Zapraszam na kolejną odsłonę "Drogi do podsumowania 2021", to już 25 odcinek, co oznacza, że powoli, ale jednak zbliżamy się do końca tego cyklu. Poniżej znajdziecie kolejnych pięć albumów z 2021 opatrzonych krótkimi komentarzami, klipem oraz linkiem do Spotify. Oczywiście zachęcam nie tylko do rzucenia okiem, ale też nadrabiania muzycznych zaległości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-rock. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 grudnia 2021
poniedziałek, 22 listopada 2021
Droga do podsumowania 2021 (odc. 61-65)
Już coraz bliżej końca roku, więc warto przypomnieć o kolejnych pięciu albumach, które miały swoją premierę w 2021, czyli zapraszam na 13 odcinek "Drogi do podsumowania 2021". Poniżej znajdziecie krótkie notki o następnych 5 wydawnictwach wraz z linkami do Spotify oraz klipem.
Tagi:
2021,
alternative metal,
architects,
ayron jones,
blues rock,
cyrpta,
death metal,
droga 2021,
mdm,
post-black metal,
post-rock,
progressive metalcore,
rock,
trna,
viking metal,
wulfgar
środa, 13 października 2021
Droga do podsumowania 2021 (odc. 1-5)
Wow, mamy już niemal połowę października i chociaż nie słyszałem jeszcze nigdzie "Last Christmas", to dotarło do mnie, że niedługo 2021 rok dobiegnie końca. A co to oznacza? Że trzeba go będzie jakoś podsumować, a mimo tego, że naczytałem się wszędzie w sieci jaki to fatalny rok dla muzyki i niemal nic ciekawego nie zostało w nim wydane, to jednak mam w swoim pliczku excelowym sporo pozycji, z których będę musiał zrobić przesiew. Wszak nie będę robił podsumowania top 100, ale jak zwykle ograniczę się do top 30. To też może być dobra okazja do przypomnienia nie tylko sobie, ale również wam tych ciekawszych pozycji, które miały swoje premiery w 2021 roku. Więc szykujcie się na nostalgiczną...no może to niezbyt trafione słowo, ale szykujcie się na podróż przez ten mijający rok.
A tak, oczywiście to, że jakiś album zostanie wspomniany właśnie w tym cyklu - nazwijmy go sobie "Droga do podsumowania 2021", to nie znaczy, że dane wydawnictwo do top 30 2021 roku trafi. Posty z tego cyklu będą tylko na celu przypomnienie o danym albumie i na blogu pojawiać się będą nieregularnie po 5 odcinków w jednym poście (regularność zależy od publikacji odcinków na fanpage'u).
niedziela, 12 lutego 2017
Na skróty - odcinek 33
Minęło już niemal pół roku od poprzedniej odsłony cyklu "Na skróty". To oczywiście nie oznacza, że przez ten czas nie miałem okazji przesłuchać dobrych epek, jednak były inny priorytety odnośnie publikacji na DF. Nie wykluczam, że cykl "Na skróty" w końcu odżyje i będzie się pojawiał częściej. Jednak zostawiając na boku tego typu dywagacje przejdę do zasadniczej kwestii, czyli 33 odcinka i jego zawartości. Ponownie zdecydowałem, że skupię się na trzech zupełnie odrębnych gatunkowo wydawnictwach. Znajdzie się coś dla fanów melodii, ale też dla tych, którzy wolą ostrzejsze granie. Nie brakuje też lekkich, wręcz kojących dźwięków.
sobota, 21 stycznia 2017
Podsumowanie 2016 - rock
Obok black metalu to właśnie rock rządził dla mnie w 2016. W ubiegłym roku dalej odkrywałem post-rocka i ze sporą satysfakcją mogę napisać, że ten gatunek naprawdę potrafi pozytywnie zaskakiwać. Ale obok wydawnictw spokojniejszych, czy bardziej stonowanych pojawiło się też sporo tych, które za sprawą swojej przebojowości i energii momentalnie wpadały w ucho. Podobnie jak w poprzednim roku miałem spory problem z ułożeniem listy dziesięciu najlepszych rockowych albumów, bo płyt, które chętnie bym w tym zestawieniu widział było zdecydowanie więcej.
Tagi:
2016,
acoustic rock,
alternative rock,
ambient,
aor,
garage rock,
hard rock,
post-rock,
progressive rock,
psychodelic rock,
southern rock,
stoner rock,
top2016
niedziela, 21 sierpnia 2016
With Different Eyes - Inevitable (2016)
With Different Eyes - Inevitable
Data wydania: 30.04.2016
Gatunek: instrumental metalcore/djent/progressive metal/post-rock
Kraj: Polska
Tracklista:
01. Origin
02. Waves Of Eternity
03. In Motion
04. Demons Of The Past
05. Yautja
06. Resurrection
07. Invasion
08. Design The Future (feat. Waldemar Jędruszak)
09. Reminiscence
10. The Distance (feat. Waldemar Jędruszak)
11. Spaceless
12. Inevitable
Skład:
Artur Jasiorski - gitara, programowanie perkusji i gitary basowej
Jeszcze jakąś dekadę temu nie byłem entuzjastą instrumentalnych wydawnictw metalowych. Wokal był dla mnie niezbędną i integralną częścią każdego albumu. Jeszcze jeden, czy dwa instrumentalne numery na danym wydawnictwie byłem w stanie zrozumieć, ale cały materiał pozbawiony wokalu? Moje podejście do tematu znacznie się zmieniło, kiedy w moje ręce wpadła płyta "Speed Metal Messiah" Joe Stumpa. To właśnie ten wydany w 2004 roku album ostatecznie przekonał mnie do tego, że płyta metalowa pozbawiona wokalu wcale nie jest uboższa. Wręcz wywołuje zdecydowanie większe emocje i sprawia, że takiego wydawnictwa słucha się z większą uwagą. W ostatnich latach prężnie rozwija się djent, w którego wersji instrumentalnej niepodzielnie króluje formacja Animal As Leaders z niesamowitym Tosinem Abasim na froncie. Ale na naszym krajowym poletku też mamy reprezentantów tego nurtu. With Different Eyes to świeży projekt, który jest dziełem jednego człowieka, Artura Jasiorskiego. W kwietniu muzyk wydał swój debiutancki album zatytułowany "Inevitable".
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Na skróty - odcinek 32
I znowu ponad miesiąc trzeba było czekać na kolejny odcinek "Na skróty". Z moich postanowień i obietnic systematyczności niestety nic nie wynika. Muszę przyznać, że tym razem miałem problem z doborem epek, nie chciałem skupiać się wyłącznie na jednym gatunku. Złapałem się za kilka wydawnictw. I tak do samego końca je sprawdzałem, żeby zdecydować, które finalnie wybiorę. Tym razem jest prawdziwa mieszanka gatunkowa i międzynarodowa (chociaż pozostajemy w Europie). Zapraszam do lektury 32 odcinka "Na skróty, a kolejnej odsłony cyklu możecie się spodziewać...pewnie w okolicach września.
Tagi:
2016,
finlandia,
fireball,
Francja,
groove metal,
heavy metal,
inverse records,
les discrets,
melodic metalcore,
na skroty,
polska,
post-rock,
rekoma,
shoegaze,
thrash metal
czwartek, 28 stycznia 2016
Podsumowanie 2015 - metal mix
Co roku bawię się w tłumaczenie, czym jest "metal mix", więc i tym razem to zrobię. Za tą dość głupią nazwą kryje się obszerny wór, do którego trafiają wydawnictwa, które nie do końca pasują do innych zestawień. Mogą się tutaj znaleźć albumy będące mieszanką różnych gatunków, jak i wszelkiej maści gatunków, których nigdzie nie było - np. sludge, stoner, czy folk. I za każdym razem zastanawiam się, dlaczego to zestawienie nie kończy podsumowań gatunkowych i nigdy nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, więc tym razem nie będę robił wyjątków.
Tagi:
2015,
alternative metal,
atmospheric sludge metal,
folk metal,
frenchcore,
jazz metal,
nu-metal,
post-metal,
post-rock,
sludge,
sludge metal,
stoner,
stoner metal,
top2015,
viking metal
środa, 29 kwietnia 2015
Na skróty - odcinek 22
Odcinek 22 mógłbym nazwać specjalnym, gdyż dotyczy trzech wydawnictw, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia, a każde z nich dotyczy kapel, które będą jednymi z gwiazd Asymmetry Festival. Tak jak w poprzednim odcinku "Na skróty" rozrzut stylistyczny jakiś był (niewielki, ale jednak), tak tym raz gatunkowo wszystkie albumy są wzięte z jednego worka. Niby podobne, ale zupełnie różne.
Wszystkie kapele z tego odcinka będzie można zobaczyć na Asymmetry Festival 2015.
sobota, 8 stycznia 2011
Najlepsze albumy rockowe 2010
Jeśli chodzi o rockowe granie w 2010 roku to nie było źle, chociaż ja nie skupiałem się na wielkich i znanych firmach, bo akurat w rocku nie ciągnie mnie do trzymania się znanych kapel - wszak KISS nic w zeszłym roku nie wydali, The Darkness już nie istnieje, a The 69 Eyes nagrali swój ostatni album w 2009, więc też nic nowego nie nagrali. Nawet jeśli jakieś znane ekipy załapały się do mojego top 10 to poznałem je właśnie w ubiegłym roku. W zestawieniu nie brakuje debiutantów, ale znajdują się również znane formacje. Oto dziesiątka:
czwartek, 21 października 2010
Les Discrets - Septembre Et Ses Dernières Pensées (2010)
Les Discrets - Septembre Et Ses Dernières Pensées
Les Discrets na myspace
Data wydania: 29.03.2010
Gatunek: shoegaze/post-rock/post-metal
Kraj: Francja
Tracklista:
01. L’ Envol des Corbeaux
02. L’ Échappée
03. Les feuilles de l’ olivier
04. Song for Mountains
05. Sur les Quais
06. Effet de Nuit
07. Septembre et ses dernières Pensées
08. Chanson d’Automne
09. Svipdagr & Freyja
10. Une Matinée d’ Hiver
Skład zespołu:
Fursy Teyssier - wokal, gitara, gitara basowa
Audrey Hadorn - wokal
Winterhalter - Drums
Les Discrets to w miarę świeża francuska kapela, która założona została w 2003 roku przez Fursy Teyssiera, wkrótce do zespołu dołączyli Audrey i Winterhalter. Do tej pory na swoim koncie mieli tylko split z inną francuską kapelą, Alcest. Owo wydawnictwo swoją premierę miało w 2009 roku. Les Discrets składającym się z trzech osób zainteresowała się niemiecka wytwórnia Prophecy Productions, czego pierwszym owocem był właśnie wspomniany split, a kolejnym jest pełny studyjny album zatytułowany "Septembre Et Ses Dernieres Pensées", którego premiera przypadła na końcówkę marca 2010 roku. Na album złożyło się 10 kompozycji utrzymanych w klimacie shoegaze/post-rock/post-metal.
Za oknem hula wiatr, liście powoli opadają z drzew, a z nieba sączy się powoli deszcz. Tak, od samego początku kiedy usłyszałem to wydawnictwo zastanawiałem się dlaczego premiera miała miejsce na wiosnę? Niestety po dziś dzień nie znalazłem odpowiedzi. Muzyka zawarta na "Septembre Et Ses Dernieres Pensées" to ewidentnie jesienne granie. Smutne, a wręcz przygnębiające, wolne, ale wpadające w ucho i na długo pozostające w pamięci. Wszystkie utwory są zaśpiewane w języku francuskim - nawet utwór, którego tytuł brzmi "Song For Mountains". Jest to bardzo duża zaleta, nie umiem sobie wyobrazić któregokolwiek z zawartych tutaj kawałków śpiewanego w języku angielskim, francuski jednak ma w sobie to coś, jakąś taką smutną magię.
Krótki otwieracz "L’ Envol des Corbeaux" może przywoływać u niektórych osobników skojarzenia ze ścieżką dźwiękową do gry "Diablo II" (ma faktycznie kilka cech wspólnych), ale dalsza część albumu już takich skojarzeń nie przywoła. Jak już wspomniałem album jest lekki, przygnębiający (udało im się połączyć te dwa elementy), ale wpadający w ucho - taka jesienna muzyka idealna do słuchania wieczorami. Stąd też najważniejszy jest tutaj klimat i ogólny wydźwięk tego albumu, on miał być jesienny, dlatego został również opatrzony odpowiednią grafiką, która może się kojarzyć z jakimiś mrocznymi bajkami braci Grimm.
Ale wracając do samej muzyki - można tutaj trafić na nieco szybsze kompozycje takie jak "Les feuilles de l’ olivier", "Svipdagr & Freyja", do tej grupy można też podciągnąć "Effet de Nuit". Te utwory dość mocno się wybijają, ale mi swojego tempa nie psują nastroju, a wręcz go umacniają. Choć trzonem tego wydawnictwa są kompozycje wolne, spokojne i pełne smutku. I tutaj na czoło wysuwa się "Chanson d’Automne" (jak nic potwierdzenie, że to jesienna muzyka) z niesamowitymi wokalami Fursy Teyssiera i delikatną pracą gitary, tuż za nim tytułowy "Septembre et ses dernières Pensées", który z początku brzmi jakby miał być tylko wstępem do czegoś większego, a stawkę zamyka "Song for Mountains". To są oczywiście najważniejsze kawałki, ale nie oznacza to, że pozostałe to gnioty niewarte wymienienia.
Ważnym utworem jest na pewno "Sur les Quais", w którym bardzo mocno zaznacza się wokalny duet Audrey z Fursy. Tak się zastanawiam czy są tutaj jakieś słabsze momenty i dochodzę do wniosku, że nie ma. Wszystko utrzymane jest na wysokim poziomie i po prostu kiedy zacznie się słuchać "Septembre et ses dernières Pensées" to nie sposób się od tego oderwać. A tak, na koniec dostajemy pozytywnie nastrajający kawałek "Une Matinée d’ Hiver", jak słychać zimowe popołudnie może być optymistyczne, a może po prostu już gdzieś pod lekko topniejącym śniegiem widać pierwsze oznaki nadchodzącej wiosny?
Trio wchodzące w skład Les Discrets zaserwowało album niezwykły, klimatyczny, smutny, ale z pozytywnym zakończeniem. W żadnym wypadku nie można się przy nim nudzić. Każdy kolejny utwór to jak odkrywanie piękna jesieni. Kiedy sięgam po ten album mam wrażenie, że Francuzi zabierają mnie w niespełna 45 minutową podróż po smutnym jesiennym świecie wypełnionym przyrodą ustępującą przed nadchodzącą zimą. "Septembre Et Ses Dernieres Pensées" to idealna propozycja do słuchania w długie, smutne jesienne wieczory i jednocześnie jeden z najlepszych debiutów 2010 roku.
Ocena: 10/10
niedziela, 9 maja 2010
Dioramic - Technicolor (2010)
Dioramic - Technicolor
Dioramic na myspace
Data wydania: 22.01.2010
Gatunek: post-hardcore/metalcore/experimental/shoegaze/post-rock/progressive rock
Kraj: Niemcy
Tracklista:
01. Ghost In The Machine 03:14
02. Black Screen Goodbye 04:17
03. The Antagonist 04:36
04. Eluding The Focus 05:08
05. Arms Of Poseidon 04:04
06. The Lone Gunman 01:35
07. Lost In Error 03:57
08. Lukewarm Reamins 05:34
09. Doom 04:03
10. Roses & Echoes 04:54
11. Debris 08:31
Skład zespołu:
Arkadi Zaslavski - wokal, gitara
Jochen Muller - wokal, gitara basowa
Anton Zaslavski - perkusja
Dioramic to debiutant z Niemiec, chociaż nazwiska dwójki braci wchodzących w skład tej kapeli według mnie umiejscawia ich zdecydowanie na wschodzie Europy. W każdym razie Dioramic to trzy osobowa kapela, w której skład poza braćmi Zaslavski wchodzi basista Jochen Muller. Band istnieje od 2002 roku, ale dopiero niedawno podpisali kontrakt z LifeForce Recrods, co zaowocowało właśnie albumem "Technicolor".
50 minut mieszanki, muzyki bardzo eksperymentalnej - to gwarantuje debiutancki album Dioramic. Można powiedzieć, że ostatnio często pojawiają się bandy grające eksperymentalny core, w dużej mierze po prostu dodając elektronikę do zwykłej muzyki core'owej. Tymczasem na "Technicolor" mamy zupełnie nową jakość. Mieszanka jest tutaj iście wybuchowa, ale żeby to w pełni dostrzec trzeba trochę czasu poświęcić temu albumowi. Przyznam, że u mnie po początkowej fazie fascynacji przyszło rzucenie tego wydawnictwa w kąt i czekanie, aż coś może z niego wykiełkuje, albo jak zarośnie brudem. Ale postanowiłem do tego wrócić. Powrót w pełni triumfalny. Spodziewałem się, że jednak znowu nic nie zagra i będę mógł znowu wrzucić ten album w kąt. Na szczęście okazało się, że jest zupełnie inaczej. Muzykę, która została zawarta na Dioramic jest ciężko opisać, bo tutaj grają przede wszystkim emocje wyrażane za pomocą dźwięków. Ten album usypia, budzi, denerwuje i jednocześnie uspokaja. Przy czym od razu ostrzegam, że panowie z Doramic nie są żadnym klonem The Dillinger Escape Plan. Momentami wręcz zastanawiałem się, czy ten album to na pewno jeszcze metal, czy już jakaś progresywna odmiana rocka. Za każdym razem jednak dochodzę do wniosku, że nie da się określić gatunku w jakimś obracają się na tym albumie. Mamy tutaj bardzo dużą różnorodność gatunkową - poczynając na progresywnym rocku, poprzez metalcore, post-rock, post-hardcore, shoegaze, a nawet miejscowo występujące elementy doom metalu. Wszystkie te gatunki są wymieszane i podane w różnych proporcjach w różnych numerach. Nie ma tutaj kawałka, którego dało by radę określić jako czysty metalcore, czy post-rock, bo po prostu się nie da. Jednocześnie spokojnie mogę stwierdzić, że kawałki wyjęte z całości również brzmią wybornie, więc nie trzeba tego albumu słuchać w całości, żeby docenić jego wielkość. Mamy tutaj trzy typy wokali - czysty, core'owy i growl (autorstwa Mullera, choć i niektóre czyste partie należy przypisać właśnie jemu), proporcje tych wokali też są różne, bo to zdecydowanie zależy od emocji wyrażanych w muzyce, wokal się do tego dostosowuje. Początkowo największe wrażenie na mnie robił utwór "Doom" i faktycznie nadal robi na mnie ogromne wrażenie, ale jest to zdecydowanie jeden z najostrzejszych utwór zawartych na tym wydawnictwie. Tymczasem do najlepszych utworów dołączam pełen emocji i zarazem melancholii "Eluding The Focus". W ogóle zalew różnorakich emocji mi towarzyszy podczas odsłuchu tego materiału. Jedno jest pewne panowie z Dioramic zadebiutowali w sposób niewyobrażalny, nagrali naprawdę niezwykły album.
Ocena tego albumu zależy w dużej mierze od tego jak odbiera go słuchacz. Według mnie to w pełni matematyczne przedstawienie różnych ludzkich emocji za pomocą muzyki, wszystko brzmi jakby było idealnie ułożone (ale zaznaczam, że muzyka Dioramic nie ogranicza się do chłodnych i odhumanizowanych kalkulacji). Niby spójna całość, ale równie dobrze egzystująca w pojedynkę. Dla mnie to jeden z najlepszych debiutów roku 2010. Nie ma tutaj miejsca na niemiecką toporność, jest za to wszystko to co powinno znajdować się w muzyce. Tak niezwykłe albumy powstają naprawdę rzadko. Ocena niemalże maksymalna, jeden punkt odjąłem za to, że jednak trochę czasu mi zajęło zanim się do niego ostatecznie przekonałem. Polecam wszystkim wielbicielom mieszania w muzyce, a jednocześnie tym, którzy szukają prawdziwych (nie karykaturalnych) emocji wyrażanych za pomocą dźwięków, bo wokal jest tutaj zaledwie dodatkiem.
Ocena: 9/10
Dioramic na myspace
Data wydania: 22.01.2010
Gatunek: post-hardcore/metalcore/experimental/shoegaze/post-rock/progressive rock
Kraj: Niemcy
Tracklista:
01. Ghost In The Machine 03:14
02. Black Screen Goodbye 04:17
03. The Antagonist 04:36
04. Eluding The Focus 05:08
05. Arms Of Poseidon 04:04
06. The Lone Gunman 01:35
07. Lost In Error 03:57
08. Lukewarm Reamins 05:34
09. Doom 04:03
10. Roses & Echoes 04:54
11. Debris 08:31
Skład zespołu:
Arkadi Zaslavski - wokal, gitara
Jochen Muller - wokal, gitara basowa
Anton Zaslavski - perkusja
Dioramic to debiutant z Niemiec, chociaż nazwiska dwójki braci wchodzących w skład tej kapeli według mnie umiejscawia ich zdecydowanie na wschodzie Europy. W każdym razie Dioramic to trzy osobowa kapela, w której skład poza braćmi Zaslavski wchodzi basista Jochen Muller. Band istnieje od 2002 roku, ale dopiero niedawno podpisali kontrakt z LifeForce Recrods, co zaowocowało właśnie albumem "Technicolor".
50 minut mieszanki, muzyki bardzo eksperymentalnej - to gwarantuje debiutancki album Dioramic. Można powiedzieć, że ostatnio często pojawiają się bandy grające eksperymentalny core, w dużej mierze po prostu dodając elektronikę do zwykłej muzyki core'owej. Tymczasem na "Technicolor" mamy zupełnie nową jakość. Mieszanka jest tutaj iście wybuchowa, ale żeby to w pełni dostrzec trzeba trochę czasu poświęcić temu albumowi. Przyznam, że u mnie po początkowej fazie fascynacji przyszło rzucenie tego wydawnictwa w kąt i czekanie, aż coś może z niego wykiełkuje, albo jak zarośnie brudem. Ale postanowiłem do tego wrócić. Powrót w pełni triumfalny. Spodziewałem się, że jednak znowu nic nie zagra i będę mógł znowu wrzucić ten album w kąt. Na szczęście okazało się, że jest zupełnie inaczej. Muzykę, która została zawarta na Dioramic jest ciężko opisać, bo tutaj grają przede wszystkim emocje wyrażane za pomocą dźwięków. Ten album usypia, budzi, denerwuje i jednocześnie uspokaja. Przy czym od razu ostrzegam, że panowie z Doramic nie są żadnym klonem The Dillinger Escape Plan. Momentami wręcz zastanawiałem się, czy ten album to na pewno jeszcze metal, czy już jakaś progresywna odmiana rocka. Za każdym razem jednak dochodzę do wniosku, że nie da się określić gatunku w jakimś obracają się na tym albumie. Mamy tutaj bardzo dużą różnorodność gatunkową - poczynając na progresywnym rocku, poprzez metalcore, post-rock, post-hardcore, shoegaze, a nawet miejscowo występujące elementy doom metalu. Wszystkie te gatunki są wymieszane i podane w różnych proporcjach w różnych numerach. Nie ma tutaj kawałka, którego dało by radę określić jako czysty metalcore, czy post-rock, bo po prostu się nie da. Jednocześnie spokojnie mogę stwierdzić, że kawałki wyjęte z całości również brzmią wybornie, więc nie trzeba tego albumu słuchać w całości, żeby docenić jego wielkość. Mamy tutaj trzy typy wokali - czysty, core'owy i growl (autorstwa Mullera, choć i niektóre czyste partie należy przypisać właśnie jemu), proporcje tych wokali też są różne, bo to zdecydowanie zależy od emocji wyrażanych w muzyce, wokal się do tego dostosowuje. Początkowo największe wrażenie na mnie robił utwór "Doom" i faktycznie nadal robi na mnie ogromne wrażenie, ale jest to zdecydowanie jeden z najostrzejszych utwór zawartych na tym wydawnictwie. Tymczasem do najlepszych utworów dołączam pełen emocji i zarazem melancholii "Eluding The Focus". W ogóle zalew różnorakich emocji mi towarzyszy podczas odsłuchu tego materiału. Jedno jest pewne panowie z Dioramic zadebiutowali w sposób niewyobrażalny, nagrali naprawdę niezwykły album.
Ocena tego albumu zależy w dużej mierze od tego jak odbiera go słuchacz. Według mnie to w pełni matematyczne przedstawienie różnych ludzkich emocji za pomocą muzyki, wszystko brzmi jakby było idealnie ułożone (ale zaznaczam, że muzyka Dioramic nie ogranicza się do chłodnych i odhumanizowanych kalkulacji). Niby spójna całość, ale równie dobrze egzystująca w pojedynkę. Dla mnie to jeden z najlepszych debiutów roku 2010. Nie ma tutaj miejsca na niemiecką toporność, jest za to wszystko to co powinno znajdować się w muzyce. Tak niezwykłe albumy powstają naprawdę rzadko. Ocena niemalże maksymalna, jeden punkt odjąłem za to, że jednak trochę czasu mi zajęło zanim się do niego ostatecznie przekonałem. Polecam wszystkim wielbicielom mieszania w muzyce, a jednocześnie tym, którzy szukają prawdziwych (nie karykaturalnych) emocji wyrażanych za pomocą dźwięków, bo wokal jest tutaj zaledwie dodatkiem.
Ocena: 9/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)








