Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daath. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daath. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 listopada 2010

Relacja - SNM #25 - New American Knock Out (Warszawa, Progresja) - 25.09.2009


SNM #25 - New American Knock Out (Warszawa, Progresja) - 25.09.2009

Skład koncertu:
Daath - industrial death metal z USA
Throwdown - hardcore/groove metal z USA
Unearth - metalcore z USA
Chimaira - groove metal/post-thrash z USA

Wyjechałem dość późno biorąc pod uwagę to, że bramy Progresji miały zostać otwarte o 18:00 - do tego trochę stresu z powodu korku na ulicach, ale w drodze towarzyszyło mi Unearth. W końcu przed koncertem trzeba było się trochę naładować. Na szczęście jak dotarłem do Progresji to byłem przed czasem (czyli przed 19:00). Trochę się zdziwiłem, że do wejścia była kolejka - co prawda nie taka jak na koncert Kreatora, czy Dimmu Borgir, ale jednak kolejka. Pierwsze co na mnie zrobiło pozytywne wrażenie to organizacja - plakat z koncertu za free, otwarcie głównej sali parę minut po 19, całkiem niezłe stoiska z oficjalnym merchem i nawet można było coś zjeść na miejscu. Brakowało tylko bankomatu.

wtorek, 17 listopada 2009

Daath - The Concealers (2009)



Daath - The Concealers

Daath na myspace

Data wydania: 20.04.2009
Gatunek: industrial death/groove metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Sharpen the Blades
02. Self-Corruption Manifesto
03. The Worthless
04. The Unbinding Truth
05. Silenced
06. Wilting on the Vine
07. Translucent Potency
08. Day of Endless Light
09. Duststorm
10. ...Of Poisoned Sorrows
11. Incestuous Amplification

Skład:
Sean Zatorsky – wokal
Emil Werstler – gitara
Eyal Levi – gitara, sample
Jeremy Creamer – gitara basowa, sample
Kevin Talley – perkusja


Jakoś niedawno przed premierą tego albumu zapoznałem się z LP "The Hinderers" - może nie zniszczył mnie tak jak się spodziewałem, ale wbił mi się do głowy i długo jej nie opuszczał. Materiał świetny, nowoczesny, pełen pasji. W związku z tym na nowe wydawnictwo amerykańskiej formacji Daath czekałem z zaciśniętymi kciukami. Europejska premiera "The Cencealers" odbyła się 20 kwietnia, a amerykańska dzień później.

Zacznę od tego, że formacja ta albumem "The Hinderers" zdobyła sobie sporą rzeszę fanów - nie udało się wcześniej, bo "Futility" nie był specjalnie wciągającym materiałem - zresztą jestem przekonany, że wiele osób nadal uważa, że "The Hinderers" to debiutanckie wydawnictwo Daath. Wyczekując premiery "The Concealers" wiedziałem czego się spodziewać. Album miał być szybki, pełen energii, z mocarnymi riffami i śladami industrialnego grania (czy też z elementami elektroniki) - miał być po prostu industrialnym death metalem z wyższej półki. Obawy oczywiście były, ale prysły zaraz jak usłyszałem pierwszy kawałek.

Nowy album Daath to przede wszystkim wpadające w ucho riffy, których niejeden obracający się w podobnych klimatach może im co najwyżej pozazdrościć. Do tego dochodzą bardzo dobre partie perkusyjne - a współpraca pomiędzy gitarami, a perkusją jest wręcz idealna. Mimo tego, że to gitary ustawione są na pierwszym miejscu to czasami perkusji udaje się wysunąć na pierwszy plan i dyktować tempo. Przydałoby się też coś wspomnieć o wokaliście - Sean Zatorsky pokazuje, że nie jest jakimś tam byle jakim growlerem. W każdym kawałku (poza instrumentalnym "Duststorm") słychać, że w ten odhumanizowany ryk wkłada naprawdę dużo energii. I w końcu przechodząc do samych kawałków - album jest wypakowany po brzegi killerami, które od razu wbijają się w pamięć.

Nie chcę tutaj skupiać się na każdym utworze z osobna, dlatego postaram się tylko odwołać się do tych absolutnie najlepszych - nawet nie tylko na tym wydawnictwie, ale w ogóle w metalu w roku 2009. Takim numerem jeden jest dla mnie "Witling On The Vine", kawałek, który zaczyna się dość spokojnym riffem w końcu przechodzący w prawdziwą rzeź i pokaz umiejętności wokalnych Seana, którym to towarzyszy niezwykle szybko wpadający w ucho riff. Co w tym kawałku takiego jest? Nie wiem, w każdym razie kiedy słucham tego albumu utworu znajdującego się pod numerem 6 muszę przesłuchać kilka razy.

Kolejny na podium jest "Day Of Endless Light" - kawałek, który przez bardzo długi czas uważałem za najlepszy na tym albumie, ale jak się okazuje "Witling On The Vine" jest o wiele bardziej charakterystyczny. Usłyszeć "Day Of Endless Light" podczas koncertu - bezcenne. Ta kompozycja wyzwala niesamowite pokłady energii - głównie za sprawą rewelacyjnie bijącej perkusji, za którą siedzi Kevin Talley.

Idąc dalej trzecie miejsce należy do "...Of Poisoned Sorrows" (a praktycznie to i do wstępu w postaci "Duststorm"). Industrialny wstęp i wkroczenie gitar, które tutaj nie oddadzą pola perkusji, chociaż ta podczas zwrotek bije mocno i momentami naprawdę niewiele brakuje, żeby całkowicie zagłuszyła gitarę. Utwór z bardzo elektronicznym brzmieniem - nowoczesny, melodyjny, wypakowany energią i jakimś takim niepokojącym klimatem. Później utwory nieznacznie słabną - mamy niezwykle melodyjny "The Unbinding Truth" znowu z mrocznym klimatem i trochę neoklasyczną solówką gitarową.

I praktycznie później utwory ustawione są na równi - "Sharpen The Blades" (z bardoz chwytliwym refrenem, który mimo growlu wpada w ucho), "Self-Corruption Manifesto" (z bardzo dobrym i ciężkim riffem, który towarzyszy rewelacyjnym partiom wokalnym Seana Zatorsky'ego), spokojnie zaczynający się "The Worthless", niezbyt zgodny z tytułem "Silenced", najcięższy na tym albumie "Translucent Potency" z wywijającą serpentyny gitarą rytmiczną i z zamykającym "The Concealers" niezwykle agresywnym i zarazem najkrótszym na tym wydawnictwie utworze "Incestuous Amplification" (oczywiście mam na myśli najkrótszy kawałek z wokalistą).

Zmiana na stanowisku wokalisty Daath nie wszystkim pewnie przypadła do gustu ("The Concealers" to pierwszy album z Zatorsky'm), inni znowu zarzucają zbyt nowoczesne brzmienie, jeszcze inni, że ten album za bardzo przypomina Trivium (a to niby za sprawą producenta, którym jest Jason Suecof). Według mnie te wszystkie zarzuty są najzwyczajniej wyssane z palca i nijak nie mają się do trzeciego wydawnictwa Daath. Amerykanie nagrali materiał, który mimo ciężaru wpada w ucho, a riffy pozostają w głowie na bardzo długo. "The Concealers" to album po brzegi wypchany killerami. Nowoczesne brzmienie, ciężar, energia i niepokojący klimat - to słowa, które chyba najlepiej opisują ten album. Dla mnie to jedno z najlepszych wydawnictw 2009 roku.

Ocena: 9,5/10

środa, 11 listopada 2009

Daath - Futility (2004)


Daath - Futility

Rok wydania: 2004
Gatunek: industrial death metal/experimental
Kraj: USA

Tracklista:
01. The One
02. Placenta
03. Filter
04. Child Says
05. Infestation
06. Concentrate Living
07. Blender for the Baby
08. Slow
09. Just for a Second
10. Crystasis

Przyznam, że byłem zaskoczony, że ten zespół nagrał coś przed "The Hinderers" - po prostu nie przypuszczałem, żeby ten zespół mógł mieć inny początek. Jak się jednak okazuje w roku 2004 amerykański zespół Daath (który z muzyką z USA w ogóle mi się nie kojarzy) wydał własnymi środkami album "Futility", który poniżej postaram się w kilku słowach scharakteryzować.

Ten album jest inny, mniej ułożony, bardziej dziki. Już sam otwieracz zwrócił moją uwagę - skojarzył mi się jednym z kawałków Toma Waitsa z albumu "Rain Dogs". Natomiast "Placenta" to już jakiś mocno eksperymentalny kawałek - ani do końca death, ani industrial. Dla mnie te riffy nie brzmią do końca jak death metalowe. Dalsze kawałki to ewidentne eksperymenty - po prostu słychać, że zespół na tym albumie szukał własnego stylu, który pozwoliłby im zaistnieć. To co trzeba przyznać to bardzo dobra współpraca wokalisty z perkusją - zwłaszcza w kawałku "Child Says". Zespół nawet trochę otarł się o nu-metalowe dźwięki w numerze "Blender For The Baby", ale jakbym się nie wsłuchał to bym tego pewnie nie zauważył. Ale i tak najdziwniejszym kawałkiem na tym albumie jest numer "Slow" - lekki, miękki z akustycznym brzmieniem i czystym wokalem. Brzmi to tak jakby ten numer był wrzucony tutaj z innego albumu. Zresztą podobnie brzmi "Just For A Second"...ale mniej więcej od połowy zaczyna się właściwe granie...tyle, że znowu z nu-metalową nutą. A zamykający album "Crystasis" to znowu eksperyment - brzmieniowy, kompozycyjny i raczej średnio udany.

Podsumowując ten album to jeden wielki eksperyment, który powinien przypaść do gustu głównie wielbicielom awangardy metalowej niż zagorzałym fanom industrialnego death metalu. Ewidentnie od samego początku do ostatniej sekundy "Futility" to poszukiwanie własnego stylu, pomysłu na muzykę. Słucha się tego przyjemnie, ale znając już "The Concealers" i "The Hinderers" ciężko mi się podchodzi do muzyki zawartej na "Futility". Z drugiej strony nie dziwię się osobom, które zaczęły psioczyć na ten band po tym jak wydał "The Hinderers" - z awangardy death metalowej stał się industrialnym death metalem. Dla mnie to oczywiście lepiej, ale jako awangarda death metalowa też nie wypadają źle.

Ocena: 7/10

Daath - The Hinderers (2007)


Daath - The Hinderers

Rok wydania: 2007
Gatunek: industrial detah metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Subterfuge
02. From The Blind
03. Cosmic Forge
04. Sightless
05. Under A Somber Sign
06. Ovum
07. Festival Mass Soulform
08. Above Lucium
09. Who Will Take The Blame
10. War Born (Tri-adverserenade)
11. Dead On The Dance Floor
12. Blessed Throught Misery
13. The Hinderers

Niby przed zapoznaniem się z “The Concealers” słyszałem “The Hinderers”, ale jak sobie go zapuściłem dzisiaj to okazało się, że kompletnie nic z niego nie pamiętam. Zapuściłem album i posłuchałem powtórnie...

Album zaczyna się naprawdę mocnym kopem, bo takim numerem jest właśnie „Subterfuge”. Początkowo bardzo przebojowe granie - żywy riff i lekka domieszka elektroniki. Ale sama kompozycja jest po prostu świetna od początku do końca - co prawda traci w pewnym momencie na przebojowości i na tempie, ale to tylko urozmaica ten numer. "From The Blind" już nie jest tak przebojowy, ale jak najbardziej szybki i pełen energii. Trzeci utwór rozpoczyna się raczej typowo industrialnie - lekka doza elektroniki i wkraczają gitary - taki jest początek "Cosmic Forge". Ciężkie szarpane riffy i melodyjna gitara wychylająca się nieśmiało zza ściany szybkich partii perkusyjnych. I oczywiście klawisze dodające niezwykłego uroku temu numerowi. Kolejne numery to znowu bardzo dobra praca perkusji, lekko oklepane, ale wciągające riffy. Industrial może nie jest tutaj na tyle wyraźny na ile można by się spodziewać - jest on po prostu użyty w formie ozdobnika. Podobnie jak symfonia została użyta na debiutanckim albumie Xerath. Czyli stanowi ważny, albo nawet bardzo ważny punkt zwłaszcza w melodiach, natomiast nie stanowi on sedna tego albumu. Chociaż może trochę odrzucać to bardziej eksperymentalne podejście do death metalu z elementami industrialu, jakie zostało zaprezentowane w numerze "Who Will Take The Blame" - tutaj duża rola elektroniki może kogoś wręcz zniechęcić do muzyki Daath, ale z drugiej strony prężne riffy powinny zadziałać odwrotnie. Podobnie może być z numerem "Dead On The Dance Floor" - nie dość, że tytuł trochę niefortunny to jeszcze dużo basów w stylu nowomodnego deathcore'owego grania. Dla mnie jeden z ciekawszych numerów na tym albumie. A wszystko zamyka raczej przyzwoity utwór tytułowy.

Jedno trzeba przyznać Daath - z maniakalną wręcz perfekcją wyważyli elementy industrialne z death metalem (ale zdecydowanie nowoczesnym, a nie łupanym oldschoolowym). Album co prawda mniej wyrazisty niż "The Concealers", ale zdecydowanie wyróżniający się z nowomodnego grania.

Ocena: 8,5/10