Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock'n'roll. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock'n'roll. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2021

Droga do podsumowania 2021 (odc. 121-125)

Zapraszam na kolejną odsłonę "Drogi do podsumowania 2021", to już 25 odcinek, co oznacza, że powoli, ale jednak zbliżamy się do końca tego cyklu. Poniżej znajdziecie kolejnych pięć albumów z 2021 opatrzonych krótkimi komentarzami, klipem oraz linkiem do Spotify. Oczywiście zachęcam nie tylko do rzucenia okiem, ale też nadrabiania muzycznych zaległości.


czwartek, 2 czerwca 2016

The 69 Eyes - Universal Monsters (2016)

The 69 Eyes - Universal Monsters

Data wydania: 22.04.2016
Gatunek: goth'n'roll/gothic rock
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Dolce Vita
02. Jet Fighter Plane
03. Blackbird Pie
04. Lady Darkness
05. Miss Pastis
06. Shallow Graves
07. Jerusalem
08. Stiv & Johnny
09. Never
10. Blue
11. Rock 'N' Roll Junkie

Skład:
Jyrki 69 - wokal
Bazie - gitara, chórki
Timo-Timo - gitara
Archzie - gitara basowa, chórki
Jussi 69 - perkusja

The 69 Eyes to kapela aktywnie działająca na scenie muzycznej od 1989 roku. Jakby nie patrzeć to kawał czasu i niejedna grupa w ciągu tych 26 lat zdążyłaby się rozpaść, reaktywować i jeszcze raz rozpaść. Tymczasem Helsińskie Wampiry trwają i ciągle nagrywają nowe płyty, dają energetyczne koncerty i kompletnie nie wyglądają na swój wiek (Jyrki69 za dwa lata będzie obchodził 50 urodziny). W kwietniu 2016 roku swoją premierę miał już 12 studyjny album tej fińskiej kapeli, która dość długo szukała swojego stylu. Ten ostatecznie wykrystalizował się na albumie "Wasting The Dawn" z 1999 roku. Od tamtej pory muzyka The 69 Eyes określana jest jako goth'n'roll, czyli połączenie gothic rocka z energicznym rock'n'rollem. Na następcę wydanego w 2012 roku "X" fani grupy musieli czekać aż 4 lata, czy warto było?

czwartek, 3 marca 2016

Royal Republic - Weekend Man (2016)

Royal Republic - Weekend Man
Royal Republic na FB/Spotify

Data wydania: 26.02.2016
Gatunek: garage rock/rock'n'roll
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Here I Come (There You Go)
02. Walk!
03. When I See You Dance With Another
04. People Say That I'm Over The Top
05. Kung Fu Lovin'
06. Weekend-Man
07. My Way
08. Follow The Sun
09. Uh Huh
10. Any Given Sunday
11. Baby
12. High Times!
13. American Dream

Skład:
Adam Grahn – wokal, gittara
Hannes Irengård – gitara, chórki
Jonas Almén – gitara basowa, chórki
Per Andreasson – perkusja, chórki

Royal Republic powrócili po czterech latach od wydania "Save The Nation". Po tym jak kilka razy odwiedzili Polskę i jeszcze w międzyczasie zaserwowali akustyczną epkę nagraną przy współpracy The Nosebreakers (2014). Ewidentnie po takim czasie byłem bardzo spragniony czegoś nowego od tej formacji. Co prawda akustyczna epka była czymś w miarę świeżym, chociaż z drugiej strony było to po prostu przedstawienie w zupełnie inny sposób znanych hiciorów z "Save The Nation" i "We Are The Royals". Zdecydowanie mój organizm domagał się czegoś nowego, a nie tylko odświeżonego. I tak oto Szwedzi wyskoczyli z klipem do numeru "When I See You Dance With Another". Od tej pory odliczałem dni do premiery ich nowego albumu, a był to dość długi okres, bo klip trafił do sieci 20 listopada.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 - rock

Ubiegły rok był ewidentnie bardzo dobry dla rocka, wręcz świetny. Pełna różnorodność, mieszanki stylistyczne, nowe wydawnictwa uznanych kapel, ale też sporo świeżych grup, które z wielkim entuzjazmem i przytupem wbiegły na scenę. Czy było na co narzekać? Mógłbym powiedzieć, że na powrót Crazy Town, ale czy ta kapela jeszcze kogoś interesuje? Śmiem wątpić (no może jakąś grupkę zagorzałych fanów). Dla mnie rok 2015 należał do rocka. Ten gatunek rządził niepodzielnie i wybór 10 najlepszych albumów był bardzo trudny, ale jednak się udało.

sobota, 27 czerwca 2015

Chrome Division vs Chrome Division

Są kapele, w których zmiana wokalisty jest niezauważalna. W takich przypadkach to muzycy są ważniejsi od samego "śpiewaka", który staje się tylko wypełniaczem. Ale są też formacje, w których zmiana wokalista jest równa wybuchowi wulkanu, uderzeniu fali tsunami, albo też eksplozji elektrowni jądrowej. W tym przypadku to wokalista stoi na froncie i to głównie z nim kojarzona jest dana grupa, instrumentaliści są tylko dopełnieniem warstwy wokalnej. Jeżeli chodzi o norweską kapelę Chrome Division to zdecydowanie bliżej jej jest do tego drugiego przypadku.

czwartek, 22 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 - rock

Tak patrząc na swoje zestawienie jeszcze przed jego opublikowaniem naszła mnie taka refleksja, że żaden z albumów, który znalazł się w tej dziesiątce nie był przeze mnie wyczekiwaną pozycją. Ot skoro już dany materiał się pojawił to posłuchałem i dopiero wtedy niestłamszony żadnymi wygórowanymi oczekiwaniami zaczynałem doceniać słuchaną płytę. O niektórych wydawnictwach dowiedziałem się w dniu premiery, albo nawet długo po niej, więc trudno mówić tu o wyczekiwaniu na dzień zero. W każdym razie do rocka, hard rocka i wszelkich gatunków pokrewnych niespecjalnie się przykładałem w 2014 roku, a jednak nie miałem problemu z wybraniem płyt, do których często wracałem i pewnie jeszcze częściej będę wracał w przyszłości.

piątek, 29 marca 2013

The Cumshots - Just Quit Trying (2006)

The Cumshots - Just Quit Trying

Rok wydania: 2006
Gatunek: stoner/sludge/rock'n'roll/heavy metal
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01. Praying for Cancer
02. Like Pouring Salt on A Slug
03. I Drink Alone
04. Punchdrunk on Death
05. Bitter Erection
06. Last Laugh
07. Broken
08. Vomitory
09. Black Silence
10. Baptized in Broken Glass

Skład zespołu:
Kristopher Schau - wokal
Ole Petter Andreassen - gitara, czysty wokal
Tommy Hjelm - gitara, wokal
Tommy Reite - gitara basowa
Christian Svendsen - perkusja

Pierwotnie recenzja ukazała się na Crossroads Of Metal.

Trzy lata norweska kapela The Cumshots przygotowywała kolejny materiał, który ostatecznie pojawił się pod tytułem "Just Quit Trying". I o ile "Norwegian Jesus" był albumem przełomowym, to wydawnictwo z 2006 oznaczało kolejny krok do przodu - nawet nie wiem, czy nie był to bardziej zdecydowany krok. Kapela przygotowała niemalże 50 minut muzyki, a na samym LP znalazło się kilka prawdziwych hitów, a jeden z nich doczekał się nawet kontynuacji na czwartym albumie.

czwartek, 28 marca 2013

The Cumshots - Norwegian Jesus (2003)

The Cumshots - Norwegian Jesus

Data wydania: 2003
Gatunek: stoner/sludge/rock'n'roll/heavy metal
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01.    Rotten Womb    03:42
02.    Psalm 109    02:29
03.    Numb Reaper    05:05
04.    Retch And Bleed    04:24
05.    Paint You With A Knife    05:22
06.    Sieg Christ    04:33
07.    Born To Destruct    03:41
08.    For The Sake Of Man    03:50
09.    Go Forth And Fuck    04:30
10.    Turn Or Burn    05:39

Skład:
Kristopher Schau - wokal
Ole Petter Andreassen - gitara, czysty wokal
Tommy Hjelm - gitara, wokal
Tommy Reite - gitara basowa
Christian Svendsen - perkusja

Pierwotnie recenzja ukazała się na Crossroads Of Metal.

Po, jak dla mnie, niezbyt udanym debiutanckim albumie kapela zwarła szyki i w dwa lata po wydaniu "Last Sons Of Evil" nagrała materiał nieco dłuższy, z lepszym brzmieniem i przede wszystkim zawierający ciekawszą i dającą się zapamiętać muzykę - tak oto powstał "Norwegian Jesus", który to przyniósł kapeli rozgłos.

czwartek, 9 czerwca 2011

The Cumshots - Last Sons Of Evil (2001)


The Cumshots - Last Sons Of Evil

Data wydania: 2001
Gatunek: sludge/stoner/rock'n'roll
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01.    Conqueror Of Canyons    03:01   
02.    Son Of Evil    02:35   
03.    Pledge Allegiance To The Fire    02:19   
04.    Dead Mans Hand    03:25
05.    No, Nothing, Please Die    04:04   
06.    My Own Gun    03:15   
07.    To Hell I Will Be Damned    02:15   
08.    Army Of Nothing    04:02   
09.    The Fear I Am    01:54   
10.    In Female Writing; Your Name in Blood    03:28   
11.    Halo Of Horns    04:49

Skład:
Kristopher Schau - wokal
Ole Petter Andreassen - gitara, czysty wokal
Tommy Hjelm - gitara, wokal
Tommy Reite - gitara basowa
Christian Svendsen - perkusja

Pierwotnie recenzja ukazała się na Crossroads Of Metal.

Czymże jest The Cumshots? To kapela, której założycielami są komik Kristopher Schau i muzyk Ole Petter Andreassen znany z takich formacji jak Thulsa Doom, czy Black Debbath - mi te kapele nic nie mówią. W każdym razie Shau to dość znana persona w Norwegii - początkowo prezenter radiowy, a później gospodarz komediowego show "De 7 dødssyndene" (Siedem Grzechów Głównych). Kapela The Cumshots swoją działalność rozpoczęła w 1999 roku, do zespołu dołączyli pozostali muzycy i w 2001 roku na rynku pojawił się debiutancki album o tytule "Last Sons Of Evil".

poniedziałek, 30 maja 2011

Thrash'n'Roll made in Russia

Blood Pollution
Blood Pollution na myspace

Data powstania: 2004
Gatunek: thrash'n'roll/heavy metal
Kraj: Rosja

Skład kapeli:
Nick Thrash - wokal, gitara basowa
Dr. Jemlinsky - gitara, chórki
Jason Bright - perkusja

Na tą rosyjską formację trafiłem w sumie bardzo przypadkowo w 2010 roku. Praktycznie o ich historii nie wiem nic, bo też nie od tej strony się interesowałem tym bandem. Pierwsza moja styczność z tą formacją przypadła na album "Metal Zombies", który swoją premierę miał 20 stycznia 2010 roku. Styl kapeli od razu skojarzył mi się z mieszanką thrashowania z Chrome Division, czy z Motorhead. Oczywiście z uwagi na to, że za tymi drugimi nie przepadam (choć nie neguję ich zasług) wolę przyrównywać styl Blood Pollution właśnie do Chrome Division. Podejście do grania obydwu kapel jest bardzo zbliżone, oczywiście formacji Shagrattha zdecydowanie bliżej do heavy metalu zmieszanego z hard rockiem o rock'n'rollowej nucie, natomiast Rosjanom bliżej do mieszanki heavy/thrash z dużą dawką rock'n'rolla. Różnica niewielka, ale dość wyraźnie ją słychać - zwłaszcza jeśli chodzi o tempa. Ale po kolei...

sobota, 20 listopada 2010

Volbeat - Above Heaven/Beyond Hell (2010)


Volbeat - Above Heaven/Beyond Hell

Volbeat na myspace

Data wydania: 10.09.2010
Gatunek: rock'n'roll/heavy metal/groove metal
Kraj: Dania

Tracklista:
01. The Mirror And The Ripper 04:00
02. Heaven Nor Hell 05:22
03. Who They Are 03:42
04. Fallen 05:00
05. A Better Believer 03:24
06. 7 Shots 04:44
07. A New Day 04:06
08. 16 Dollars 02:48
09. A Warrior's Call 04:23
10. Magic Zone 03:51
11. Evelyn 03:29
12. Being 1 02:22
13. Thanks 03:42

Skład zespołu:
Michael Poulsen - wokal, gitara
Thomas Bredahl - gitara
Anders Kjølholm - gitara basowa
Jon Larsen - perkusja

Kapeli Volbeat przedstawiać chyba nie trzeba. Jest to jedna z najbardziej znanych w tym momencie formacji pochodzących z Danii. Niech na dowód posłużą chociażby wypełnione po brzegi kluby podczas koncertów Volbeat. Panowie mają na swoim koncie trzy albumy studyjne i najnowsze dzieło o tytule "Above Heaven/Beyond Hell", które jak łatwo się domyślić jest ich czwartą pozycją w dyskografii.

Wielbiciele tej kapeli na nowe wydawnictwo czekali dwa lata, chociaż jeszcze w 2009 roku zespół zaprezentował utwór "A Warrior's Call", który został skomponowany specjalnie dla duńskiego boksera Mikkela Kesslera - który pojawił się również na okładce singla w towarzystwie Volbeat. Utwór był inny niż do tej pory, mniej rock'n'rollowy i można powiedzieć, że trochę rozczarowywał. Nie był to dobry zwiastun nadchodzącego wydawnictwa. Owszem, po kilku odsłuchach kawałek wpadał w ucho, ale ci, którzy spodziewali się hitu na miarę drugiego albumu musieli się trochę rozczarować. Kolejny nowy numer można było usłyszeć na koncertach i tak miałem szczęście usłyszeć "Fallen" na koncercie w warszawskim klubie Progresja. Nie kryłem rozczarowania, utwór nie miał kopa, brakowało jakiegoś naprawdę dobre refrenu i raczej słabo bujał. Mając te dwa kawałki spodziewałem się najsłabszego albumu Volbeat w historii tego zespołu, czy miałem rację? Niestety tak. Duńczycy zaprosili do nagrania nowego materiału cały tabun gości, którzy co prawda nie mieli znanych nazwisk, ale też wsparcie polegało na przygrywkach typu banjo, dodatkowe partie basu, itp. Nie zmienia to faktu, że kapela na "Above Heaven/Beyond Hell" brzmi jakby się wypaliła. Może i są tutaj kawałki utrzymane w dobrym tempie, w dobry rytmie i w starym stylu, ale jest też mnóstwo średniaków, które może po intensywnym praniu staną się killerami, ale nikt chyba nie zamierza zmuszać się do słuchania tego albumu. Ze starego Volbeat pozostały takie kawałki jak "16 Dollars" (w którym upatruję najlepszego kawałka na tym albumie), "A Better Believer", "Being 1" i w sumie tyle. 3 kawałki na 13 to naprawdę niewiele. Nie oznacza to bynajmniej, że wśród nowego Volbeat wszystko nadaje się na śmietnik - z ciekawszych numerów warto wymienić "Thanks", ostre jak brzytwa "Evelyn" ze specjalnym udziałem wokalisty Napalm Death, nieco southernowy "7 Shots" i otwierający album "The Mirror And The Ripper". To łącznie z killerami daje 7 na 13, czyli wynik nie jest zły, ale jak na Volbeat to taki rozkład wypada słabo. Nie można się tutaj przyczepić ani do instrumentalistów, ani do Poulsena, bo są w dobrej formie co bardzo dobrze słychać. To czego tutaj zabrakło to pomysłów. Kapela może nie tyle się wypaliła, co po prostu zachłysnęła i mam nadzieję, że wraz z następnym albumem wrócą stare dobre czasy.

Żeby specjalnie nie przedłużać krótko podsumuję "Above Heaven/Beyond Hell". Biorąc pod uwagę trzy poprzednie wydawnictwa najnowszy album wypada najsłabiej - nie ma takiego ognia jak na debiucie, nie ma takich hitów jak na drugim i trzecim LP - chociaż tutaj może przesadzam, bo jakieś tam są, ale zdecydowanie za mało. Mimo tego, że to najsłabsze wydawnictwo Volbeat (można też się pokusić o stwierdzenie, że najnudniejsze) to jednak nadal jest to ta sama duńska kapela, tyle, że przechodzi zmiany, a może po prostu się rozwija i ja jako fan starego Volbeat domagam niepotrzebnej stagnacji? W każdym warto posłuchać "Above Heaven/Beyond Hell" chociażby po to, żeby usłyszeć te kilka hitów - "16 Dollars", "A Better Believer" i "Being 1". Trzeba też trzymać kciuki za chłopaków, żeby następnym razem nagrali jednak materiał, który będzie można zrecenzować krótki, ale treściwym słowem "zniszczyli".

Ocena: 7/10

wtorek, 23 marca 2010

Discipline - Downfall Of The Working Man (2006)



Discipline - Downfall Of The Working Man

Discipline na myspace

Rok wydania: 2006
Gatunek: hardcore/punk/streetpunk/rock'n'roll
Kraj: Holandia

Tracklista:
01. Belief
02. Downfall of the Working Man
03. Strength To Live
04. Hell Is For Heroes
05. Boys Will Be Boys
06. Road To Freedom
07. Red & White Army
08. No Surrender
09. When I’m Dancing I Ain’t Fightin’
10. End of the Road
11. From Vengeance To Victory
12. Words Out of Life

Aż 4 lata trzeba było czekać aż zespół przestanie koncertować i promować swój poprzedni album "Saints & Sinners" i wejdzie do studia, żeby nagrać nowy materiał na póki co ostatni studyjny album - "Downfall Of The Working Man". Zresztą po świetnym poprzedniku zespół musiał mocno przysiąć i napisać kolejną garść hitów, bo inaczej byłaby tragedia.

Na szczęście goście z Discipline to już doświadczona ekipa, która na scenie muzycznej działa od 1990 roku i nie zawiodła. Album rozpoczyna mocno przebojowy i rock'n'rollowy "Belief". I tak jak na poprzedniku nie mamy tutaj jakichś wywijasów, łamania, czy czegoś w tym stylu - jest za to czysta, prosta energia i to w dużej ilości. Numer tytułowy już nie tak dobry, chociaż refren jak zwykle niszczący. Za to całkiem niezłe partie gitarowe. "Strenght To Live" to jeden z największych hitów z tego albumu - znowu energetyczna bomba. Refren i mnóstwo jego powtórzeń sprawiają, że po prostu nie da się go ot tak zapomnieć. W tym tkwi siła Discipline i jednocześnie wada - przeciwnicy zbyt wielu powtórzeń nie będą zadowoleni. "Hell Is For Heroes" równie świetny co jego poprzednik. Rock'n'roll najwyższej próby, noga sama tupie do rytmu i o to chodzi. "Boys Wil Be Boys" jest trochę denerwujące - nie mam nic przeciw powtórzeniom, ale tutaj nabiera to trochę karykaturalnego wyrazu. Chociaż sama muzyka jest świetna. I jak to było na "Saints & Sinners" im dalej tym wcale nie słabiej. Chociaż "Road To Freedom" to żadna rewelacja, za to ten numer został wyposażony w naprawdę świetną melodię. Największym hitem na tym albumie jest "Red & White Army" - numer oczywiście na cześć zespołu PSV Eindhoven i jego kibiców. Świetna nuta, równie dobry tekst, a przede wszystkim kawałek, który wchodzi do głowy i nie chce wyjść. Killer numer jeden an tym albumie. Z dalszych kawałków warto przytoczyć "When I’m Dancing I Ain’t Fightin’" - utwór bardzo zaskakujący, bo nie spodziewałem się po Disciples takiego tematu. W każdym razie całkiem zabawne nagranie. "From Vengeance To Victory" to jeden z hymnów tej holenderskiej kapeli. Świetny numer wpadający w ucho, chociaż nieco przygaszony. Zamykający album "Words Out Of Life" to z kolei taka ballada z rock'n'rollowym rytmem. Dobre zakończenie, takie stonowane.

Album "Downfall Of The Working Man" to znowu prawdziwa kopalnia hitów i ciężko mi wybrać, który z dwóch ostatnich albumów Discipline jest lepszy. Obydwa mają swoje killery, obydwa wypełnione są po brzegi energią i przede wszystkim chce się ich słuchać bez przerwy. W każdym razie tutaj największymi hitami są "Strenght To Live", "Hell Is For Heroes", "Red & White Army" i "From Vengeance To Victory". Wydawnictwo "Downfall Of The Working Man" oceniam tak samo ja "Saints & Sinners" i mam nadzieję, że album planowany na 2010 rok będzie równie niszczycielski.

Ocena: 8,5/10

czwartek, 18 marca 2010

Discipline - Saints & Sinners (2002)



Discipline - Saints & Sinners

Discipline na myspace

Rok wydania: 2002
Gatunek: hardcore/punk/streetpunk/rock'n'roll
Kraj: Holandia

Tracklista:
01. Everywhere We Go
02. Citizens Revenge
03. Saints & Sinner
04. Dirty Rebel
05. Death'r Glory
06. Same Old Story
07. Broken Glass
08. Hail Hail Rock'n'Roll
09. Forever
10. City Of Light
11. Rebel Without A Case
12. These Boots

Bez zbędnych pierdół o historii zespołu, czy w jakich okolicznościach powstał album. Jest to piąte z kolei wydawnictwo Holendrów i jednocześnie pierwsze, które usłyszałem. Wcześniej nie miałem do czynienia z muzyką Discipline. Jaki był powód tego, że sięgnąłem po ten album, a nie którykolwiek inny? Przekonał mnie do tego klip do "Everywhere We Go", a raczej kawałek, do którego powstał klip.

I właśnie ten świetny numer otwiera ten album - po prostu lepszego początku nie można sobie wymarzyć. Szybki, skoczny i mocno rock'n'rollowy utwór ze świetnym i jednocześnie prostym tekstem. Nie bez znaczenia jest tutaj również refren, który najzwyczajniej w świecie od razu wpada do głowy - to samo jest melodią gitarową. Nie mniej przebojowy jest kolejny kawałek - "Citizens Revenge". Z tymże w tym utworze już bardziej słychać wpływy hardcore'a. Natomiast numer tytułowy to killer godny pierwszego kawałka - znowu bardzo rock'n'rollowe podejście, mnóstwo energii. Tak żywiołowego podejścia do muzyki mogą im pozazdrościć kapele, które próbują w jakiś super oryginalny sposób połączyć metal z rock'n'rollem. Oczywiście kawałki Discipline nie są jakimiś odkrywczymi, wręcz przeciwnie - to granie stare jak świat, ale przedstawione w taki sposób, że aż chce się tego słuchać. Kolejne kawałki są wcale nie słabsze od pierwszych trzech. Dla przykładu "Death 'r Glory" z prostym jak drut refrenem i bujającym rytmem. No czego chcieć więcej? Co ciekawe mimo prostoty kolejne kawałki wcale się ze sobą nie zlewają - mają zupełnie inną melodię (i oczywiście tekst). Nie jest to w żadnym razie granie na jedno kopyto. Np. zupełnie inaczej brzmi kawałek "Hail Hail Rock'n'Roll" z mocnym riffem, a zupełnie inaczej punkowy "These Boots". Warto by tu przytoczyć każdy z kawałków, bo wszystkie są warte wspomnienia, ale nie będę tego robił, bo zdecydowanie lepiej się słucha tej płyty niż o niej pisze. W każdym razie wyróżnię jeszcze jeden numer - "Forever". Świetny tekst + świetny refren + bardzo dobra praca gitar + wpadająca w ucho melodia - to jest recepta Discipline na sukces. I w tym kawałku mamy to wszystko razem zebrane.

Są albumy, które jak widać same się nie odkryją, a raczej zespoły, które same się nie odkryją, bo wiem, że ten album nie jest jedynym tak dobrym wydawnictwem tej kapeli. Mnóstwo energii, niewielki stopień skomplikowania i masakryczna wręcz przebojowość sprawia, że "Saints & Sinners" mogę słuchać bez końca, także wielką przyjemnością jest zawsze zapuścić sobie ten album w pętlę. Słabych numerów tutaj nie ma. Za jedyny minus można uznać fakt, że ten album jest krótki, zbyt krótki. Ale to już wynik tego, że utwory są energiczne i tak skomponowane, żeby mieściły się w czasie 3 minuty (jeden trwa niemalże 4). W każdym razie świetny album, który można nazwać kopalnią hitów.

Ocena: 8,5/10

sobota, 12 września 2009

Pilgrimz - Boar Riders (2008)


Pilgrimz - Boar Riders

Pilgrimz na myspace

Data wydania: 23.06.2008
Gatunek: metalcore/rock'n'roll
Kraj: Dania

Tracklista:
01. Jimmy's Castle
02. Shake-A-Feather
03. Boar Riders
04. The Flick
05. Drama King & Drama Queen
06. King Or A Fool
07. Prima Donnie
08. Paramount
09. The Caravan Was Only Bait
10. The Artillery

Debiutancki album Duńczyków pojawił się w zeszłym roku natomiast mi się dopiero teraz udało po niego sięgnąć. Ci, którym udało się to wcześniej mógłbym nazwać szczęśliwcami, bo "Boar Riders" to album, który trafił do mnie od pierwszego odsłuchu.

"Jimmy's Castle" w mocnym stylu rozpoczyna ten album. Mimo tego, że to metalcore to czuć w tym rock'n'rollowe akcenty - zwłaszcza w tym kawałku. Ale dalej wcale nie jest słabiej, bo do "Shake-A-Feather" nóżka tupie, a wokalista drze mordę, ale robi to nieco inaczej niż to zwykli robić metalcore'owi wokaliści. Poza tym ten numer momentalnie zapada w pamięć - zwłaszcza dzięki chwytliwemu refrenowi i dobremu riffowi, który słyszałem już w wielu innych kawałkach innych kapel, ale nadal dobrze się sprzedaje ;-) "Boar Riders" już jest nieco walcowate...ale ma w sobie jednocześnie jakąś lekkość. Ten album jest pełen sprzeczności (chociaż nie sprzeczności w stylu Anorak). Podobnie walcowaty z łagodnymi momentami jest utwór "The Flick". Prawdę mówiąc miałem początkowo wrażenie, że po dwóch naprawdę zajebistych numerach początkowych poziom zaczął spadać - a raczej zaginął gdzieś ten rock'n'roll. Na szczęście promyk nadziei dał "Drama King & Drama Queen", chociaż to jeszcze nie jest to czego bym oczekiwał. Skandalicznie krótki numer "King Or A Fool" można uznać raczej jako przerywnik niż pełnoprawny kawałek - no 40 sekund to przecież w niektórych przypadkach trwa intro do albumu ;-) I wreszcie kolejny zabijacz w postaci "Prima Donnie" - walcowaty numer, z bardzo walcowatym refrenem...wpadającym w ucho. Zapamiętuje się go momentalnie. "Paramount" to już powrót do stylu pierwszych dwóch kawałków - czyli jest tutaj rock'n'roll, koniec z "walcowaniem" i czas na trochę czadu - podobnie ma się sytuacja z "The Caravan Was Only Bait", czyli czad, czad i do przodu :-) Oczywiście nie chodzi o prędkość, to nie jest DragonForce. A album zamyka cholernie rock'n'rollowy "The Artillery", chociaż wplątane są w to doomowe zagrania.

Cóż mogę powiedzieć? Mnie ten album kupił od pierwszego odsłuchu...czas się za nim rozejrzeć, bo taka płyta (mimo niespecjalnej okładki) to byłaby ozdoba kolekcji. Jak widać są zespoły grające metalcore inaczej niż to się utarło. Polecam jeśli ktoś lubi zajebiste granie ;-)

I klip promujący ten album:
Pilgrimz - Shake-A-Feather


Ocena: 10/10