Obok black metalu to właśnie rock rządził dla mnie w 2016. W ubiegłym roku dalej odkrywałem post-rocka i ze sporą satysfakcją mogę napisać, że ten gatunek naprawdę potrafi pozytywnie zaskakiwać. Ale obok wydawnictw spokojniejszych, czy bardziej stonowanych pojawiło się też sporo tych, które za sprawą swojej przebojowości i energii momentalnie wpadały w ucho. Podobnie jak w poprzednim roku miałem spory problem z ułożeniem listy dziesięciu najlepszych rockowych albumów, bo płyt, które chętnie bym w tym zestawieniu widział było zdecydowanie więcej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ambient. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 stycznia 2017
piątek, 23 grudnia 2016
Ols - Ols (2016)
Ols - Ols
Data wydania: 06.09.2016
Gatunek: neofolk/ambient
Kraj: Polska
Tracklista:
01. O drzewach
02. Woda
03. Chmielna
04. Kołysanka
05. Krew na mchu
06. Pożegnalna
07. Unfurl (Katatonia cover)
08. Bloodbirds (Agalloch cover)
Ols to jednoosobowy projekt, w który za wszystkie elementy instrumentalne, jak i za wokale odpowiada jedna osoba kryjąca się pod enigmatycznym pseudonimem Ols. Historia tego muzycznego przedsięwzięcia jest dość krótka, a rozpoczęła się w 2015 roku. Wówczas wystartowały prace nad komponowaniem, a niedługo później pierwsze utwory zostały zarejestrowane na domowym sprzęcie. Materiał na debiutancki album zatytułowany po prostu "Ols" został nagrany w połowie 2016 roku. Poza sześcioma utworami autorskimi na płycie znalazły się również dwa covery - Katatonii oraz Agalloch.
środa, 28 maja 2014
Casualties Of Cool - Casualties Of Cool (2014)
Casualties Of Cool - Casualties Of Cool
Kraj: Kanada
Gatunek: country rock/blues rock/ambient
Tracklista:
01. Daddy
02. Mountaintop
03. Flight
04. The Code
05. Moon
06. Pier
07. Ether
08. Hejda
09. Forgive Me
10. Broken
11. Bones
12. Deathscope
13. The Field
14. The Bridge
15. Pure
Znacie Devina? Ja czasami się nad tym zastanawiam i musi być jakaś reguła w jego szaleństwie. To muzyk nieobliczalny, nigdy nie wiadomo, co tym razem zaserwuje swoim słuchaczom. Casualties Of Cool to już piąty projekt muzyka znanego z takich bandów jak Strapping Young Lad, czy Devin Townsend Project. Tym razem formacja została założona przy współudziale wokalistki Ché Aimee Dorval. Początkowo album "Casualties Of Cool" miał być kolejnym wydawnictwem spod szyldu Devin Townsend Project, jednak muzyk zdecydował, że wspomniany materiał będzie przyporządkowany do innego projektu. I tak oto powstał twór o nazwie Casualties Of Cool.
środa, 1 grudnia 2010
Aluk Todolo
sobota, 29 maja 2010
Year Of No Light - Ausserwelt (2010)
Year Of No Light - Ausserwelt
Year Of No Light na myspace
Data wydania: 26.04.2010
Gatunek: post-metal/ambient
Kraj: Francja
Tracklista:
01. Perséphone I
02. Perséphone II
03. Hiérophante
04. Abbesse
Jest to drugi pełny album studyjny tej kapeli - poza tym mają na swoim koncie 3 splity. Zadebiutowali w 2006 roku albumem "Nord". Year Of No Light w końcu po czterech latach wrócili z nowym albumem, na którym znajdują się 4 tasiemce - najkrótszy z nich ("Perséphone II") trwa niecałe 10 minut. Kapela prezentuje bardzo walcowate granie - pewnie ci mniej wytrwali zostaną odsianiu już przy pierwszym kawałku. Album pozbawiony partii wokalnych - chyba, że zostały tak skrzętnie ukryte, że ich nie zauważyłem. Nastroje jakie tutaj panują są bardzo różne - od wręcz funeral doomowego tempa, które świetnie sprawdza się podczas problemów z zaśnięciem, poprzez walcowate doom metalowe miażdżenia, aż do szybkiego grania wyposażonego w napieprzającą perkusję. Ale ta perkusja jest jakaś wyciszona, gdyby wysunęła się na plan pierwszy to można by nawet mówić o dużej ilości black metalu, ale jest mocno schowana za gitarami. W każdym razie panowie z Year Of No Light zaprezentowali niemalże to co mają w nazwie - czyli rok bez światła. Mroku jest tutaj dużo, momentami aż przytłacza, ale do słuchania "Ausserwelt" trzeba mieć naprawdę specyficzny nastrój, mniej więcej taki sam jaki jest potrzebny do słuchania i pełnego odbioru funeral doom.
Ocena: 7/10
środa, 23 grudnia 2009
Senmuth - Bark Of Ra (2007)
Senmuth - Bark Of Ra
Senmuth na myspace
Rok wydania: 2007
Gatunek: industrial doom metal/folk/ambient/electro
Kraj: Rosja
Tracklista:
01. Continent Under Sun
02. Way On Tortuga
03. Kuvalaya-Dala
04. Bark of Sun
05. Phnom Bakheng
06. Djenne Mosque
07. Waiting the Sun
08. Whisper of Memnons
09. Earth, My Mother
10. Mantra Lost Sun
To 27 album żywej legendy jaką jest rosyjski muzyk Senmuth. Jest to zespół jednoosobowy, dlatego tym bardziej dziwny - w tym momencie na koncie tego multi-instrumentalisty znajduje się 56 albumów, ale zapewne "Sebek" nie jest ostatnim wydawnictwem oznaczonym logo Senmuth. Należy też zauważyć, że zespół został powołany do życia w 2004 roku.
Pierwszy kawałek trzeba traktować raczej jako wstęp do świata, w który zabiera słuchacza Senmuth - bo nic wielkiego się tutaj nie dzieje, ale połączenie orientalistyki i elektroniki robi wrażenie. "Way On Tortunga" zaczyna się bardzo spokojnie i w sumie bardziej kojarzy mi się z jakimiś ludowymi muzykami niż z metalem, ale w końcu jak się rozkręca to nawet głowa się kiwa. Tak, bardzo ładnie brzmi to połączenie elektroniki z metalem. Jeśli ktoś nie skorzystał z zaproszenia zawartego w tym numerze to może śmiało wysiąść i wcisnąć "stop". Chyba wiadomo, czego można się spodziewać po utworze, którego tytuł brzmi "Kuvalaya-Dala" - tak, jest to orientalne granie, raczej uspokajające niż porywające. Dobre połączenie elektroniki z orientalnymi dźwiękami sprawia, że wchłonąłem "Bark Of Sun" - spokojne, hipnotyzujące rytmy z dudniącą elektroniką, a w "Phnom Bakheng" Senmuth postanowił nieco popisać się umiejętnością gry na gitarze i całkiem dobrze to wyszło, a kiedy wkracza dudniący bas to ten numer nabiera prawdziwych kolorów. Ciężko mi jest coś napisać o dalszych numerach, bo są podobne do tych pierwszych...ale jednocześnie inne. Tzn. mimo tego, że Senmuth jest niezwykle płodnym muzykiem to nie ma na "Bark Of Ra" kompozycji stworzonych na zasadzie "kopiuj-wklej". Podróż, w którą zostajemy zabrani obraca się w klimatach orientalnych (azjatyckich i afrykańskich) z dużą rolą elektroniki i muzyki gitarowej. Trzeba docenić umiejętności kompozytorskie Senmutha. Polecam naprawdę sprawdzić ten album, bo niesamowicie odpręża.
Ocena: 7,5/10
piątek, 28 sierpnia 2009
Glenn Danzig - Black Aria II (2006)
Glenn Danzig - Black Aria II
Rok wydania: 2006
Tracklista:
01. Overture: Winged Night Demon
02. Abandonment / Recreation
03. Zemaragad
04. Lamia
05. Bridal Ceremony of the Lilitu
06. Dance of the Succubi
07. Unclean Sephira
08. LCKR
09. The Succubus Feeds
10. Shiddin
11. Demons Reprise
12. Lamenta Lillith
13 lat po wydaniu swojego pierwszego solowego albumu Glenn po raz drugi zaatakował swoich fanów albumem, który w tytule ma "Black Aria" - jest to oczywiście druga część LP wydanego w 1993 roku. I po raz drugi Glenn postanowił znowu dać upust swoim fantazjom i nagrał "Black Aria II", tym razem materiał jest dłuższy o 10 minut - czyli w sumie dostajemy prawie 35 minut muzyki. Klimat tego wydawnictwa jest podobny, ale to w końcu kontynuacja, więc zdziwiłbym się gdyby znacząco odstawał od części pierwszej. Można dojść do wniosku, że Glenn po prostu postanowił trochę zarobić i dlatego wydał drugą część, która była zapowiadana od jakiegoś czasu - i pewnie trochę jest w tym prawdy, ja wolę naiwnie wierzyć, że po prostu chciał uraczyć swoich fanów odmiennymi od danzigowych brzmieniami. Album niemal równie dobry jak pierwsza część - ma trochę słabszych momentów (np. utwór "Unclean Sephira"), ale nadrabia to tymi lepszymi ("Ouverture" czy "Shiddin").
Glenn Danzig - Black Aria (1993)
Glenn Danzig - Black Aria
Rok wydania: 1993
Tracklista:
01. Overture of the Rebel Angels
02. Conspiracy Dirge
03. Battle for Heaven
04. Retreat and Descent
05. Dirge of Defeat
06. And the Angels Weep
07. Shifter
08. The Morrigu
09. Cwn Anwnn
Warto wspomnieć o tym albumie Glenna. Nie jest to co prawda regularny album Danziga i każdy kto myślał inaczej na pewno się srogo zawiódł. Dla mnie jest to pokaz umiejętności kompozytorskich Glenna - a raczej umiejętności komponowania muzyki poza metalowej. I według mnie sprawdził się w tym bardzo dobrze - bo udało się na "Black Arii" otrzymać odpowiedni klimat: mroczny i przytłaczający. Nie ma tutaj mowy o chwytliwości, czy porywających melodiach, bo nie o to w tej muzyce chodzi. Sam materiał zawarty na "Black Arii" nie jest długi, bo to niecałe 25 minut muzyki. Ale płyta obrośnięta już swoistym kultem. Dla mnie jest to bardzo ważne dzieło w dyskografii Glenna. Nie ocenię tego albumu, bo nie czuję się do tego odpowiednią osobą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





