Od razu na początku pojawił się problem - albo ja byłem źle poinformowany, albo czegoś nie doczytałem. Koncert miał się zacząć w okolicach 19, a tymczasem dopiero gdzieś o 20:30 wyszli goście z Bullet Monks (niby na forum Progresji widniało info o tym, że wpuszczają od 19, ale koncert zaczyna się o 20:30). W sumie dali czadu. Początek może mieli nie najlepszy, bo widać, że mało kto potrudził się przed koncertem, żeby posłuchać ich albumu. No, ale nieważne. W końcu pojawiło się kilka osób, które zachowywały się jak na jakimś hardcore'owym koncercie. A Bullet Monks na scenie wylewali z siebie siódme poty popijając przy tym Żywca. Zagrali oczywiście nowy kawałek, który zaprezentował się naprawdę nieźle. Wydaje mi się, że ten band ma przed sobą świetlaną przyszłość. Zespół miał dobry kontakt z publicznością - zresztą na każdym kroku podkreślali, jak to dobrze wrócić do Warszawy na koncert (poprzednio grali w listopadzie 2009).
%2B-%2B26.02.2010.jpg)