Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doom metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doom metal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2023

Eremit - Wearer of Numerous Forms (2023)

Eremit - Wearer of Numerous Forms

Gatunek: doom metal/atmospheric sludge metal
Data wydania: 06.06.2023
Kraj: Niemcy

Tracklista:
01. Conflicting Aspects of Reality 01:03:47  
02. Entombed in a Prism of Blindness 21:27  
03. Passages of Poor Light 47:17  

Skład:
Moritz Fabian – gitara, wokal, lore
Pascal ‘Kalle’ Sommer – gitara
Marco Baecker – perkusja
Hendrik ‘Brede’ Bredemann – trąbka

Jako, że dostałem przedpremierowy dostęp do trzeciego pełnego materiału niemieckiej grupy Eremit, to muszę się z wami podzielić swoją opinią odnośnie tego wydawnictwa.

Z twórczością Eremit miałem już do czynienia przy okazji ich materiału "Bearer of Many Names" z 2021 roku (zresztą album opatrzony wspaniałą grafiką autorstwa Mariusza Lewandowskiego). No i cóż, poza samą okładką nie znalazłem na tym albumie nic dla siebie, ale wówczas moje podejście do doom metalu było nieco inne niż aktualnie. Te kilka lat temu przerażała mnie długość tego materiału, bo jak można nagrać płytę złożoną z trzech kompozycji, której czas trwania to 66 minut? Nie jestem, nie byłem i pewnie nigdy nie będę fanem długich, rozwleczonych kompozycji, które ciągną się w nieskończoność. Jedyny wyjątek robiłem do tej pory tylko dla jednej płyty, którą jest Cultes Des Ghoules "Coven, or Evil Ways Instead of Love" (2016). Ale to materiał absolutnie wyjątkowo, o którym już kiedyś pisałem i pewnie jeszcze nie raz napiszę.

wtorek, 28 grudnia 2021

Droga do podsumowania 2021 (odc. 141-145)

29 odsłona "Drogi do podsumowania 2021" już przed wami, a co za tym idzie kolejna piątka wydawnictw z 2021, które chcę wam przypomnieć przed zakończeniem tego roku. Przy każdym z albumów znajdziecie krótką notką, klip i link do Spotify.


wtorek, 21 grudnia 2021

Droga do podsumowania 2021 (odc. 106-110)

A oto i 22 odcinek "Drogi do podsumowania 2021" przed wami. Jak zawsze znajdziecie poniżej pięć albumów opatrzonych krótkimi komentarzami, klip do każdej z płyt oraz link do Spotify, żeby szybko można było sprawdzić, jak faktycznie prezentuje się dany album.


czwartek, 9 grudnia 2021

Droga do podsumowania 2021 (odc. 96-100)

Czas na kolejną dawkę płyt z 2021 roku. Zapraszam do rzucenia okiem na 20 odcinek cyklu "Droga do podsumowania 2021", gdzie znajdziecie kolejne 5 albumów wydanych w tym roku. Jak zawsze obok krótkiej notki odnośnie danej płyty znajdziecie też klip oraz link do Spotify.


poniedziałek, 25 października 2021

Droga do podsumowania 2021 (odc. 21-25)

Poniżej znajdziecie kolejnych pięć pozycji, które pokrótce przedstawiam w ramach cyklu "Droga do podsumowania 2021". Dla przypomnienia dodam, że w cyklu planuję przypomnieć około 150 albumów, które zostały wydane w 2021 roku. Oczywiście obecność danej płyty w tym cyklu nie oznacza, że materiał trafi do podsumowania Top 30 2021 roku.


niedziela, 19 czerwca 2016

Na skróty - odcinek 30

No proszę, kolejny jubileusz cyklu "Na skróty", jeszcze nie tak dawno cieszyłem się, że udało się dobić do 25 odsłon, a teraz dorobiłem się kolejnych pięciu. 30 to już bardzo poważna liczba i podejrzewam, że nadal będzie rosła. Pewnie do 60 dobiję dopiero w 2021 roku, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy odcinek "Na skróty" trafił na DF 21 marca 2011. Patrząc na tę okoliczność można powiedzieć, że statystycznie pojawiało się około pół odcinka na miesiąc. W tym, jak i w wielu innych przypadkach widać, że statystyka kłamie. No cóż kolejnym jubileuszem będzie 50 odcinek, do którego jeszcze mam sporo czasu. Tymczasem w bieżącej odsłonie zapraszam do eksploracji polskiej sceny muzycznej, na której naprawdę dużo się dzieje i jest bardzo różnorodnie. Na ten odcinek wybrałem trzy jeszcze bardzo świeże wydawnictwa, a jedno nawet jeszcze przedpremierowe.


środa, 17 lutego 2016

Charm Designer - Everlasting (2016)

Charm Designer - Everlasting

Data wydania: 19.02.2016
Gatunek: gothic/doom metal
Kraj: Kolumbia

Tracklista:
01. Everlasting
02. The Replicant
03. Never After
04. Disruption
05. Mentors
06. Inertial Drain
07. Endowar
08. By the Unmasked
09. Policy of Truth

Skład:
Andrés Herrera – wokal, gitara
Diego M. Giorgi – gitara basowa
Diego A. Morales – perkusja

Recenzja powstała dzięki Inverse Records.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem tytułowy kawałek z tego wydawnictwa zacząłem się zastanawiać, dlaczego do tej pory nie słyszałem o Charm Designer? Dopiero po chwili zauważyłem, że ta formacja ma na swoim koncie jedynie demówkę z 2006 roku i epkę "Blood Sounds" wydaną w 2008. Przy czym ta kolumbijska grupa istnieje już 15 lat i naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, że dopiero  teraz wydaje swój debiutancki album.

niedziela, 8 listopada 2015

Mepharis - Sic Luceat Lux (2014)

Mepharis - Sic Luceat Lux
Mepharis na FB / Soundcloud

Data wydania: 31.01.2014
Gatunek: death/doom metal
Kraj: Polska

Tracklista:
01. Sic Tibi Terra Levis
02. Hatemaker
03. Suicide Avenue
04. Hermit's Tale
05. Sic Luceat Lux
06. Iscarioth
07. Dance of Memories
08. Innocence Died

Skład:
Przemysław "Cygan" Cygańczuk - wokal, gitara
Paweł "Szczypek" Szczypka - gitara basowa
Sebastian Konat - perkusja
Gościnnie:
Bartosz "Daimos" Wanat - gitara

Mepharis to już nie taka znowu młoda formacja z dolnośląskiej wioski, później formacja przeniosła się do Poznania. Grupa powstała w 2007 roku i trzy lata później wydała swoje pierwsze demo zatytułowane "Suicide Avenue". W 2012 roku wydali jeszcze epkę "Black Tapes", a następnym krokiem był już pełny materiał, który został wydany pod tytułem "Sic Luceat Lux" pod koniec stycznia 2014 roku.

środa, 29 kwietnia 2015

Na skróty - odcinek 22

Odcinek 22 mógłbym nazwać specjalnym, gdyż dotyczy trzech wydawnictw, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia, a każde z nich dotyczy kapel, które będą jednymi z gwiazd Asymmetry Festival. Tak jak w poprzednim odcinku "Na skróty" rozrzut stylistyczny jakiś był (niewielki, ale jednak), tak tym raz gatunkowo wszystkie albumy są wzięte z jednego worka. Niby podobne, ale zupełnie różne.


Wszystkie kapele z tego odcinka będzie można zobaczyć na Asymmetry Festival 2015.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Torche - Restarter (2015)

Torche - Restarter

Data wydania: 24.02.2015
Gatunek: stoner/sludge metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Annihilation Affair
02. Bishop in Arms
03. Minions
04. Loose Men
05. Undone
06. Blasted
07. No Servants
08. Believe It
09. Barrier Hammer
10. Restarter

Skład:
Steve Brooks – gitara i wokal
Andrew Elstner – gitara i wokal
Jonathan Nuñez – gitara basowa, gitara, klawisze
Rick Smith – perkusja

Kapelę Torche będzie można zobaczyć podczas Asymmetry Festival 2015.

Torche to amerykańska kapela, która została założona w 2004 roku. Muzycy na swoich wydawnictwa eksplorują najduszniejsze podgatunki metalu, czyli stoner i sludge. "Restarter" jest czwartym pełnym albumem studyjny formacji Torche i trzecim produkowanym przez Kurta Ballou (gitarzystę Converge). Poprzednie wydawnictwo tej kapeli poza stonerem i sludgem miało w sobie jakąś rock'n'rollową duszę i mogło się kojarzyć z żywszymi numerami z repertuaru Birds Of Prey. A jak wypada "Resterter"?

środa, 28 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 - metal mix

Za każdym razem, kiedy publikowałem zestawienie zatytułowane "metal mix" opisywałem czego dotyczy, więc tym razem bardzo krótko. To taki duży worek, do którego wrzuciłem wszystkie gatunki, które nie pasują do żadnego z pozostałych zestawień. Rozrzut stylistyczny jest duży, ale dzięki temu mogłem tu zawrzeć naprawdę mocarne wydawnictwa nie oglądając się na podziały. Ułożenie tego zestawienia sprawiło mi najmniej problemów, może właśnie dlatego, że mieszanka stylistyczna pozwalała mi na większą swobodę.

niedziela, 9 stycznia 2011

Najlepsze albumy stoner/sludge/doom/dark 2010

Nigdy nie byłem zwolennikiem sludge czy doom metalu - a z trójki, która pojawiła się w tytule zdecydowanie najbliżej mi było do stoneru w rock'n'rollowym wydaniu, albo w wydaniu heavy metalowym, w każdym razie jak najbardziej oddalonym od doomowego smęcenia. Niestety w tym roku taki wydawnictwo było niewiele, więc musiałem szukać nieco innych albumów - dlatego też w poniższym zestawieniu wziąłem również pod uwagę wydawnictwa southern, dark czy atmospheric. To wszystko się ze sobą mniej więcej łączy, więc nie widziałem powodu, dla którego miałbym rozpatrywać niektóre z poniższych albumów w innej kategorii niż ta, do której je wrzuciłem. W roku 2009 zdecydowanie łatwiej było mi zrobić zestawienie top 10 stoner/sludge/doom z uwagi na to, że pojawiło się wówczas więcej ciekawych albumów z gatunków stoner/sludge, w tym roku trochę bieda, ale też nie ma na co za bardzo narzekać. Oto top 10:

piątek, 12 listopada 2010

Cleansing The Damned - Cleansing The Damned (2010)



Cleansing The Damned - Cleansing The Damned

Cleansing The Damned na myspace

Data wydania: 09.11.2010
Gatunek: industrial/doom metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Vita 1:13
02. Mortis 5:52
03. Stimuli 4:00
04. The Duality of Hate 7:33
05. Slavery(twisted by the hate) 5:14
06. Tahoe's and Escalade's 4:36
07. The Strange 6:41
08. Voluptas per Invidia 3:12
09. Lost 12:34

Ten album to swoista ciekawostka, która mnie przyciągnęła niecodziennym połączeniem doom metalu z industrialem i faktycznie tych dwóch gatunków jest tutaj zdecydowanie najwięcej. Chociaż sam wykonawca (bo mniemam, że jest to projekt jednoosobowy) określa swoją muzykę jako industrial/sludge/doom/black metal. Album jest klimatyczny i jego mocną stroną (jeśli nie najmocniejszą) jest klimat. Przoduje tutaj utwór "Slavery" z mocnymi akcentami industrialnymi i doomowym tempem. Z ciekawszych kawałków wymienię jeszcze przygniatający do ziemi "Tahoe's and Escalade's" i zamykający ten album najdłuższy numer na płycie, czyli "Lost", fajna reklasująca muzyka. Jak wypadł mariaż industrialu z doom metalem? Wypadł całkiem nieźle, chociaż mam wrażenie, że mogłoby być ciekawiej. "Cleansing The Damned" to album głównie dla ciekawskich, którzych chcieliby posłuchać czegoś, co nie pojawia się codzień.

Tutaj można ściągnąć album za darmo:
http://cleansingthedamned.bandcamp.com/

Ocena: 6,5/10

poniedziałek, 15 lutego 2010

Honcho - Burning In Water, Drowning In Fire (2005)


Honcho - Burning In Water, Drowning In Fire

Honcho na myspace

Rok wydania: 2005
Gatunek: stoner/psychodelic/doom
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01. Some Say
02. Seeing Red
03. Messenger Messiah
04. Hangover Blues
05. Through
06. Silly
07. Holy
08. Falling Behind
09. Lost And There

Skład zespołu:
Trond Skog - wokal
Halvor Berg - gitara
Hakon Eng - gitara
Steinar Knapstad - gitara basowa
Kenneth Andersen - perkusja


Już wspominałem o tym, że Honcho to magiczny zespół, na tyle magiczny, że potrafił mnie przekonać do swojej muzyki, chociaż doom metalu nie lubię, a stoner wielbię, ale szybki z rock'n'rollowymi akcentami. Tutaj stoner łączy się z doomem w nowym wymiarze, dodany został do tego lekko psychodeliczny charakter.

Ten album jest trochę mniej przebojowy niż "Corporate Rock". Na "Burning In Water, Drowning In Fire" mamy bardziej walcowate kompozycje, które z melodyjnym i z emocjonalnym wokalem Tronda Skoga dają specyficzny produkt. Jeśli komuś podobała się bardzo żywa pierwsza płyta, to z drugą może mieć lekkie problemy - ja tych albumów słuchałem w kolejności odwrotnej - najpierw "Burning In Water, Drowning In Fire", a dopiero po tym jak zostałem wchłonięty niczym przez czarną dziurę zacząłem szukać wcześniejszych wydawnictw Honcho i trafiłem na "Corporate Rock". Pewnie jakbym słuchał w odpowiedniej kolejności to czułbym się trochę zawiedziony - niby to ten sam zespół, niby gatunek się nie zmienił, niby granie to samo, ale jednak drug album wypada inaczej. Tak jak napisałem jest ciężej, wolniej, bardziej walcowato - gdyby nie wokal Tronda to riffy by najzwyczajniej zgniatały i trasowały drogę dostępu do kolejnych numerów na płycie. No, ale nie będę się bardziej rozpisywał - polecam sięgnąć po "Burning In Water, Drowning In Fire" - to nie tylko przewrotny tytuł, to przewrotna płyta.

Jeśli mam wyróżnić jakieś kawałki to niech będą to: "Some Say", "Seeing Red", "Messenger Messiah", "Through", "Falling Behind" - z tymże są to numery niezwykle wciągające, ale pozostałe są niewiele słabsze, po prostu te chciałem w pewien sposób wyróżnić. A ocena? Ocena niech będzie 9,5/10 - bo trochę za dużo "walcowania", ale płyta i tak jest genialna. I nie mogę się doczekać nowego wydawnictwa.

Ocena: 9,5/10

Honcho - Corporate Rock (2002)


Honcho - Corporate Rock

Honcho na myspace

Rok wydania: 2002
Gatunek: stoner/psychodelic/doom
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01. Grebo Mentor
02. In The Woods
03. Frontside Disaster
04. Peyote
05. Industrial Lane
06. Loco Steam
07. Dark Tunnel Of Love
08. Hide Behind
09. Hypnopilot
10. Messy Ferguson
11. Snake Eyes

Skład zespołu:
Trond Skog - wokal
Halvor Berg - gitara
Hakon Eng - gitara
Steinar Knapstad - gitara basowa
Kenneth Andersen - perkusja


Pierwszy album Honcho i jednocześnie na razie najlepszy. Ten krążek to kwintesencja stonera - mamy tutaj zarówno wolne, jak i szybkie kompozycje. Bardzo dobre gitary sprawiają, że tego po prostu chce się słuchać w kółko. Do tego należy dodać nieco psychodeliczny klimat, który towarzyszy niektórym kawałkom. Mógłbym napisać, że najlepszym utworem na tej płycie jest otwieracz - czyli "Grebo Mentor". Może się tak tylko wydawać, bo kolejne numery wcale mu nie ustępują, ale skoro jest na początku to zwraca się na niego największą uwagę - poza tym po dłuższym czasie powróciłem do tego albumu i właśnie ten kawałek pamiętałem z "Corporate Rock" najlepiej. Same kawałki przez bardzo stonerowe riffy mogą się wydawać nieco walcowate, ale wokal zdecydowanie wygładza całą muzykę. Jeżeli Steinar i Mathias rzeczywiście kawał czasu szukali wokalisty to muszę przyznać, że trafili w końcu w 10, bo Trond jest śpiewakiem wyśmienitym. Nie będę polecał żadnych kawałków z tego albumów, bo tak naprawdę wszystkie są świetne. Na "Corporate Rock" panowie z Honcho pokazali, że w graniu stonera czują się jak ryba w wodzie - ode mnie ten album dostaje 9,5/10 (0,5 punktu odjąłem za przerwę w ostatnim kawałku).

Ocena: 9,5/10

czwartek, 7 stycznia 2010

Top 10 2009 - stoner/doom/sludge metal

01. Mustasch - Mustasch

02. Black Cobra - Chronomega

03. Church of Misery - Houses of the Unholy

04. Disbelief - Protected Hell

05. Black Water Rising - Black Water Rising
----------------------------
06. Baroness - Blue Record
07. Ghost Brigade - Isolation Songs
08. God Damn - Old Days
09. Ahab - The Divinity of Oceans
10. Doomraiser - Erasing the Remembrance

środa, 23 grudnia 2009

Senmuth - Bark Of Ra (2007)


Senmuth - Bark Of Ra

Senmuth na myspace

Rok wydania: 2007
Gatunek: industrial doom metal/folk/ambient/electro
Kraj: Rosja

Tracklista:
01. Continent Under Sun
02. Way On Tortuga
03. Kuvalaya-Dala
04. Bark of Sun
05. Phnom Bakheng
06. Djenne Mosque
07. Waiting the Sun
08. Whisper of Memnons
09. Earth, My Mother
10. Mantra Lost Sun


To 27 album żywej legendy jaką jest rosyjski muzyk Senmuth. Jest to zespół jednoosobowy, dlatego tym bardziej dziwny - w tym momencie na koncie tego multi-instrumentalisty znajduje się 56 albumów, ale zapewne "Sebek" nie jest ostatnim wydawnictwem oznaczonym logo Senmuth. Należy też zauważyć, że zespół został powołany do życia w 2004 roku.

Pierwszy kawałek trzeba traktować raczej jako wstęp do świata, w który zabiera słuchacza Senmuth - bo nic wielkiego się tutaj nie dzieje, ale połączenie orientalistyki i elektroniki robi wrażenie. "Way On Tortunga" zaczyna się bardzo spokojnie i w sumie bardziej kojarzy mi się z jakimiś ludowymi muzykami niż z metalem, ale w końcu jak się rozkręca to nawet głowa się kiwa. Tak, bardzo ładnie brzmi to połączenie elektroniki z metalem. Jeśli ktoś nie skorzystał z zaproszenia zawartego w tym numerze to może śmiało wysiąść i wcisnąć "stop". Chyba wiadomo, czego można się spodziewać po utworze, którego tytuł brzmi "Kuvalaya-Dala" - tak, jest to orientalne granie, raczej uspokajające niż porywające. Dobre połączenie elektroniki z orientalnymi dźwiękami sprawia, że wchłonąłem "Bark Of Sun" - spokojne, hipnotyzujące rytmy z dudniącą elektroniką, a w "Phnom Bakheng" Senmuth postanowił nieco popisać się umiejętnością gry na gitarze i całkiem dobrze to wyszło, a kiedy wkracza dudniący bas to ten numer nabiera prawdziwych kolorów. Ciężko mi jest coś napisać o dalszych numerach, bo są podobne do tych pierwszych...ale jednocześnie inne. Tzn. mimo tego, że Senmuth jest niezwykle płodnym muzykiem to nie ma na "Bark Of Ra" kompozycji stworzonych na zasadzie "kopiuj-wklej". Podróż, w którą zostajemy zabrani obraca się w klimatach orientalnych (azjatyckich i afrykańskich) z dużą rolą elektroniki i muzyki gitarowej. Trzeba docenić umiejętności kompozytorskie Senmutha. Polecam naprawdę sprawdzić ten album, bo niesamowicie odpręża.

Ocena: 7,5/10

wtorek, 8 września 2009

B-Thong - From Strenght To Strenght (1997)


B-Thong - From Strenght To Strenght

Rok wydania: 1997
Gatunek: groove/stoner/doom/psychodelic/heavy metal/hardcore
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Under Behind
02. Cut Or Run
03. Falling Down
04. Lucified
05. The Ogre
06. Witch Waltz/Warphobia
07. Larghetto
08. Suntrip
09. In My Eyes
10. Cosmic Elvis
11. Welcome To Leave

Album nagrany w składzie:
Ralph Lennart (Gyllenhammar) - wokal
Stefan Thuresson - gitara
Lars Häglund - gitara basowa
Morgan Pettersson - perkusja

Niestety jest to ostatni album B-Thong, chociaż jest też tego plus - można wreszcie posłuchać Gyllenhammara w innym repertuarze niż Mustasch. Chociaż włączając ten album za pierwszym razem od razu pomyślałem o Mustasch - przecież numer "Under Behind" brzmi jakby go żywcem wyjęto z albumu "Above All" lub "Ratsafari". Poza tym Ralf nie tylko odpowiada za wokal, zasiada także za fortepianem - pokazu jego umiejętności możemy posłuchać w niektórych momentach. Zresztą podobnie jest z "Cut Or Run". Za to "Falling Down" nieco rozwiewa wątpliwości - tak, jest to stoner, ale już bardziej psychodeliczny. Szczytem psychodeli na tym albumie wydaje mi się być "The Ogre" - utwór wolny, dziwny, z dziwną pracą gitary. Podobnie jest zresztą z "Witch Waltz-Warphobia", który jest mieszanką gatunkową...ale co to dokładnie za gatunki to nie powiem, bo nie wiem ;-) Dalszy atak psychodeli następuje w króciutkim "Larghetto". Tak naprawdę po "Lucified" mamy zupełnie inny album. Chociaż występują przebłyski dzięki np. "Suntrip". Ale tak to psychodeliczny doom ze stonerem i jakimiś innymi dziwnymi gatunkami. Są też zrywy, ale tylko chwilowe i stanowią raczej ozdobnik niż temat główny. A końcówka płyty jest już tak psychodeliczna i ciężkostrawna, że chciałoby się ją wyłączyć - ale jednak tego słucham...i nawet nie myślę o tym, żeby wcisnąć "skip" albo "stop". Dziwne.

W każdym razie "From Strenght To Strenght" póki co podoba mi się najbardziej z całej dyskografii zespołu. Co prawda dużo tutaj psychodelicznego grania, ale wyrównuje się ono z szybkimi numerami. Album ciekawy i powiedziałbym, że trochę niepokojący, bo nie wiadomo, w którą stronę poszedł by ten band, gdyby się nie rozpadł w 1998 roku.

B-Thong - Damage (1995)


B-Thong - Damage

Rok wydania: 1995
Gatunek: groove/stoner/doom/psychodelic/heavy metal/hardcore
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Seeking
02. Prison Mirror
03. Ropes
04. Last Way, Wrong Way
05. Cockroach
06. Breathe
07. Passive Control
08. Lost Emperor
09. My Wound
10. Dead Parts, Part Dead
11. Blind Addiction
12. Weakness

Album nagrany w składzie:
Tony Jelencovich - wokal
Stefan Thuresson - gitara
Lars Häglund - gitara basowa
Morgan Pettersson - perkusja

Drugi album B-Thong wcale nie jest łatwiejszy do ogarnięcia niż pierwszy. Nadal mamy mieszankę różnych gatunków metalu i rocka. I znowu w składzie brakuje Ralfa - na szczęście na trzecim albumie już zajmuje miejsce za sitkiem. Ten album jednak wydaje mi się cięższy, nie ma tyle doomowych odnośników co na pierwszym. Nie ma też tyle eksperymentów. Wybijającymi się numerami są "Ropes" - z początku lekki kawałek nieco przypominający doomowe produkcje i przechodzący w końcu w groove. Kolejnym, który przykuł moją uwagę był "Cockroach" - niby nic niezwykłego, ale dobry riff i początkowo wkurwiający tekst, który zapamiętuje się bardzo szybko. Instrumentalny "Breathe" też raczej bym zaliczył do tych udanych - mocno stonerowy z dobrą pracą perkusji - kawałki jakby bitewny? Pierwsze skojarzenie to ścieżka dźwiękowa do filmu "300". Za to kompletnie mi nie podszedł "Lost Emperor", który ma doomowe zwrotki, natomiast refreny ostre i jednocześnie chwytliwe - te zwrotki jednak za bardzo mnie drażnią, poza tym jest to najdłuższy kawałek na albumie. "Dead Parts, Part Dead" to kolejny żywy numer z łatwym do zapamiętania refrenem i groove metalowymi gitarami. I bardzo dobra współpraca perkusji z gitarami - to jednak jest podstawa. "Blind Addiction" to wolny numer z ostrym refrenem, który zostaje w głowie na długo i mimo wolnego tempa ten kawałek jednak mi się podoba. Album kończy średni utwór "Weakness" utrzymany w szybkim tempie. Z całości wybija się jeszcze otwieracz - "Seeking". Tutaj muszę pochwalić przede wszystkim pracę perkusji - miarowe uderzanie w bębny to fajna sprawa, zwłaszcza jak towarzyszy temu dobry riff.

Album "Damage" po kilku odsłuchach wydaje mi się ciekawszy niż "Skinned". Zdecydowanie więcej tutaj groove niż doom metalu. Jelencovich znowu pokazuje, że głos ma silny, ale tutaj wychodzi z niego prawdziwa bestia. Większość kawałków jednak zostaje w głowie (głównie dzięki refrenom), także ten album oceniam lepiej niż debiut.

B-Thong - Skinned (1994)


B-Thong - Skinned

Rok wydania: 1994
Gatunek: groove/stoner/doom/psychodelic/heavy metal/hardcore
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. S.F.M.
02. Fatal Accusation
03. Godslave
04. Schizophrenic pavement
05. No more
06. Violent blows
07. Floodgate
08. Stained
09. My opinion
10. Power ranger
11. Days of blood
12. Taking you home
13. Under my nails
14. Justice seeker

Pierwszy album B-Thong został nagrany w składzie:
Tony Jelencovich - wokal
Stefan Thuresson - gitara
Lars Häglund - gitara basowa
Morgan Pettersson - perkusja

Przyznam, że początkowo byłem trochę zawiedziony, że nie ma Ralfa na tym albumie. Na szczęście zaraz okazało się, że Tony nie jest wcale gorszym wokalistą. Muzyka brzmi jak...no właśnie, jak mieszanka różnych gatunków. Poczynając na stonerze, poprzez groove, heavy metal i kończąc na doomie - czy nawet nu metal :shock: Na "Skinned" składa się na tyle dziwny i pomieszany materiał, że nawet mając za sobą kilka odsłuchów nie potrafię o tym za wiele napisać. Momentami Tony do złudzenia przypomina manierę Ralfa - zwłaszcza kiedy drze mordę ;-) Jeżli chodzi o zajebiste numery to według mnie bardzo dobrze wypada "Power Ranger" czy "No More" - chociaż obydwa kawałki są odległe od siebie stylistycznie o lata świetlne. Do wielbicieli doom metalu powinien trafić "Days Of Blood". Chociaż album jako całość polecał bym bardziej osobom, które lubują się w mieszankach gatunkowych. Także album bez Ralfa, ale i tak dają radę.