sobota, 31 października 2015

Lordi - Scare Force One (2014)

Lordi - Scare Force One

Data wydania: 31.10.2014
Gatunek: heavy metal/hard rock
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. SCG7: Arm Your Doors and Cross Check
02. Scare Force One
03. How to Slice a Whore
04. Hell Sent in the Clowns
05. House of Ghosts
06. Monster Is My Name
07. Cadaver Lover
08. Amen's Lament to Ra II
09. Nailed by the Hammer of Frankenstein
10. The United Rocking Dead
11. She's a Demon
12. Hella's Kitchen
13. Sir, Mr. Presideath, Sir!

Skład:
Mr. Lordi - wokal
Amen - gitara
OX - gitara basowa
Mana - perkusja, chórki
Hella - klawisze, chórki

Lordi chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych fińskich kapel i to nie tylko dla osób słuchających heavy metalu, ale również dla tych, którzy ten gatunek muzyczny traktują jako ostateczną ekstremę. Formacja prowadzona przez Mr. Lordi narobiła sporego szumu w mainstreamie wygrywając konkurs Eurowizji w 2006 roku lansując wówczas utwór "Hard Rock Hallelujah". Oczywiście po tym jednym wyskoku w mainstream Lordi nadal pozostali w heavy metalowej niszy i nagrywali kolejne albumy. W 2014 roku wydali płytę zatytułowaną "Scare Force One", która jest ich siódmym LP w dyskografii.


Prawdę mówiąc od czasu wydania "Deadache" zauważam w twórczości Lordi niepokojące oznaki wyczerpania się formuły, którą przyjęli i realizowali od 2002 roku, kiedy to zadebiutowali albumem "Get Heavy". Ich wydawnictwa "Babez for Breakfast" i "To Beast or Not to Beast" miały lepsze momenty, ale jednak całościowo wypadały najwyżej średnio. Po "Scare Force One" nie spodziewałem się niczego ponad ciągnięcie na siłę oklepanej formuły, która wyczerpała się kilka albumów temu. I nie mogę powiedzieć, żebym się rozczarował siódmym wydawnictwem fińskich potworów. Tradycyjnie album rozpoczyna klimatyczny wstępniak, który prowadzi do pierwszego kawałka, którym jest tytułowy "Scare Force One". I tragedii nie ma, jeżeli jesteście obeznani z twórczością Lordi, to nie będzie też zaskoczenia. Ot trochę powyżej średniej półki ich dotychczasowych dokonań. Sporo klawiszy, wokal wsparty chórkami, czasami jakieś gitarowe szaleństwo (czy to mocniejszy riff, czy krótka solówka). W sumie nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić. Natomiast "How to Slice a Whore" to już szybki i przebojowy numer, który w ostatecznym rozrachunku wypada tak sobie. Owszem można sobie potupać nogą do rytmu, ale kompozycja nie kołacze się po głowie zbyt długo. "Hell Sent in the Clowns" brzmi jak tradycyjny wypełniacz, których na płytach Lordi nigdy nie brakowało. Za to duży plus kapeli należy się za "House Of Ghost", to jeden z tych klimatycznych utworów, za które zawsze lubiłem fińskie potwory (poza tym kojarzy mi się z "Icon Of Dominance" z "Get Heavy"). Formacja nie stawia tutaj na szybkość, ale właśnie na klimat. Na przód wysunięte zostają klawisze, które nadają odpowiedniej atmosfery. Jednym z największych przebojów na "Scare Force One" jest dla mnie "My Name Is Monster". To jest typowy przebój w stylu Lordi i takiego kawałka nie powinno zabraknąć na żadnym wydawnictwie tej grupy. Przebojowy refren i ograny riff sprawiają, że mam wrażenie jakbym już kiedyś słyszał ten numer. Po nieszczególnie wyróżniającym się "Cadaver Love" następuje krótki instrumentalny przerywnik "Amen's Lament to Ra II".


Zaraz po tym singlowy "Nailed By The Hammer Of Frankenstein", który jest lansowany na największy przebój ze "Scare Force One". Ale czy tak faktycznie jest? Na pewno jest to numer lepszy niż "The Riff", który promował "To Beast or Not to Beast". Jeżeli komuś za mało wolnych kompozycji na tym wydawnictwie to niech się szykuje na prawdziwy heavy metalowy walec, którym jest "The United Rocking Dead". Numer prowadzony przez prosty i jednostajny riff pewnie nie raz sprawi, że sobie ziewniecie z nudów. Trochę rozbudzić się można przy niespecjalnie wyróżniającym się "She's A Demon", po którym następuje przerywnik "Hella's Kitchen". I na sam koniec fińskie potwory serwują "Sir, Mr. Presideath, Sir!". I jest to znowu średniak, który nijak nie dorównuje nawet tym średniakom z pierwszych czterech albumów Lordi.

"Scare Force One" niczym szczególnym nie wybija się ponad "Babez for Breakfast" i "To Beast or Not to Beast". Lordi ewidentnie wpadli w jakąś pętlę średniego heavy metalu i nie potrafią z niej wyjść. Ich pierwsze wydawnictwa były świetnym połączeniem przebojowych heavy metalowych kompozycji ocierających się o hard rock i klimatycznych numerów, w których klawisze i atmosfera odgrywały kluczową rolę. Po zawartości "Scare Force One" słychać, że kapela próbuje nadal nagrywać w ten sposób, ale ewidentnie muzycy wyprztykali się z pomysłów. Z tego wydawnictwa mogę polecić tylko kilka kompozycji: "House of Ghosts", "Monster Is My Name" oraz "Nailed by the Hammer of Frankenstein", no jeszcze może kawałek tytułowy. Resztę można sobie odpuścić.

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza