sobota, 18 lutego 2017

Varmia - Z Mar Twych (2017)

Varmia - Z Mar Twych

Data wydania: 28.02.2017
Gatunek: black metal/pagan metal
Kraj: Polska

Tracklista:
01. Świt
02. Slava!
03. Wściekłość
04. Ptak
05. Gorej
06. Omnikorona
07. Warmia
08. Gali
09. In Tenebris

Skład:
Lasota – wokal, gitara
Ćwiara – gitara basowa, chórki
Kruszyn – perkusja
Piotr – tagelharpa, instrumenty perkusyjne, didgeridoo

Recenzja powstała dzięki Via Nocturna.

Varmia to zupełnie nowa kapela, o której próżno szukać informacji w sieci. Zespół składa się z czterech muzyków, którzy postanowili połączyć siły - swoje zamiłowanie do ziemi warmińskiej, wierzeń słowiańskich i metalu, a następnie zebrać to wszystko i przekuć na album. Panowie zdecydowali się pójść o krok dalej niż sięga stara i wiecznie aktualna zasada dotycząca black metalu, która mówi, że prawdziwy jest tylko black metal nagrywany w garażu. Muzycy postanowili uda się do starej stodoły w okolicy jeziora Luterskiego na Warmii i w tych spartańskich warunkach zarejestrowali swój debiutancki materiał, który został zatytułowany "Z Mar Twych".


Na "Z Mar Twych" składa się 9 kompozycji, które dają łącznie 51 minut dość zróżnicowanej muzyki balansującej pomiędzy black metalem i mieszanką black metalu z pagan metalem, czy wręcz folkiem. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż w szeregach zespołu znajduje się Piotr, którego głównym zadaniem jest obsługa instrumentów ludowych. Jednak przechodząc do samego materiału. Mimo tego, że ten został zarejestrowany w bardzo surowych warunkach, to brzmienie jest naprawdę dobre i selektywne. Wychodzi na to, że mimo dość niezwykłego miejsca, w jakim było nagrywane, nie jest to wydawnictwo, które można by wrzucić do worka oznaczonego napisem "raw black metal". I w ten sposób udało mi się szybko dojść do wniosku, że panowie wcale nie próbują być "tru" na siłę. W kwestii produkcji ciężko mieć do "Z Mar Twych" jakieś zastrzeżenia. Wszystko jest takie, jakie być powinno. W każdym razie brzmieniowo i produkcyjnie debiutancki album kapeli Varmia pozostawia daleko w tyle ostatnie wydawnictwo Danziga. Pewnie nikogo nie zdziwi, że mój pierwszy kontakt z twórczością grupy Varmia nastąpił wraz z przesłuchaniem promującego płytę numeru "Ptak". I faktycznie, ten kawałek robi bardzo pozytywne wrażenie, jednak nie uznałbym go za reprezentatywny dla całego wydawnictwa. Chociaż idealnie spełnia swoją funkcję i zachęca do zapoznania się z pełnym materiałem.

Album rozpoczyna się od klimatycznego, acz bardzo spokojnego akustycznego numeru zatytułowanego "Świt". Ten wręcz idealnie by się wpasował jako otwieracz na płycie kapeli specjalizującej się w graniu folk metalu/rocka. Na szczęście "Slava!" rozwiewa wszelkie wątpliwości, owszem, dla folku znajdzie się tutaj miejsce, jednak palma pierwszeństwa należy do black metalu. O ile "Ptak" był w stanie mnie skłonić do sprawdzenia zawartości "Z Mar Twych", tak słuchając kompozycji "Slava!" wiedziałem, że na jednym odsłuchu się nie skończy. Sam numer swoją konstrukcją i brzmieniem przypomina mi wczesne wydawnictwa brytyjskiej kapeli Code. Varmia w podobny sposób mieszają growle z czystymi wokalami, które wypadają po prostu świetnie. I naprawdę wystarczy przywołać w swojej pamięci genialną płytę, jaką jest "Resplendent Grotesque", żeby zdać sobie sprawę w jak doskonały sposób można do black metalu włączyć czyste partie wokalne. Na "Z Mar Twych" ta sztuka również się udała. Kolejne kompozycje niewiele ustępują numerowi "Slava!" jednak nie są już tak zaskakujące. Przez cały album przewija się ten pogański duch dawnych wierzeń, dominuje słowiański klimat, który wypełnia każdą najmniejszą nawet lukę, którą muzycy zostawiają w warstwie muzycznej. Oczywiście nie zamierzam tutaj przechodzić kawałek po kawałku, żeby "opisać" debiutancki album Varmii. Natomiast skupię się na tych kompozycjach, które szczególnie wbiły mi się do głowy. Poza wspomnianym już "Slava!" nie mogę przejść obojętnie obok kompozycji "Ptak", od której zacząłem swoją przygodę z twórczością tej formacji. Już sam początek sugeruje niezwykłą surowość i agresję, a jednak dalej jest już tylko lepiej. I w tym przypadku mamy bardzo skandynawski klimat, który został przyobleczony w tekst w języku polskim (zresztą wszystkie numeru na "Z Mar Twych" są w języku polskim) i słowiańskie wierzenia. Zresztą kompozycję "Ptak" możecie sprawdzić na własnych uszach.


Kolejnym rewelacyjnym numerem jest "Omnikorona". Kawałek rozpoczyna się od mocnego uderzenia i dopiero po ostrej jeździe przechodzi w spokojniejsze, bardziej klimatyczne rejony. I tutaj ponownie świetnie sprawdzają się czyste wokale, które występują naprzemiennie z growlami. To najkrótsza kompozycja na "Z Mar Twych", ale również utrzymana w najwolniejszym tempie (co zadaje kłam twierdzeniom, że wolne kompozycje są najdłuższe). Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o utworze zamykającym płytę, czyli trwającym nieco ponad 9 minut "In Tenebris". To numer najdłuższy i najbardziej złożony. Brzmi niczym swoiste podsumowanie debiutanckiego albumu kapeli Varmia. Są tutaj obecne wszystkie smaczki, które przewijały się przez poszczególne kompozycje. Mimo tak mocno nagromadzonej ilości motywów kawałek wypada po prostu świetnie i swoją konstrukcją nieco mi przypomina "The End" z repertuaru szwedzkiej grupy Mustasch.

"Z Mar Twych" to po prostu świetna płyta, w której muzycy w udany sposób połączyli black metalu z motywami pagan metalu i solidną dawką folku. I nie będąc fanem tych dwóch ostatnich gatunków muszę przyznać, że bez nich "Z Mar Twych" nie mógłby się udać. Byłby to po prostu kolejny black metalowy album zasilający coraz prężniej rozwijającą się polską scenę metalową. Tymczasem Varmia zaserwowali bardzo klimatyczny materiał, który jest mocno osadzony w pogańskich klimatach i rejonach warmińskich. Nadal słuchając "Z Mar Twych" czuję, że strzałem w dziesiątkę było wykorzystanie growli oraz czystych wokali, tym bardziej, że jedne i drugiej prezentują wysoki poziom i idealnie się uzupełniają.

Ocena: 5/6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza