wtorek, 29 września 2015

Electric Deathbeat - Dead Echo Paranoia (2015)

Electric Deathbeat - Dead Echo Paranoia

Data wydania: 10.07.2015
Gatunek: industrial gothic metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. A Parade For Fools
02. Death Beats the Tainted
03. Coal Dust Tears
04. Incantation Code Nr.6
05. Sister Sin
06. Dead Echo Paranoia
07. Oceans Above, Haven Below
08. Cut 'Em Ropes
09. With A Poisonous Kiss
10. X-Stacy In Chains
11. End of Horizon

Skład:
J.V. - wokale, gitara, klawisze/elektronika
A.V. - gitara basowa
J.E.H. - gitara
J.T.H. - perkusja

Formacja Electric Deathbeat zaczęła swoją działalność w 2011 roku, kiedy to jeszcze była jednoosobowym projektem J.V. Dopiero trzy lata później uformował się pierwszy skład tego zespołu i tak kapela zyskała basistę A.V., który jest bratem założyciela Electric Deathbeat. Niedługo później do grupy dołączyli J.E.H. oraz J.T.H. (również bracia) - początkowo obydwaj panowie odpowiadali za partie gitarowe, a perkusistą był Waltteri Väyrynen (Paradise Lost, Vallenfyre). Ostateczny skład uformował się niedługo później i już w czteroosobowej konfiguracji muzycy weszli do studia, żeby zarejestrować debiutancki materiał zatytułowany "Dead Echo Paranoia".




Na pierwszym wydawnictwie Electric Deathbeat znajduje się 11 kompozycji trwających łącznie 48 minut. Po zapuszczeniu pierwszego kawałka pomyślałem, że to naprawdę dobry przebojowy electro-industrial w stylu szwedzkiego Deathstars. Wszystko się zgadzało, brzmienie, elektronika, nawet wokal, który przypomina ten jadowity głos Whiplashera. I tak było do momentu, w którym weszły czyste partie. No po prostu dramat. Nie wiem skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby wstawić śpiewane partie, które nie dość, że są słabe, to jeszcze nie pasują do muzyki. Gdyby wyciąć ten czysty wokal to album tylko by zyskał. Problemem jest nie tylko samo brzmienie tych partii, czy ich umiejscowienie, ale też to, że w śpiewie pojawia się sporo fałszów i jakichś kompletnie nietrafionych ozdobników, które dodatkowo uwydatniają niedopasowanie tego typu wokalu do prezentowanej przez Electric Deathbeat muzyki. A ta jest naprawdę dobra i aż chce się jej słuchać. Zwłaszcza, kiedy jest ona wspierana przez growle, czy jadowite szepty w stylu Whiplashera, które są zrobione po mistrzowsku. Wraz z biegiem zawartości "Dead Echo Paranoia" nawet ten czysty wokal przestaje przeszkadzać, bo dość zgrabnie wtapia się w muzykę. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w "A Parade For Fools", "Death Beats the Tainted" i "Incantation Code Nr.6" brzmi po prostu fatalnie (w tym ostatnim tylko miejscowo). No dobra, ale tak jak wspomniałem ten album jako całość wypada naprawdę dobrze, muzycznie jest tu wszystko na swoim miejscu. I jeżeli ktoś lubi Deathstars, zarówno te spokojniejsze, jak i bardziej przebojowe kompozycje, to "Dead Echo Paranoia" powinien się podobać. Na albumie można trafić nie tylko na typowe goth insdustrial metalowe kompozycje, bo Electric Deathbeat zaserwowali również orientalnie brzmiący numer zatytułowany "Incantation Code Nr.6". Niektóre kawałki są wręcz zdominowane przez inwazyjne klawisze, które przykrywają dosłownie wszystko. W cieniu wówczas stają gitary, wokal, jak i perkusja. Momentami debiut Electric Deathbeat w warstwie muzycznej przypominał mi album "Cypher" fińskiej formacji ...and Oceans (zwłaszcza z powodu tych klawiszy). Zdecydowanie najlepszymi numerami na "Dead Echo Paranoia" są te kawałki, w których nie ma czystego wokalu, albo pojawia się on w ilościach śladowych. Dlatego numerem jeden jest dla mnie "With A Poisonous Kiss", zaraz za nim wstawiłbym "X-Stacy In Chains". Niedaleko tych dwóch stanąłby "Coal Dust Tears", gdzie czysty wokal wypada zaskakująco dobrze. Podobnie ma się sprawa z "Oceans Above, Haven Below" i "Dead Echo Paranoia", z tymże tutaj czyste partie idealnie zgrywają się z elektroniką, dzięki czemu nie rzucają się tak bardzo w uszy. Na duży plus wypada również wolniejszy "Sister Sin".

Electric Deathbeat wystartowali naprawdę udanie, ale jeden element ich wydawnictwa kompletnie nie pasuje do całości. Oczywiście chodzi o czysty wokal, który po prostu nie pasuje do muzyki i brzmi koszmarnie. Zaledwie w kilku numerach spośród jedenastu kapeli udało się tak wpasować partie śpiewane, żeby pasowały do całości kompozycji. Ale te kawałki są absolutnie ozdobą tego wydawnictwa. Numery takie jak "With A Poisonous Kiss", "X-Stacy In Chains", "Coal Dust Tears" czy "Dead Echo Paranoia" to świetne kompozycje utrzymane w klimacie goth industrial metalu, które swoją przebojowością są w stanie przykryć wszelkie niedostatki tego wydawnictwa.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza