poniedziałek, 24 stycznia 2011

KISS - Dressed To Kill (1975)


  
KISS - Dressed To Kill
Data wydania: 1975
Gatunek: rock/hard rock
Kraj: USA

Tracklista:
01. Room Service
02. Two Timer
03. Ladies In Waiting
04. Getaway
05. Rock Bottom
06. C'mon And Love Me
07. Anything For My Baby
08. She
09. Love Her All I Can
10.
Rock And Roll All Nite

Tak jak pisałem wcześniej krążek "Hotter Than Hell" w ogóle nie osiągnął sukcesu, można wręcz go nazwać totalną klapą - nawet biorąc pod uwagę to, że debiutancki album nie był jakimś spektakularnym sukcesem. W związku z tym zespół znowu wszedł do studia i nagrał nowy materiał - album "Dressed To Kill" trafił na półki sklepowe 19 marca 1975 roku. Sam album też nie odniósł spodziewanego sukcesu i szybko okazało się, że wytwórnia Casablanca jest na skraju bankructwa. KISS odnosił jedynie sukcesy dzięki występom na żywo - przyciągając ludzi głównie poprzez widowiskowość swoich koncertów.

I w sumie nie dziwię się, że album "Dressed To Kill" nie odniósł wielkiego sukcesu. Co prawda na pierwszy odsłuch już widać ogromną różnicę pomiędzy nim, a poprzednikiem. Dużo więcej przebojowych kawałków i trzy numery sztandarowe, bez których KISS ciężko sobie wyobrazić - mam na myśli "C'mon And Love Me", "She" i "Rock And Roll All Nite" - ten ostatni to praktycznie hymn KISS. Album otwiera dość przebojowy "Room Service", ale niestety refren już tak bardzo nie porywa. "Two Timer" jest wolniejszym numerem, w którym wokalnie udziela się Gene Simmons. Kolejne dwa numery też nie są jakieś specjalnie porywające - a utwór "Rock Bottom" z bardzo długim intro nieco przynudza, a właściwa część utworu też mnie jakoś nie przekonuje. Na szczęście druga połowa płyty już jest dużo ciekawsza. Wszystko rozpoczyna mój faworyt na tym krążku - "C'mon And Love Me". Niby prosty, niby wtórny, ale jak to wciąga. Nawet całkiem dobry wydaje się być utwór "Anything For My Baby" - ale to może dlatego, że znajduje się pomiędzy dwoma wyśmienitymi kawałkami. Bo po nim następuje killerski "She" z ciekawymi partiami gitar i jeszcze lepszymi bębnami. Ale zdecydowanie najlepsza solówka znajduje się na kawałku przedostatnim - już pomijam fakt, że początkowa faza utworu "Love Her All I Can" kojarzy mi się z numerem "Low Rider". I gdyby nie ta solówka to utwór można by uznać za wypełniacz klasy średniej. Zabójcze zakończenie gwarantuje nam "Rock And Roll All Nite". O tym kawałku chyba wiele pisać nie trzeba, bo myślę, że jest on powszechnie znany.

Ogólnie pierwsza część płyty raczej niespecjalna - za to druga to zupełnie inny poziom. Dlatego ciężko ocenić ten krążek.
 
Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza