Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Prosto z półki: Torture Killer - Swarm! (2006)

Torture Killer - Swarm!

Data wydania: 20.02.2006
Gatunek: death metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Swarm!
02. Forever Dead
03. A Funeral for the Masses
04. Multiple Counts of Murder
05. Obsessed with Homicide
06. Sadistic
07. Cannibal Gluttony
08. I Killed You
09. Heading Towards the Butchery
10. A Violent Scene of Death

Skład:
Chris Barnes - wokal
Jari Laine - gitara
Tuomas Karppinen - gitara
Kim Torniainen - gitara basowa
Tuomo Latvala - perkusja

Torture Killer to przedziwna kapela. Formacja zaczęła swoją działalność w 2002 roku jako cover band zespołu Six Feet Under. Wówczas załoga kierowana przez Chrisa Barnesa miała na swoim koncie pięć albumów studyjnych. Tymczasem debiutancki materiał Torture Killer miał problemy z wydawcą - okładka, jak i teksty numerów były zbyt szokujące, więc drukarnia odmówiła wydruku książeczek do płyty "For Maggots to Devour" z 2003 roku. Nie jest to nic dziwnego biorąc pod uwagę fakt, że np. okładki albumów Cannibal Corpse są nadal cenzurowane w Niemczech. Jednakże takie problemy w death metalowym światku tylko przysparzają popularności i do tego Torture Killer musiało sprzyjać szczęście, bo na drugim studyjnym wydawnictwie za sitkiem miał stanąć Chris Barnes, muzyk, którego kapelę nie tak dawno panowie z Torture Killer coverowali.

sobota, 27 czerwca 2015

Chrome Division vs Chrome Division

Są kapele, w których zmiana wokalisty jest niezauważalna. W takich przypadkach to muzycy są ważniejsi od samego "śpiewaka", który staje się tylko wypełniaczem. Ale są też formacje, w których zmiana wokalista jest równa wybuchowi wulkanu, uderzeniu fali tsunami, albo też eksplozji elektrowni jądrowej. W tym przypadku to wokalista stoi na froncie i to głównie z nim kojarzona jest dana grupa, instrumentaliści są tylko dopełnieniem warstwy wokalnej. Jeżeli chodzi o norweską kapelę Chrome Division to zdecydowanie bliżej jej jest do tego drugiego przypadku.

środa, 28 sierpnia 2013

Na skróty - odcinek 18

Ponad pół roku od poprzedniego odcinka "Na skróty" czas wrócić do cyklu. Drugi odcinek w 2013 roku poświęcam core'owym wydawnictwom, które dowodzą sporej różnorodności gatunkowej. Wśród nich znalazł się jeden polski album, jeden album sprzed kilku lat i w jeden naprawdę przypadkowy, który dziwnym trafem trafił w moje ręce.

Raised Fist - Sound Of The Republic (2006)
Hedfirst - 44 (2012)
Behold The Kingdom - The Eyes of the Wicked Will Fail (2011)

piątek, 25 marca 2011

Na skróty - odcinek 2

Dzisiaj w "Na skróty" trzy zupełnie inne albumy, zupełnie innych kapel, ale pochodzących ze Stanów Zjednoczonych. Najpierw heavy metalowy tribute dla George'a Martina, później brutalna wojna od Skinless, a na koniec melodyjna odskocznia od Straight Line Stitch.

- Winterfell - The Veil Of Summer (2005)
- Skinless - Trample The Weak, Hurdle The Dead (2006)
-  Straight Line Stitch - The Fight of Our Lives (2011)



niedziela, 26 grudnia 2010

Noctiferia - Slovenska Morbida (2006)


Noctiferia - Slovenska Morbida
Noctiferia na myspace

Data wydania: 2006
Gatunek: industrial metal
Kraj: Słowenia

Tracklista:
01.    Fabrica    00:53   
02.    Der Fall Der Fallenden    04:08
03.    Bring Out The Beast    03:57
04.    Turn Away    04:52
05.    So Devoid    04:15
06.    Anyone    04:47
07.    Forebang    04:32
08.    Out Of Play    04:41
09.    Slovenska Morbida    02:42   
10.    Evil Against Evil    05:11
11.    Mara    03:37

Skład:
Gianni Poposki - wokal, dodatkowa perkusja
Igor Nardin - gitara, klawisze
Roman Fileš - gitara
Uroš Lipovec - gitara basowa
Matjaz Grgeta - perkusja


"Slovenska Morbida" to drugi album studyjny Noctiferia - "Baptism At Savica Fall" z 1998 roku ma status demówki, więc nie biorę pod uwagę tego wydawnictwa. Debiutanckie wydawnictwo to "Per Aspera" z 2002 roku. Wówczas kapela grała kompletnie nie wyróżniający się z tłumu melodyjny black metal, ale o tym szerzej napiszę innym razem. Gruntowna zmiana składu, która nastąpiła po wydaniu "Per Aspera" otworzyła nowy rozdział w działalności zespołu.

piątek, 10 grudnia 2010

First Blood - Killafornia (2006)


First Blood - Killafornia
First Blood na myspace

Data wydania:
2006
Gatunek: hardcore/metalcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. Next Time I See You, You're Dead
02. First Blood
03. Conspiracy
04. Suffocate
05. Execution
06. Victim
07. Conflict
08. Tides
09. Regimen
10. Unbroken
11. Armageddon
12. We Care (bonus track)

Skład:
Carl Schwartz - wokal
Kyle Dixon - gitara
Manuel Peralez - gitara basowa
Brandon Thomas - perkusja

First Blood to najprawdziwsza kapela hardcore'owa z Bay Area - przynajmniej tak się reklamują na swoich t-shirtach z mercha. Band powstał w 2002 roku, a "Killafornia" to ich debiutancki materiał - przed nim nagrali tylko epkę składającą się z pięciu utworów i split z kapelą Blacklisted. W tym momencie kapela ma na swoim koncie również drugi album studyjny o tytule "Silence Is Betrayal" wydany w 2010 roku - od tego materiału rozpocząłem przygodę z tym bandem. Ale to recenzja "Killafornia", więc rozpocznę od samego początku...

niedziela, 28 listopada 2010

Raunchy - Death Pop Romance (2006)

http://img12.imageshack.us/img12/8484/1chwv5q3jomeqcdme4kn.jpg

Raunchy - Death Pop Romance
Raunchy na myspace

Data wydania: 2006
Gatunek: industrial metal/alternative metal/nu-metal/metalcore
Kraj: Dania

Tracklista:
01. This Legend Forever
02. Abandon Your Hope
03. Phantoms
04. The Curse Of Bravery
05. Remembrance
06. Live The Myth
07. City Of Hurt
08. Persistence
09. The Velvet Remains
10. Farewell To Devotion

"Death Pop Romance" to przełomowy album w dyskografii Raunchy - powód jest bardzo prosty, zmiana wokalisty prowadzącego. Lars opuścił kapelę w 2004 roku, ale jeszcze śpiewał na wydanym w tym samym roku "Confussion Bay". Dość szybko kapela znalazła zastępcę Larsa, został nim Kasper Thomsen. Kolejnym przełomem było podpisanie przez kapelę kontraktu z wytwórnią LifeForce Records w 2005 roku. To duży krok dla tej kapeli, chociaż "Confusion Bay" zostało wydane przez jeszcze większą wytwórnię jaką jest Nuclear Blast.

środa, 6 października 2010

Stonegard - From Dusk Till Doom (2006)



Stonegard - From Dusk Till Doom

Stonegard na myspace

Rok wydania: 2006
Gatunek: stoner metal/heavy metal
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01. From Dusk Till Doom
02. The Last Good Page
03. Morpheon
04. Crooked Feathers
05. Helios, Cursed
06. Rescue
07. S&C
08. Blade
09. Locust


Następcą albumu "Arrows" wydanego w 2005 roku był "From Dusk Till Doom". Wielbiciele Stonegard nie musieli długo czekać, bo nowy album pojawił się już w 2006 roku, a jego reedycja miała miejsce w 2008 - dodatkowo zawierała drugą CD z niepublikowanymi wcześniej materiałami. W każdym razie album "Arrows" był bardzo dobry i dawał sporą nadzieję na to, że kapela nagra jeszcze lepszy LP, czy faktycznie tak było?

To czego nie można odmówić "From Dusk Till Doom" to przebojowość. Już pierwszy kawałek porywa i rozrywa na strzępy. Wokalnie jest dziwnie, ale do barwy Torgrima można bardzo szybko się przyzwyczaić. Utwór tytułowy po prostu miażdży i jest jednym z najjaśniejzych punktów tego wydawnictwa. Do tego muzyka zawarta na tym albumie jest dziwne lekka, chociaż nie brakuje też mieszania - dobrym przykładem jest tutaj drugi kawałek na albumie, który zaczyna się dość agresywnie, przechodzi w przebojowość, aż nagle zwalnia. Podobnego układu moża się tutaj często spodziewać. Momentami nawet zastanawiałem się, czy Stonegard na pewno grają stoner i faktycznie ciężko jest to jednoznacznie stwierdzić. Łatka stoner na pewno tutaj nie zawodzi, ale to zwykły stoner nie jest, tym bardziej nie jest to stoner/doom, chociaż zdarzają się i doomowe zagrywki gitarowe - np. w kawałku "Rescue" czy "Blade". Tyle, że energiczny wokal Torgrima w żadnym wypadku nie pasuje do stylistyki doom. W każdym razie jest jednak nieco słabiej niż na "Arrows", ale nie można panom ze Stonegard odmówić świetnie wykonanej roboty. Słychać, że mieli pomysł na swoją muzykę, chociaż jak już wspominałem najbardziej charakterystycznym elementem Stonegard był właśnie wokal Torgrima.

Niestety w 2008 roku, kiedy ich album "From Dusk Till Doom" miał swoją premierę ogólnoświatową kapela postanowiła zawiesić swoją działalność. Szkoda, bo mimo tego, że drugie wydawnictwo jest nieco słabsze od debiutu to jednak jest to bardzo solidny materiał, a kapela mogłaby zaskoczyć jeszcze niejednym dobry, albo nawet bardzo dobrym LP. Jeśli komuś podobał się album "Arrows" to spokojnie może sięgnąć również po "From Dusk Till Doom".

Ocena: 7,5/10

piątek, 10 września 2010

Battered - Battered (2006)



Battered - Battered

Rok wydania: 2006
Gatunek: thrash metal
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01. Oblivion Awaits
02. New Lament
03. Demagog
04. Not One
05. The Dig
06. Industrial Killing
07. Perfect Illusion
08. Parasight
09. The Flagellant
10. Derelict

W 2004 roku członkowie norweskiej formacji Einherjer postanowili, że ich drogi się rozejdą, a pożegnalną płytą grającej viking metal grupy miał być wydany w 2003 roku "Blot". Na szczęście rozpacz fanów kapeli Einherjer nie trwała długo, bo już w 2004 roku panowie Frode Glesnes, Aksel Herløe i Gerhard Storesund wraz z nowymi znajomymi, którzy występowali w nieznanej mi kapeli Headblock - Sigurdem Olaisenem i Ole Moldesætherem powołali band Battered. Jeszcze w tym samym roku zespół nagrał demo, na które składały się trzy kawałki, a w 2006 za sprawą Candlelight Records wydali swój debiutancki album, którego tytuł brzmi "Battered".

Co też może grać kapela, której większość składu, grała do tej pory black metal (amatorsko), a później viking metal? Oczywiście, że thrash metal w świeżej oprawie. I pisząc krótko i najprościej jak się da - zniszczenie rozpoczyna się wraz z pierwszym kawałkiem. Utwór "Oblivion Awaits" jest jednym z ciekawszych numerów na tym albumie, jednocześnie bardzo reprezentatywnym dla całości. Masa energii, ciężko bijąca perkusja i niezwykle charakterystyczny wokal Sigurda. Drugim killerem jest utwór "Not One", który jednocześnie promował album, ponieważ został wybrany jako kawałek, do którego nakręcono klip. Dodatkowym atutem tego numeru jest udział Glesnesa jako backing wokal. Jest to plus oczywiście dla wielbicieli Einherjer. I przyznam, że lepszego utworu do promocji "Battered" nie mogli sobie wybrać, chociaż szkoda, że nie nakręcili też klipu do "Oblivion Awaits". Czy w związku z tym, że na albumie są tylko dwa mocarne killery to oznacza, że pozostała część albumu na nic się nie nadaje? Oczywiście, że nie. Całość masakruje. Thrash jaki gra Battered w żadnym wypadku nie nudzi, nie jest to granie pod wielkich. Słychać tutaj raczej nowoczesną szkołę grania thrashu. A takie numery jak "Demagog" czy "Derelict" nawet nie brzmią do końca jak thrash. Oczywiście thrashowych wymiataczy też tutaj nie brakuje - "New Lament", "Industrial King" czy "Perfect Illusion", w którym również na wokalu udziela się Glesnes to prawdziwe thrashowe potwory. Ciężko się na tym albumie doszukiwać nudy, wtórności, czy słabych utworów. Oczywiście panowie z Battered nie grają czegoś niezwykle odkrywczego, ale też nie rżną na żywca od innych thrashowych kapel. Można nawet powiedzieć, że jest to trochę progresywny album, który nie ogranicza się wyłącznie do thrashu.

Tym albumem trzech wojowników z Einherjer na pewno narobiło wielbicielom tej kapeli sporo radości. Dla mnie był to niezwykle ważny album, który ponownie skierował moje kroki w kierunku thrash metalu, ale niestety tego typu albumów znalazłem naprawdę niewiele. W każdym razie album niszczący, wpadający w ucho - zarówno dzięki świetnym partiom wokalnym, jak i dzięki thrashowym melodiom, ale również dzięki wykorzystaniu nie do końca thrashowych patentów. Takie hiciory jak "Not One" czy "Oblivion Awaits" na długo w głowie i ciężko się ich pozbyć. Szkoda tylko, że kapela od 2006 roku milczy, a zapewne przez to, że Einherjer został reaktywowany to Frode Glesnes, Aksel Herløe i Gerhard Storesund nie będą mogli poświęcić się nagraniu drugiego albumu Battered, a szkoda, bo ich świeże spojrzenie na thrash bardzo by się teraz przydało.

Ocena: 8,5/10

czwartek, 8 lipca 2010

Paul Stanley - Live To Win (2006)



Paul Stanley - Live To Win

Data wydania: 2006
Gatunek: hard rock
Kraj: USA

Tracklista:
01. Live To Win 03:08
02. Lift 04:04
03. Wake Up Screaming 03:00
04. Every Time I See You Around 03:28
05. Bulletproof 03:01
06. All About You 03:17
07. Second To None 03:35
08. It's Not Me 03:20
09. Loving You Without You Now 03:17
10. Where Angels Dare 03:23

Dokładnie 24 października 2006 roku miał premierę pierwszy solowy album Paula Stanleya i póki co ostatni. Oczywiście nie zaliczam tutaj koncertowego dvd, które ukazało się w 2008 roku. Akurat tak się przytrafiło, że KISS nie nagrywało nic nowego od 1998 roku, więc Stanley miał trochę czasu nad komponowaniem materiału na swój album. Do współpracy wokalista KISS zaprosił znanych muzyków takich jak John 5, czy Bruce'a Kulicka, który w latach 80-90 grał w KISS. Czy Paul Stanley ma wystarczającą siłę przebicia?

Okazuje się, że jak najbardziej, ale żeby docenić "Live To Win" trzeba lubić KISS. Taka zależność zapewne nie cieszy Stanleya, który jak już wspomniałem całkowicie chciał odciąć ten materiał od swojego macierzystego bandu. Jak się jednak okazuje śpiewając w jednej kapeli ponad 30 lat ciężko się od niej odciąć - już pomijam fakt, że jego wokal automatycznie kojarzy się z KISS. Ale wracając do "Live To Win" - co też znajduje się na tym albumie? Dużo przebojowego, rockowego grania. Hitów jest tutaj naprawdę sporo i dziwne, że ten album nie zbierał zbyt pochlebnych opinii. Chociaż początkowo też nie byłem zbyt oczarowany tym materiałem, ale dwa czy trzy odsłuchy wystarczyły, żeby docenił nawet kawałek tytułowy, który z początku wydawał mi się kompletnym gniotem - głównie z uwagi na refren, który zapewne świetnie sprawdza się podczas koncertów. Z takich hiciorów należy wymienić na pewno "Wake Up Screaming", Every Time I See You Around", kissowaty "Bulletproof", "All About You". To są prawdziwe przeboje, które bardzo szybko wpadają w ucho i automatycznie nastawiają pozytywnie do tego wydawnictwa. Paul jak się okazuje jest naprawdę dobrym wokalistą - chociaż jego zawsze najbardziej ceniłem wśród wszystkich wokali KISS, więc mogę być lekko nieobiektywny przy takich stwierdzeniach. Natomiast instrumentaliści po prostu odwalają swoją robotę, nie ma tutaj jakichś powalających partii gitarowych, czy innych - a dużą rolę podobno odgrywają tutaj partie fortepianowe. W każdym razie na pierwszym planie znajduje się Paul Stanley i mi to w zupełności wystarcza. Przy okazji najlepszych kawałków nie wymieniłem żadnej ballady, ale tych wcale na albumie nie brakuje i nie należą też do średniaków. Przede wszystkim muszę wyróżnić kawałek "Second To None". Może i jest to przesłodzona ballada, ale je po prostu świetna. Wpada w ucho, delikatna linia fortepianowa przebijająca się momentami przez perkusję brzmi naprawdę ciekawie. A sam Paul po prostu czaruje swoim wokalem. "Loving You Without You Now" to już nie tak dobry numer, jak ten, który wymieniłem przed chwilą, ale można powiedzieć, że jest niezły. Te zrywy w refrenie czynią ten kawałek mniej płaczliwym niż "Second To None", ale nie czynią go lepszym. Na albumie znajdują się tylko dwa wypełniacze, które do tej pory niespecjalnie wpadły mi w ucho - mam na myśli "It's Not Me" i "Where Angels Dare". Czegoś w nich brakuje, może naprawdę przebojowego refrenu, bo przy pozostałych kawałkach te dwa wypadają raczej blado.

Czy Paul Stanley umie nagrywać solowe albumy? Tak, przynajmniej taka odpowiedź ciśnie mi się na usta po kilkudziesięciokrotnym przesłuchaniu "Live To Win". Czy potrafi się odciąć od KISS? Nie do końca, bo w każdym prawie kawałku znajdującym się na tym albumie można usłyszeć elementy muzyki KISS, chociaż Paul postarał się nawet, żeby pojawiły się tutaj różne nowoczesne elementy (jak elektronika). W każdym razie, jeśli ktoś lubi wokal Stanleya i chce posłuchać kilku prawdziwych przebojów to nie mógł lepiej trafić. "Live To Win" to album kompletnie nieodkrywczy, wtórny i zapewne pozbawiony wartościowej muzyki - ale jakże wciągający, wpadający w ucho i sprawiający, że po prostu chce się do niego wracać. I w końcu werdykt - słyszałem kilka solowych wydawnictw muzyków KISS, ale solowy album Paula Stanleya stawiam na najwyższym miejscu na podium.

Ocena: 8/10

czwartek, 20 maja 2010

Lovex - Divine Insanity (2006)



Lovex - Divine Insanity

Lovex na myspace

Rok wydania: 2006
Gatunek: electro-gothic metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Buffet for the Pain
02. Guardian Angel
03. Oh How the Mighty Fall
04. Remorese
05. Bleeding
06. Anyone, Anymore
07. Wounds
08. Die a Little More
09. Yours
10. Shout
11. Halfway
12. Divine Insanity

Lovex to fińska kapela, która własnie albumem "Divine Insanity" zadebiutowała - na swoim koncie mają jeszcze album wydany w 2008 roku o tytule "Pretend Or Surrender". Z tego co pamiętam kiedyś go słyszałem, ale nic mi po nim nie zostało. W końcu postanowiłem sięgnąć po debiut, chociaż jak już wspomniałem muzyki tej kapeli kompletnie nie koarzyłem, jedynie ta charakterystyczna nazwa gdzieś w mi w głowie siedziała.

I co tutaj mamy? Jak się okazuje nazwa kapeli w 100% oddaje muzykę jaką grają. Czyli jest słodko, miękko i lekko przebojowo. Wszystko to zostało wyposażone w elementy elektroniki, ale industrial jest tutaj dodatkiem, na pierwszym miejscu stoi jednak gothic metal w stylu późnego HIM. Jaki jest największy problem tego wydawnictwa? Ano taki, że jest to za miękkie, momentami staje się wręcz mdłe. Sam wokalista śpiewa bez jakiegoś większego zaangażowania i dysponuje raczej oklepaną barwą. Same numery nie wciągają, co dodatkowo świadczy na niekorzyść tego wydawnictwa. Poza tym podczas odsłuchu miałem wrażenie, że ta muzyka jest dedykowana do zbuntowanych nastolatek, które chciałby być gotkami, ale rodzice im nie pozwalają. No cóż, nie dla mnie ten album - a tak, elektronika pełni tutaj rolę "wkurwiacza", czyli jest wciskana tam gdzie nie trzeba i w formie takiej, jaka nie przystoi.

Ocena: 4,5/10

piątek, 26 marca 2010

Mors In Tabula - Blemish (2006)



Mors In Tabula - Blemish

Mors In Tabula na myspace

Rok wydania: 2006
Gatunek: industrial/electro metal
Kraj: Grecja/USA

Tracklista:
01. Into The Maze 01:34
02. Passion Immured 03:54
03. Bloodpath 03:35
04. MK Ultra 04:20
05. Behold The Sin 03:56
06. The Void 01:56
07. Noctifer 04:38
08. Netter-Khertet 05:29
09. Eye Of The Abbys 03:56
10. Sirens Call 04:30

Ta grecko-amerykańska kapela zrodziła się w 2003 roku za pośrednictwem George'a Juliusa (wokal, gitara). Dopiero 3 lata od czasu powstania udało im się nagrać pierwszy pełny album studyjny - "Blemish". Rok później z kapeli odszedł Harry Notifer i w tym momencie w kapeli pozostaje George Julius i perkusista Mike Lord. Kapela zapowiada nowe wydawnictwo na rok 2010.

Album rozpoczyna tajemnicze intro "Into The Maze" (muzyka niczym z jakiegoś filmu), a już w "Passion Immured" wszystko się wyjaśnia - tzn. wiadomo z czym będziemy mieli do czynienia. Kawałek otwiera demoniczny śmiech i wkraczają gitary wpierane przez elektronikę, a po chwili pojawia się również przesterowany wokal. Momentami elektronika wywołuje chaos, który zaraz jest stawiany do pionu przez gitary w rammsteinowym stylu. "Bloodpath" jest w sumie podobny, chociaż tutaj elektronika jest wysunięta na przód, natomiast gitary stanowią tło. I następuje zmiana wokalu - pojawiają się oczywiście przestery, ale trzon stanowi odhumanizowany skrzek. "MK Ultra" jest chyba najlepszym numerem na tym albumie - kawałek, w którym elektronika i gitary współgrają ze sobą i tworzą jedną spójną całość. Tutaj dodatkowo pojawia się niepokojący klimat. Na "Behold The Sin" nie ma nic specjalnego - ot taki sobie standard. Przesłuchałem go kilka razu, ale no nic mi się nie rzuca tutaj w uszy - bo mocne basy są i w innych kawałkach. Za to przerywnik "The Void" jest świetny. Znowu mamy do czynienia z posępną i tajemniczą muzyką. Brzmi to jak ścieżka dźwiękowa do jakiegoś horroru. Numer "Noctifer" jest słaby - nie podoba mi się tutaj wokal, a elektronika też w sumie jest denerwująca - jakieś takie pykanie niczym z programu "Przybysze z Matplanety". 5-minutowy "Netter-Khertet" już trochę lepszy, a przede wszystkim ostrzejszy, chociaż tutaj też jest ta dziwna elektronika. No nie wiem, kawałek lepszy, ale i nie tak dobry jak te z początku albumu. "Eye Of The Abyss" rozpoczyna się jak zwykły kawałek techno, ale w końcu wkraczają gitary i dalej idzie całkiem nieźle. Nie ma tutaj przesadnych basów, nie ma dyskoteki, jest za to całkiem ciężkie granie. Kolejny utwór jest podobny, chociaż nie ma tutaj techno na początku, a jest mroczne intro. Kawałek jest dość klimatyczny, ale i ciężki, wręcz mechaniczny. Bardzo dobre zakończenie albumu.

"Blemish" to dziwny album. Niby wszystko jest na miejscu, ale ta elektronika momentami jest zbyt karykaturalna - jak już wspominałem pojawiają się dźwięki rodem z programu "Przybysze z Matplanety". W każdym razie na tym albumie jest dość różnorodnie - mamy też kawałki lepsze i gorsze. Mors In Tabula na pewno nagrali album nierówny, bo taki "The Void" jest zdecydowanie lepszy niż niektóre z pełnych kawałków, a należy pamiętać, że "The Void" to zaledwie 2 minutowy przerywnik. W każdym razie album dobry i tylko dobry.

Ocena: 7/10

wtorek, 23 marca 2010

Discipline - Downfall Of The Working Man (2006)



Discipline - Downfall Of The Working Man

Discipline na myspace

Rok wydania: 2006
Gatunek: hardcore/punk/streetpunk/rock'n'roll
Kraj: Holandia

Tracklista:
01. Belief
02. Downfall of the Working Man
03. Strength To Live
04. Hell Is For Heroes
05. Boys Will Be Boys
06. Road To Freedom
07. Red & White Army
08. No Surrender
09. When I’m Dancing I Ain’t Fightin’
10. End of the Road
11. From Vengeance To Victory
12. Words Out of Life

Aż 4 lata trzeba było czekać aż zespół przestanie koncertować i promować swój poprzedni album "Saints & Sinners" i wejdzie do studia, żeby nagrać nowy materiał na póki co ostatni studyjny album - "Downfall Of The Working Man". Zresztą po świetnym poprzedniku zespół musiał mocno przysiąć i napisać kolejną garść hitów, bo inaczej byłaby tragedia.

Na szczęście goście z Discipline to już doświadczona ekipa, która na scenie muzycznej działa od 1990 roku i nie zawiodła. Album rozpoczyna mocno przebojowy i rock'n'rollowy "Belief". I tak jak na poprzedniku nie mamy tutaj jakichś wywijasów, łamania, czy czegoś w tym stylu - jest za to czysta, prosta energia i to w dużej ilości. Numer tytułowy już nie tak dobry, chociaż refren jak zwykle niszczący. Za to całkiem niezłe partie gitarowe. "Strenght To Live" to jeden z największych hitów z tego albumu - znowu energetyczna bomba. Refren i mnóstwo jego powtórzeń sprawiają, że po prostu nie da się go ot tak zapomnieć. W tym tkwi siła Discipline i jednocześnie wada - przeciwnicy zbyt wielu powtórzeń nie będą zadowoleni. "Hell Is For Heroes" równie świetny co jego poprzednik. Rock'n'roll najwyższej próby, noga sama tupie do rytmu i o to chodzi. "Boys Wil Be Boys" jest trochę denerwujące - nie mam nic przeciw powtórzeniom, ale tutaj nabiera to trochę karykaturalnego wyrazu. Chociaż sama muzyka jest świetna. I jak to było na "Saints & Sinners" im dalej tym wcale nie słabiej. Chociaż "Road To Freedom" to żadna rewelacja, za to ten numer został wyposażony w naprawdę świetną melodię. Największym hitem na tym albumie jest "Red & White Army" - numer oczywiście na cześć zespołu PSV Eindhoven i jego kibiców. Świetna nuta, równie dobry tekst, a przede wszystkim kawałek, który wchodzi do głowy i nie chce wyjść. Killer numer jeden an tym albumie. Z dalszych kawałków warto przytoczyć "When I’m Dancing I Ain’t Fightin’" - utwór bardzo zaskakujący, bo nie spodziewałem się po Disciples takiego tematu. W każdym razie całkiem zabawne nagranie. "From Vengeance To Victory" to jeden z hymnów tej holenderskiej kapeli. Świetny numer wpadający w ucho, chociaż nieco przygaszony. Zamykający album "Words Out Of Life" to z kolei taka ballada z rock'n'rollowym rytmem. Dobre zakończenie, takie stonowane.

Album "Downfall Of The Working Man" to znowu prawdziwa kopalnia hitów i ciężko mi wybrać, który z dwóch ostatnich albumów Discipline jest lepszy. Obydwa mają swoje killery, obydwa wypełnione są po brzegi energią i przede wszystkim chce się ich słuchać bez przerwy. W każdym razie tutaj największymi hitami są "Strenght To Live", "Hell Is For Heroes", "Red & White Army" i "From Vengeance To Victory". Wydawnictwo "Downfall Of The Working Man" oceniam tak samo ja "Saints & Sinners" i mam nadzieję, że album planowany na 2010 rok będzie równie niszczycielski.

Ocena: 8,5/10

czwartek, 4 marca 2010

Jesus Chrysler Suicide - Rhesus Admirabilis (2006)

Jesus Chrysler Suicide - Rhesus Admirabilis

Rok wydania: 2006
Gatunek: industrial rock/punk/nu metal
Kraj: Polska

Tracklista:
01. Mad City 03:56
02. Bag Czag 05:22
03. Trzy Miasta 04:34
04. Rotohydra 04:58
05. Maszyna Wykopie Cię w Kosmos 01:30
06. Kariera Metodema 03:43
07. Przyczajka Dentysty 04:44
08. Perpetuum Mobile i Adrenalina 03:53
09. PWDW 02:07
10. Recepta Na Szczęście 00:11
11. Exit 111 05:15
12. Hibernautus Hipnotauzus 05:38
13. Absinthia 05:15
14. Misie 03:51

Skład zespołu:
Tomasz Rzeszutek - wokal, gitara, gitara basowa
Robert Grubman - gitara, dudy
Jerzy Tomczyk - gitara
Marcin Blicharz - gitara basowa, gitara
Krzysztof Żurad - perkusja
Grzegorz Łagodziński - chórki, klawisze

Póki co ostatni album Jesus Chrysler Suicide. Nagrany po 7 latach od premiery bardzo dobrego "Eso Es". Zespół bardzo długo przymierzał się do tego materiału, w związku z czym miałem duże oczekiwania co do tego albumu.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Jungle Rot - War Zone (2006)

Jungle Rot - War Zone

Rok wydania: 2006
Gatunek: death metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Victims of Violence
02. Cut in Two
03. Savage Rite
04. They Gave Their Lives
05. Strong Shall Survive
06. Decapitated
07. Ready for War
08. Ambushed
09. Fight for Life
10. Territoriality
11. Killing Spree

Skład:
Dave Matrise - wokal, gitara
Geoff Bub - gitara
James Genenz - gitara basowa
Neil Zacharek - perkusja

W dwa lata po wydaniu swojego najlepszego albumu jakim był "Fueled By Hate" zespół zaskoczył swoich fanów kolejnym materiałem, który finalnie na półki trafił 27 czerwca 2006. Tytuł płyty brzmiał "War Zone", sam tytuł chyba nie był wielkim zaskoczeniem dla wielbicieli Jungle Rot, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że band ten od samego początku tekstowo krążył wokół wojennych klimatów.

środa, 2 grudnia 2009

Diablo - Mimic 47 (2006)

Diablo - Mimic 47

Rok wydania: 2006
Gatunek: mdm
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Shadow World
02. Damien
03. Together as Lost
04. In Sorrow We Trust
05. Mimic 47
06. Condition Red
07. Kalla (Instr.)
08. Blackheart
09. Kathryn
10. Rebellion of One
11. D.O.A.


Diablo to dziwny zespół - o czym można było się przekonać chociażby słuchając albumu "Icaros", jak i oglądając klip promujący tamten album. Można odnieść wrażenie, że Rainer momentami aż za bardzo chce się upodabniać do Hetfielda. Ale nie o tym chciałem pisać. Lekkie przeniesienie się w czasie (czy "cofnięcie się do tyłu" jak kto woli). W każdym razie postaram się poniżej przedstawić mój ulubiony album Diablo, czyli wydany w 2006 roku "Mimic 47".

wtorek, 3 listopada 2009

The Poodles - Metal Will Stand Tall (2006)

The Poodles - Metal Will Stand Tall

Rok wydania: 2006
Gatunek: hard'n'heavy
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Echoes of the Past
02. Metal Will Stand Tall
03. Night of Passion
04. Song for You
05. Shadows
06. Lie to Me
07. Rockstar
08. Dancing with Tears in My Eyes (Ultravox cover)
09. Don't Give Up on Love
10. Number One
11. Kingdom of Heaven
12. Crying

Jest rok 2006. Nieświadomy rychłego odkrycia The Poodles przeglądam sobie strony internetowe i trafiam na beznadziejną okładkę z zupełnie nie pasującym do niej tytułem albumu "Metal Will Stand Tall". Sprawdzam zespół na youtube, wygląda to jeszcze gorzej niż okładka płyty. Ale zaraz...coś się dzieje, muzyka chwyta w lot, a refren bez wielkiego bólu wbija się do głowy. Numer, na który trafiłem nazywał się "Metal Will Stand Tall".

piątek, 16 października 2009

Book Of Reflections - Chapter II: Unfold The Future (2006)


Book Of Reflections - Chapter II: Unfold The Future

Book Of Reflections na myspace

Data wydania: 2006
Gatunek: power metal
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. Unfold the Future
02. Bringer of the Torch
03. Free My Soul
04. Heal Me
05. Uncover the Lie
06. Ashes to Ashes
07. Make Sure You Don’t Fall
08. Deep Inside
09. Blink of An Eye
10. Got to Get Low
11. Love Conquers All

Skład:
Bjorn Jansson - wokal (Ride The Sky, Beyond Twilight)
Martin LeMar - wokal (Mekong Delta)
Lars Eric Mattsson - gitara, gitara basowa, klawisze, wokal
Anand Mahangoe - gitara (Sphere of Souls)
Eddie Sledgehammer - perkusja
Mistheria - klawisze (Rob Rock, Dickinson, Winterlong)

Drugi album Book Of Reflections pojawił się na półkach sklepowych w 2006 roku, oczywiście skład zupełnie inny niż na pierwszym krążku zapowiadał lekką zmianę stylu - chociażby zmiana klawiszowca na Mistherię, który współpracował z takimi gigantami jak Bruce Dickinson, Rob Rock czy Winterlong.

Tak jak pisałem wcześniej nastąpiły ogromne zmiany w składzie i muzycznie rzeczywiście ten krążek wygląda nieco inaczej niż "Book Of Reflections". Bardzo przyzwoite dwa pierwsze numery nastrajają pozytywnie do dalszej części albumu - przede wszystkim uniknięto tych wciskających się wszędzie partii klawiszowych. Ale to złudzenie mija już w kolejnym numerze, który zaczyna się od plumkania. I nie wiem, czy to jakiś specjalny efekt, ale wokalista w numerze "Free My Soul" beczy jak owca (zwłaszcza w refrenie). "Heal Me" wokalnie jest jeszcze gorszy...pan Mattsson zdecydowanie powinien skupić się na szrpaniu strun w gitarze, a nie na próbach zabawy w pieśniarza. Silenie się na oryginalność w numerze "Uncover The Lie" nie przynosi dobrych efektów, mam wrażenie, że sami do końca nie mieli pomysłu na kompozycję. Wesołkowate "Ashes to Ashes" kompletnie do mnie nie przemawia. Bardzo dobrze wypada "Blink Of An Eye" - czyli można dojść do wniosku, że poza balladami ten zespół nie pownien nic nagrywać. Kolejne kawałki są nudne, nic ich nie ratuje - ballada zamykająca krążek już taka dobra jak "Blink Of An Eye" nie jest - te chórki w ogóle mi tutaj nie pasują i znowu Mattsson na wokalu.

Podsumowując - jeden krążek wart drugiego. Ocena taka sama jak poprzednio. Z tymże tutaj irytujące klawisze ustąpiły nieco miejsca jeszcze bardziej denerwującym wokalizom Mattssona. Drugi krążek może minimalnie lepszy od pierwszego...ale najwyżej o 0,5.

Ocena: 5,5/10

sobota, 10 października 2009

Lordi - The Arockalypse (2006)

Lordi - The Arockalypse

Rok wydania: 2006
Gatunek: heavy metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. SCG3 Special Report
02. Bringing Back the Balls to Rock
03. The Deadite Girls Gone Wild
04. The Kids Who wanna Play with the Dead
05. It Snows in Hell
06. Who's Your Daddy?
07. Hard Rock Hallelujah
08. They Only Come out at Night
09. Chainsaw Buffet
10. Good to Be Bad
11. The Night of the Loving Dead
12. Supermonstars (The Anthem of the Phantoms)

Skład:
Mr. Lordi - wokal
Amen - gitara
OX - gitara basowa
Awa - klawisze, żeński wokal
Kita - perkusja


W dwa lata po wydaniu "The Monsterican Dream" zespół przygotował nowy materiał i wydał album "The Arockalypse". I jeśli ktoś myślał, że otwieracz na poprzednim albumie był oryginalny to tutaj przekroczyli kolejną granicę, bo otwieraczem jest reportaż o tym jakoby potwory atakowały ludzi - i jesteśmy świadkami nieźle wymyślonej scenki, w której giną kolejni dziennikarze. Ale to tylko pretekst, żeby rozpocząć kolejną dawkę przebojowego heavy metalu. Bo już utwór "Bringing Back The Balls To Rock" z charakterystycznym dla Lordi riffem sprawia, że dynia mimo wszystko zaczyna się lekko kiwać w rytm muzyki, ale znowu prawdziwą siłą tego zespołu okazuje się cholernie chwytliwy refren:
"Hail in the name of rock and roll
Hail in the name of rock and roll
Hail in the name of rock and roll
Bringing back the balls
Bringing back the balls to rock"
I jak tutaj nie wtórować chórkom? ;-) Kolejny utwór wcale nie jest słabszy od poprzednika i tak jak tamten posiada niezwykle chwytliwy refren, ale już sam kawałek nie jest tak "napompowany" jak poprzednik - ten mi się kojarzy z numerem The Darkness "Get Your Hands Off My Woman" ;-) Kolejne kawałki już nie są aż tak fajne, czegoś im brakuje. Dopiero jako tako ciekawy jest "Who's Your Daddy?". Utwór, który zespół zaśpiewał na Eurowizji - czyli "Hard Rock Hallelujah" jest też całkiem niezły, ale jak pisałem wcześniej daleko mu do hitów z dwóch pierwszych LP. Nijak nie można postawić go obok takiego "Blood Red Sandman" czy "Devil Is A Looser". Wydaje się jakiś taki posty i jednak mniej chwytliwy. A dalej jest znowu średnio - całkiem przyjemne kawałki, ale nadal brakuje im tego czegoś, czego było wystarczająco na "Get Heavy" i "The Monsterican Dream". Ciekawy wydaje się "The Night Of The Loving Dead" - bardzo fajne partie gitarowe i przyjemny, chwytliwy refren. A ostatni numer jakiś taki na siłę.

Ten album zdecydowanie odstaje od poprzednich. Widać, że zespół trochę opadł z sił i krążek wyszedł trochę na wymuszony. Na "The Arockalypse" jest w sumie niewiele hitów, bo wymienić można tylko 3, ewentualnie jeszcze 2, które są bardzo dobre.

Ocena: 7/10

By Night - A New Shape Of Desperation (2006)

By Night - A New Shape Of Desperation

Rok wydania: 2006
Gatunek: metalcore z elementami thrashu
Kraj: Szwecja

Tracklista:
01. It Starts Within (intro)
02. The Truth is Sold
03. People Like You
04. Through Ashes We Crawl
05. Same Old Story
06. Dead Eyes See No Future
07. Walls Of Insecurity
08. Idiot
09. Forsaken Love
10. Cursed By The Thought
11. Time Is Running Out

By Night to szwedzki zespół, który swoją działalność rozpoczął w 1999 roku, ale przez szereg lat nagrywał jedynie demówki - pierwszy LP tego bandu pojawił się dopiero w 2005 roku, a rok później udało im się nagrać "A New Shape Of Desperation", który ukazał się pod szyldem znanego Lifeforce Records. I właśnie ten album będzie tutaj pokrótce zaprezentowany.