wtorek, 27 kwietnia 2010

Emigrate - Emigrate (2007)



Emigrate - Emigrate

Emigrate na myspace

Data wydania: 31.08.2007
Gatunek: industrial metal/alternative metal
Kraj: Niemcy/USA

Tracklista:
01. Emigrate 04:07
02. Wake Up 03:33
03. My World 04:17
04. Let Me Break 03:35
05. In My Tears 04:34
06. Babe 04:28
07. New York City 03:40
08. Resolution 03:42
09. Temptation 04:13
10. This Is What 04:38
11. You Can't Get Enough 03:56

Skład:
Richard Z. Kruspe - wokal, gitara
Olsen Involtini - gitara
Arnaud Giroux - gitara basowa
Henka Johansson - perkusja

Emigrate to "tajny projekt" Richarda Kruspe znanego powszechnie z kapeli Rammstein. Dlaczego tajny? Bo powstał w 2005 roku, kiedy to muzycy wchodzący w skład tego niemieckiego giganta postanowili sobie odpocząć. Tymczasem Richard za plecami kolegów harował nad swoim solowym projektem, którego robocza nazwa brzmiała Emigrate - nazwa kapeli nie jest bynajmniej przypadkowa, siedziba kapeli znajdowała się w USA (Nowy Jork), a nie w Niemczech, więc jako tako można sobie tłumaczyć tą nazwę. Z drugiej strony można powiedzieć, że to taka chwilowa emigracja Kruspe z Rammsteina. W każdym razie Richard przyznawał później, że pomysł na ten projekt pojawił się już w momencie nagrywania wraz z Rammstein materiału na "Mutter". W końcu 31 sierpnia 2007 roku za sprawą Motor Music album "Emigrate" pojawił na sklepowych półkach.

Co usłyszymy na solowym albumie Richarda Kruspe, który praktycznie grał wyłącznie w kapeli Rammstein? Oczywiście usłyszymy nieco naleciałości tego bandu, w końcu tego można było się spodziewać. Chociaż bynajmniej z kopią stylu niemieckich gigantów nie mam tutaj mowy. Kruspe zaprezentował tutaj muzykę, która w znikomym stopniu korzysta z pomocy klawiszy (przeważnie robią za tło, ewentualnie są to jakieś "ogony") - w każdym razie nie spełniają tak ważnej roli jak w R+. Najważniejsze są tutaj gitary - proste riffy, które znane są z muzyki Rammstein. Proste, jednostajne, mocno młócące. W każdym razie cały album Kruspe jest odmienny od tego co nagrywał z kolegami ze swej macierzystej kapeli - zdecydowanie postawił tutaj na przebojowość i raczej prostotę (ale nie niemiecką prostotę). Momentami mam wrażenie jakbym słuchał po prostu hard rocka z dociążonymi gitarami. Zresztą sam wokal Kruspe jest bardzo łagodny, a wszelkie przestery, które dość często się tutaj pojawiają nie są w stanie tego ukryć. Przyznam, że podczas pierwszych odsłuchów byłem mocno zawiedziony tym, że wszystkie kawałki są zaśpiewane w języku angielskim i jeszcze tak łagodną barwą - jak każdy fan R+ spodziewałem się, że Richard jednak będzie chciał nagrać coś bardzo w stylu rammsteinowym. No cóż, bardzo się wówczas zawiodłem. Ale po kilku odsłuchach odkryłem, że Kruspe udało się nagrać kilka prawdziwie przebojowych kompozycji na czele z "Wake Up", "My World" czy "New York City". Jednak album ma pewien problem - na każdy przebój przypada jeden wypełniacz. I tak mamy na początku 4 świetne kawałki, a dalej jest już zdecydowanie słabiej - nieco sytuację naprawiają kawałki "New York City" i "Resolution", a później znowu następuje spadek formy. W ogóle nie widzę tutaj roli jaką spełniają ballady, którzy jest aż nadto. Rozumiałbym obecność dwóch ballad - chociaż to i tak zbyt wiele, ale Kruspe zamieścił tutaj niemalże 4 takie utwory (niemalże, bo "Temptation" ma tylko balladowy wstęp). Do tego trzeba wziąć poprawkę na jakość tych ballad, która jest niestety wątpliwa. Zresztą nawet te początkowe kawałki nie są wcale rewelacyjne - ratują je niezwykła przebojowość w refrenach i chwytliwe melodie. Kiedyś miałem teorię "numeru 7" - w tym przypadku w 100% się sprawdza, bo najlepszym kawałkiem na tym albumie jest "New York City" zajmujący właśnie siódmą pozycję na albumie. Numery, dla których warto sięgnąć po ten album - "Emigrate", "Wake Up", "My World", "Let Me Break", "New York City" i "Resolution" - dość ciekawym utworem jest jeszcze "This Is What".

Z jednej strony albumem "Emigrate" jest łatwo się zawieść - zwłaszcza, jeśli ktoś spodziewa się tutaj kolejnego albumu Rammstein. Z drugiej strony to całkiem niezły album dostarczający rozrywki, wyposażony w kilka prawdziwie przebojowych kompozycji, które momentalnie wpadają w ucho. Niestety nawet jeśli tak spojrzy się na solowy album Kruspe to nie sposób nie zauważyć minusów - duża liczba wypełniaczy, wszystko zaśpiewane po angielski, próba odcięcia się od rammsteinowego stylu nie do końca udana, w końcu niezbyt porywające kompozycje. Mimo wszystko wielbiciele R+ zapewne znają już ten album na pamięć, a tym, którzy go nie znają mogę spokojnie polecić. Mimo wszystko to dobry album, ale tylko dobry.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza