Liars") to dla mnie jeden z najlepszych utworów 2013 roku.

07. Clutch - Earth Rocker

Z Clutch nigdy nie było mi po drodze, a jednak spotkałem ich najnowszy album i szybko się z nim zaprzyjaźniłem. Nie wiem, czy to kwestia różnorodności, która występuje na "Earth Rocker", czy tego, że numery takie jak "Mr Freedom", "Earth Rocker", czy rewelacyjne "Gone Cold" błyskawicznie wpadają w ucho. W każdym razie niezwykle szybko dałem się przekonać panom z Clutch, że to jest właśnie album, którym powinienem się zasłuchiwać. Niby stoner metal, ale tak naprawdę jest tu zdecydowanie bardziej różnorodnie.

08. Cult Of Luna - Vertikal

Z Cult Of Luna zawsze miałem problem. Dotyczył on głównie tego, że post-metal (podobnie jak doom metal) kojarzył mi się ze straszną nudą, kawałkami wyciąganymi na siłę i albumami trwającymi od 60 minut w górę. Przy okazji "Vertikal" przemogłem się, spróbowałem i nie żałuję. Mimo tego, że materiał trwa 65 minut, to kompletnie się tego nie odczuwa. Czas mija zaskakująco szybko, a "Vertikal" prosi się o kolejny obrót.

09. The Ocean - Pelagial

Pod tym albumem mógłbym napisać podobnie jak w przypadku Cult Of Luna. Z tymże tutaj zamiast "post-metal" napisałbym "atmospheric metal/sludge". I tak naprawdę z "Pelagial" miałem spory problem, bo po tym, jak posłuchałem go niedługo po premierze to więcej do niego nie wracałem. Dopiero przypomniałem sobie o nim przy okazji koncertu The Ocean. Po świetnym występie kapeli płyta "Pelagial" zaczęła mi się jawić w zupełnie innych barwach. Nagle poczułem ten głębinowy klimat i bardziej zaprzyjaźniłem się nie tylko z tym albumem, ale też z wcześniejszymi wydawnictwami The Ocean.

10. Love And Death - Between Here and Lost

Love And Death to solowy projekt Heada znanego z Korna. Nu-metal pełną gębą i przewyższający poziomem ostatnie wydawnictwa macierzystej kapeli Briana Welcha. Zresztą jest to wydawnictwo pokazujące, że nu-metal jeszcze nie zginął i tli się nadzieja na odrodzenie tego gatunku. I jeśli to ma nastąpić to fajnie by było, gdyby wrócił do żywych w formie prezentowanej przez Love And Death, a nie w jakimś rapcore'owym stylu.

-----------------------------------------
11. Rotting Christ - Kata Ton Daimona Eaytoy
12. Five Finger Death Punch - The Wrong Side Of Heaven And The Righteous Side Of Hell - Vol. 2
13. Red Fang - Whales And Leeches
14. Red - Release the Panic
15. Korn - The Paradigm Shift

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza