Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1997. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1997. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

Prosto z półki: The Misfits - Static Age (1997)

The Misfits - Static Age

Data wydania: 15.07.1997
Gatunek: horror punk
Kraj: USA

Tracklista:
01. Static Age
02. TV Casualty
03. Some Kinda Hate
04. Last Caress
05. Return Of The Fly
06. Hybrid Moments
07. We Are 138
08. Teenagers From Mars
09. Come Back
10. Angelfuck
11. Hollywood Babylon
12. Attitude
13. Bullet
14. Theme For A Jackal
15. She
16. Spinal Remains
17. In The Doorway

Skład:
Glenn Danzig - wokal
Franché Coma - gitara
Jerry Only - gitara basowa
Mr. Jim - perkusja

Misfits to już legendarna kapela, która rozpropagowała horror punk i jej śladem poszło wiele młodych formacji próbujących wybić się na graniu punka z tekstami nawiązującymi do filmowych, bądź książkowych horrorów. Jednak wszystko zaczęło się od Glenna Danziga i jego paczki kumpli. Nie dziwi więc fakt, że dla jednych Misfits skończyło się po odejściu Glenna. Jednak jest też masa fanów tej formacji, którzy uważają, że po odejściu lidera kapela rozwinęła skrzydła z Gravesem na wokalu. Ja należę do tej pierwszej grupy. W każdym razie "Static Age" jest pierwszy pełnym wydawnictwem Misfits, które czekało aż 18 lat na wydanie.

piątek, 4 grudnia 2009

Saliva - Saliva (1997)

Okładka reedycji z 2003 roku.

Saliva - Saliva

Saliva na myspace

Rok wydania: 1997
Gatunek: rock/nu-metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Beg
02. Sink
03. Call It something
04. Spitshine
05. Greater Than Less Than
06. Cellophane
07. Tongue
08. Pin Cushion
09. Sand Castle
10. Groovy
11. I Want It
12. Suffocate
13. 800

Oj ciężko mi się słuchało tego albumu, albo nawet bardzo ciężko. Nie lubię takiego grania - "rapowane" teksty z połamaną muzyką w ogóle do mnie nie przemawiają, a niestety z czymś takim miałem do czynienia słuchając debiutanckiego albumu Saliva.

Nie będę pisał długo, bo recenzja zawierać będzie wyłącznie narzekania i opierać się będzie na wymienianiu minusów. Zacznę od tego, że lubię jak pojawia się coś nowego w muzyce - nawet około-metalowej. Ciężko powiedzieć, żeby album "Saliva" zawierał materiał metalowy - to, że są gitary i riffy jeszcze nie znaczy, że to 100% czysty metal. Zresztą tego Saliva nigdy nie grali, chłopaki raczej ocierali się o metal. Problem jest taki, że debiutancki album jest sileniem się na skrajną nowoczesność i próbę wyprzedzenia epoki - od razu powiem, że jak to często bywa z wymuszaniem czegokolwiek finał jest nieciekawy, a raczej nieudany. Kilka nu-metalowych zagrywek gitarowych jeszcze nie tworzy z tego materiału czegoś godnego przesłuchania, poświęcenia swojego czasu, który można by spożytkować na słuchanie czegoś innego. W każdym razie jak pisałem lubię nowoczesne granie. Ale nowoczesność też ma swoje granice i nie powinna opierać się na płynięciu z nurtem, raczej na zbaczaniu, próbach oderwania się od peletonu i wypłynięcia z czymś własnym, oryginalnym i świeżym. Niestety materiał składający się na "Saliva" nie jest ani świeży, ani oryginalny, ani ty bardziej własny (oczywiście oceniam to pod kątem lat, w których Saliva zadebiutowała). Pod koniec lat 90-tych i na początku XXI wieku nastąpił prawdziwy wysyp zespołów grających "nowoczesny metal" - czyli nu-metal, do tej grupy załapała się również Saliva - z tymże była jednym zespołem z wielu, którym się udało i trafili później pod skrzydła profesjonalnej wytwórni. O samym materiale składającym się na debiut mogę powiedzieć jeszcze tyle, że nie odpowiada mi na nim kompletnie nic. Wszystko jest zupełnie odwrotne do tego czego lubię słuchać. Brakuje kopa, brakuje momentów, które pamięta się po pierwszym odsłuchu, brakuje chwytliwych refrenów (z chwytliwością jest w ogóle problem). Muzyka jest zdecydowanie przekombinowana, a wokalista nie może się pochwalić ciekawą barwą - no nic kompletnie go nie wyróżnia. W związku z tym, że album mnie rozczarował po całości taka jest też ocena - 3/10. Ocenę zawyżyłem, bo jednak kawałek "Groovy" jako tako mi siadł, ale w żadnym wypadku w kategoriach metalowych, raczej w kategorii "niezobowiązująca muzyka rozrywkowa".

Ocena: 3/10

sobota, 10 października 2009

Two - Voyeurs (1997)


Two - Voyeurs

Rok wydania: 1997
Gatunek: gothic/industrial
Kraj: UK

Ten album należy traktować bardziej jako taką ciekawostkę przyrodniczą. Dwa wielkie nazwiska tworzyły ten krążek - Rob Halford i John 5. Cały krążek kojarzy mi się z solowym wydawnictwem Richarda Kruspe - Emigrate. Podobnie industrialne granie, tyle, że tutaj nie ma tego zacięcia znanego z Rammstein. Niektóre wstawki kojarzą mi się z "IVp" i "Blackacidevil" Danziga - np. sam początek numeru "Strutter Kiss". Producentem "Voyeurs" był Trent Reznor znany z Nine Inch Nails. Na albumie znajduje się 11 różnych utworów, w których industrial jest wykorzystywany w różnej formie - od prostych dźwięków, które mają tylko na celu wypełnienie kompozycji, aż po takie, które stanowią trzon utworu. Głos Halforda...pasuje do tego typu muzyki - co prawda nie ma tutaj takich partii wokalnych jak w Judas Priest, czy solowych wybrykach Roba, bo też nie jest to gatunek muzyczny, w którym pianie byłoby konieczne. Także Halford śpiewa raczej spokojnym głosem, momentami wręcz wypowiada przynależne mu kwestie. Trzeba zwrócić uwagę na dobre partie gitarowe, których autorem jest właśnie John 5 (John Lowery), który znany jest ze współpracy z Marilynem Mansonem i swoich solowych krążków instrumentalnych, na których prezentuje pełnię swojego kunsztu gitarowego.

Sam krążek jest przynajmniej przyzwoity - nie wymagam wiele od tego albumu. Jest to muzyka dobra do słuchania, tworzona bez specjalnej napinki - raczej dla chęci grania czegoś nowego. Mimo wszystko więcej jak 6,5/10 dać w tej chwili nie mogę, ale polecam wielbicielom Halforda sprawdzić ten album, zawsze warto poznać coś nowego.

Ocena: 6,5/10

poniedziałek, 14 września 2009

The 69 Eyes - Wrap Your Troubles In Dreams (1997)

The 69 Eyes - Wrap Your Troubles In Dreams

Rok wydania: 1997
Gatunek: rock/glam metal/punk/gothic metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Call Me
02. D.I.D.
03. Broken Man
04. Get Around
05. Too Much To Lose
06. Sore Loser
07. Skanky Man
08. Wrap Your Troubles In Dreams
09. Hellcity 1999
10. Turbobitch
11. L8R S8N

Dwa lata po wydaniu bardzo dobrego "Savage Garden" zespół wydał swój czwarty album - i pierwsze co się rzuca w oczy to kontrowersyjna okładka. Ale z tego co wiem krążek ten nie miał innej okładki, jakieś ocenzurowanej czy coś w tym stylu. W każdym razie pomijając już wątek okładki - ten krążek otwiera zupełnie nowy etap The 69 Eyes.

Można powiedzieć, że "Wrap Your Troubles In Dreams" jest krążkiem przesyconym eksperymentalnym graniem - bo jakby spojrzeć wstecz zespół miotał się pomiędzy różnymi stylami, a to raz czysty glam, zaraz znowu glam z punkiem, czy po prostu rock. Tutaj mamy jeszcze większą mieszankę. Gościnnie występuje też trochę elektroniki i bardzo dużo przesterów, za to zaginęła gdzieś przebojowość (chociaż kilka przebojowych kompozycji można tutaj wyłowić). Jyrki jeszcze tutaj nie śpiewa wokalem, z którego jest znany (czyli nie usłyszymy tutaj barytonu). I tak jak w "Wasting The Dawn" można tutaj uświadczyć dużo chaosu i surowości. W dwóch kawałkach zespół wspiera wokalista HIM - Ville Valo ("Call Me" i "Too Much To Lose").

Momentami da się wychwycić jakiś naprawdę przebojowy utwór, ale niestety surowość i przestery nieco go psują - tak jest np. w przypadku "Get Around". Ten krążek jak i następujący po nim "Wasting The Dawn" można określić jako przejściowe eksperymenty, bo zespół znacząco zmienił swój styl z glam metalu na coś w rodzaju przesterowanego gothic metalu, aż w końcu na "Blessed Be" stworzył własny styl - goth'n'roll. Dla mnie ten album psują głównie przestery i dziwne partie perkusji. Jako tako broni się kawałek tytułowy, w którym nie ma przesterów, a perkusja gra tak jak powinna. Pozostałe utwory wypadają bardzo średnio - co prawda noga się porusza do rytmu, ale to zdecydowanie nie jest jeszcze to, czego można się spodziewać po The 69 Eyes.

Podsumowując - krążek podobny do "Wasting The Dawn", ale bez zabijacza. Jedynie z kilkoma kawałkami, które bronią tego albumu. Nie wiem, czy to wina miksa czy to specjalny efekt, ale w każdym numerze brzmienie jest brudne i pełne chaosu. Do tego dochodzą przestery wokalu Jyrki - w tym przypadku to duży minus. Płytka poniżej wszelkich oczekiwań - zrezygnowali z przebojowości na rzecz eksperymentu - dobrze, że chociaż te eksperymenty sprawiły, że zespół doszedł do własnego stylu.

Ocena: 6/10

Jungle Rot - Slaughter The Weak (1997)

Jungle Rot - Slaughter The Weak

Rok wydania: 1997 (1998 - reedycja)
Gatunek: death metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Left for Dead
02. Gore Bag
03. Infectious
04. Demigorgon
05. Consumed in Darkness
06. Murder One
07. Butchering Death
08. World of Hate
09. Deadly Force
10. Darkness Foretold (bonus track dodany w reedycji 1998)

Zespół w 1997 roku nagrał promo, na którym znalazły się 4 utwory, z których później trzy trafiły na drugi LP Jungle Rot wydany przez Pulverizer Records, a reedycja rok później przez Pavement - w reedycji została dodana jedna ścieżka - "Darkness Foretold".

piątek, 11 września 2009

Rammstein - Sehnsucht (1997)


Rammstein - Sehnsucht

Rok wydania: 1997
Gatunek: industrial metal
Kraj: Niemcy

Tracklista:
01. Sehnsucht
02. Engel
03. Tier
04. Bestrafe Mich
05. Du Hast
06. Buck Dich
07. Spiel Mit Mir
08. Klavier
09. Alter Mann
10. Eifersucht
11. Kuss Mich (Fellrosch)

Dwa lata po genialnym debiucie nastąpił drugi strzał - ukazał się drugi krążek Rammstein o tytule "Sehnsucht". Album co ciekawe ukazał się w różnych wersjach - tzn. wersja dotyczyła głównie okładki - wydań było 6 - na każdej inny z muzyków. Dwie wersje zawierały dodatkowe kawałki - wersja australijska i limitowana.

wtorek, 8 września 2009

B-Thong - From Strenght To Strenght (1997)


B-Thong - From Strenght To Strenght

Rok wydania: 1997
Gatunek: groove/stoner/doom/psychodelic/heavy metal/hardcore
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Under Behind
02. Cut Or Run
03. Falling Down
04. Lucified
05. The Ogre
06. Witch Waltz/Warphobia
07. Larghetto
08. Suntrip
09. In My Eyes
10. Cosmic Elvis
11. Welcome To Leave

Album nagrany w składzie:
Ralph Lennart (Gyllenhammar) - wokal
Stefan Thuresson - gitara
Lars Häglund - gitara basowa
Morgan Pettersson - perkusja

Niestety jest to ostatni album B-Thong, chociaż jest też tego plus - można wreszcie posłuchać Gyllenhammara w innym repertuarze niż Mustasch. Chociaż włączając ten album za pierwszym razem od razu pomyślałem o Mustasch - przecież numer "Under Behind" brzmi jakby go żywcem wyjęto z albumu "Above All" lub "Ratsafari". Poza tym Ralf nie tylko odpowiada za wokal, zasiada także za fortepianem - pokazu jego umiejętności możemy posłuchać w niektórych momentach. Zresztą podobnie jest z "Cut Or Run". Za to "Falling Down" nieco rozwiewa wątpliwości - tak, jest to stoner, ale już bardziej psychodeliczny. Szczytem psychodeli na tym albumie wydaje mi się być "The Ogre" - utwór wolny, dziwny, z dziwną pracą gitary. Podobnie jest zresztą z "Witch Waltz-Warphobia", który jest mieszanką gatunkową...ale co to dokładnie za gatunki to nie powiem, bo nie wiem ;-) Dalszy atak psychodeli następuje w króciutkim "Larghetto". Tak naprawdę po "Lucified" mamy zupełnie inny album. Chociaż występują przebłyski dzięki np. "Suntrip". Ale tak to psychodeliczny doom ze stonerem i jakimiś innymi dziwnymi gatunkami. Są też zrywy, ale tylko chwilowe i stanowią raczej ozdobnik niż temat główny. A końcówka płyty jest już tak psychodeliczna i ciężkostrawna, że chciałoby się ją wyłączyć - ale jednak tego słucham...i nawet nie myślę o tym, żeby wcisnąć "skip" albo "stop". Dziwne.

W każdym razie "From Strenght To Strenght" póki co podoba mi się najbardziej z całej dyskografii zespołu. Co prawda dużo tutaj psychodelicznego grania, ale wyrównuje się ono z szybkimi numerami. Album ciekawy i powiedziałbym, że trochę niepokojący, bo nie wiadomo, w którą stronę poszedł by ten band, gdyby się nie rozpadł w 1998 roku.