środa, 16 września 2015

Na skróty - odcinek 24

Tak, po raz kolejny cykl "Na skróty" miał ruszyć z kopyta, a tymczasem 24 odcinek pojawia się trzy miesiące po 23. No cóż, tak bywa i nie zamierzam dalej strzępić języka, że ta seria będzie ukazywać się regularnie, bo nie będzie. Okazjonalnie będą tu prezentowane kolejne epki. Tym razem jest trochę mieszania, bo jest trochę core'owych klimatów (w sumie to większość), ale nie brakuje też bardziej klasycznej metalowej stylistyki.




You Shall Suffer - We Are Invisible EP
(metalcore/deathcore; 2014; Polska)
FB / Bandcamp

You Shall Suffer to młoda wrocławska kapela, która na swoim koncie ma na razie wyłącznie epkę "We Are Invisible" wydaną w 2014 roku. Na jej zawartość składają się cztery kompozycje. Całość trwa około 18 minut i mniej więcej pokazuje nie tylko warsztat członków kapeli, ale również pomysł na granie metalcore'a z elementami deathcore'a. No właśnie, to nie jest jednolita bryła, którą można po prostu wrzucić do konkretnej szufladki. Kapela serwuje dwa typy wokalu, trzon główny stanowi siłowy core'owy ryk, a okazjonalnie wspiera go dudniący growl. Chłopaki z You Shall Suffer spokojnie mogli optycznie zwiększyć zawartość epki poprzez wydzielenie intro, które stanowi pokaźną część utworu "We Are Invisible". I już ten kawałek pokazuje, że kapela nie zamierza bawić się w żonglerkę melodiami. Muzycznie jest prosto i agresywnie. Owszem pojawiają się ładne ozdobniki gitarowe (nawet solówki), ale główny trzon stanowi wolny napierdol. Kawałek jest solidny i naprawdę może się podobać. Wstęp do "Corporate Bitch" jest trochę myląc,  sprawia wrażenie słabej jakości brzmienia, ale szybko prowadzi do właściwej części utworu. I przyznam, że ten numer spodobał mi się zdecydowanie bardziej niż tytułowy. Siłowy ryk już tak nie razi, gitary siepią aż miło, ale kiedy trzeba to spuszczają z tonu, żeby dać wysunąć się naprzód partiom wokalnym. No i growl pojawia się głównie w refrenach, co jest dość ciekawym rozwiązaniem. "Diggin' Your Own Grave" to zdecydowanie najcięższa kompozycja na tej epce. Tutaj gitary nawet jak zwalniają, to nadal siepią. Nie ma nawet momentu wytchnienia, chociaż nie można mówić w przypadku tego numeru o zabójczym tempie. Wokalnie też jest ciekawiej, bo growle przenikają się z rykami, a te pierwsze już nie są tak sygnalizowane jak w poprzednich kompozycjach. No i gitara, ten otwierający ozdobnik pojawia się też w dalszej części, więc jeśli lubicie takie fikuśne zagrywki w stylu August Burns Red to powinno się Wam spodobać. I na sam koniec jeszcze "Sleeper Must Awake". Znowu gniotące gitary siepiące bez opamiętania. W tym konkretnym kawałku niektóre przejścia wokalne kojarzą mi się z tymi z As They Burn (swoją drogą strasznie szkoda tej kapeli). Kawałek dostaje przyspieszenia w refrenie, a zwrotki są dość wolne, muzyka gniecie i jest naprawdę dobrze. Całościowo epka "We Are Invisible" to kawał dobrej roboty i obiecujący początek nowej kapeli operującej w core'owych klimatach. Numery są przeważnie utrzymane w wolnym tempie, gitary siepią niemiłosiernie, perkusja próbuje przyspieszyć, ale nie wszyscy się jej słuchają, a wokal miota się pomiędzy rykiem i growlem. Trzymając kciuki czekam na jakiś dłuższy materiał. 7,5/10

Burn The Remains - Cutthroat EP
(metalcore; 2014; USA)
FB / Bandcamp

Burn The Remains to metalcore'owa kapela z USA, która swoją pierwszą epkę wydała w 2009 roku. Jakby nie patrzeć 5 lat na scenie do czegoś zobowiązuje i raczej nie powinno być miejsca na amatorkę. Na epkę "Cutthroat" składa się 5 utworów utrzymanych w szybkim tempie dających łącznie 21 minut grania. Materiał zaczyna się dość niepozornie, bo od jakiegoś melodyjnego pitolenia. To na szczęście szybko przechodzi w ostrzejsze klimaty. Chociaż nie ma tutaj szczególnie ostrego siepania gitar, większość odpowiedzialności za ciężar spoczywa na partiach wokalnych. Te faktycznie robią wrażenie i nie chodzi mi o okazjonalnie pojawiające się growle, ale o ryk, który mógłby kruszyć mury. Praktycznie to ten wokal przesłania pozostałe elementy składające się na poszczególne kompozycje. Owszem gitary momentami wysuwają się spośród ryków i nawet zajeżdżają groove metalową stylistyką, ale jednak stanowią one tylko tło dla partii wokalnych. Mniej więcej w połowie kawałka "The Crippler Crossface" muzyka się wycisza, przechodzi niemalże w jakieś post-rockowe klimaty, ale wokalista niewzruszony nadal zdziera gardło. Tak, to on jest tu najważniejszy, a reszta muzyków to zaledwie ozdobniki. Ale epka jako całość wypada naprawdę nieźle, chociaż na dłuższą metę takie energiczne granie utrzymane w jednej linii może zmęczyć. Nawet kiedy muzycy się wyciszają to wokalista dalej ciągnie swoje agresywne partie. Na "Cutthroat" można usłyszeć sporo elementów, które były już wykorzystywane przez wiele innych formacji grających metalcore (nawet pojawiają się "pogadanki" w stylu Unearth), ale przecież sięgając po nowy album z tego gatunku nikt nie spodziewa się awangardowych eksperymentów, świeżości, czy niespodziewanych zwrotów. I nie inaczej jest właśnie na trzeciej epce Burn The Remains. To stary, dobry metalcore, którego fajnie się słucha. 7/10

Dead Earth Politics - Men Become Gods EP
(power metal; 2015; USA)
FB / Bandcamp

Oj, pamiętam debiutancki album Dead Earth Politics. Obcowanie z "The Weight Of Poseidon" to był prawdziwy koszmar. W 2010 roku ta amerykańska kapela serwowała najbardziej generyczny groove metal jaki tylko można sobie wyobrazić. Dlatego nie obeszła mnie w ogóle premiera ich epki z 2014 roku. Ale widząc nowy krótki materiał wydany w 2015 roku postanowiłem jednak sprawdzić, jak to się dzieje, że ta kapela jeszcze istnieje i wydaje nowe płyty (w końcu epka to też płyta, nie?). Na "Men Become Gods" składają się cztery kompozycje, które są utrzymane w klimacie heavy/power metalu z elementami groove metalu. Materiał jest tak siermiężny, że prędzej bym pomyślał, że jest on autorstwa jakiejś niemieckiej formacji. Jeżeli muzycy Dead Earth Politics chcieli się zbliżyć klimatem do grających topornie niemieckich kapel, to w pełni im się to udało. Przy czym nie brakuje tu pitolących gitar, które bardziej kojarzyć się mogą z lżejszymi gatunkami metalu (tak, tymi melodyjnymi). Formacja wprowadziła dwa typy wokalu - szorstki i piskliwy. Tak dla urozmaicenia. Finalnie "Men Become Gods" to materiał zdecydowanie lepszy i bardziej przemyślany niż "The Weight Of Poseidon". Kapela stara się w jakiś sposób łączyć heavy metalowe rozwiązania z tymi znanymi z power metalu i jeszcze gdzieniegdzie upchnąć jakieś groove metalowe myki. Bardzo dobrze, że Dead Earth Politics zdecydowali się zmienić gatunkowy ciężar swojej muzyki, bo tutaj wypadają dużo lepiej. Chociaż ta niespełna 19-minutowa epka też nie robi jakiegoś ogromnego wrażenia, jest to dobra mieszanka lżejszych metalowych klimatów, ale brakuje wyróżników, które pozwoliłyby odróżniać się tej formacji o całej masy podobnie grających kapel. Nie pozostaje nic innego jak czekać na dalszy rozwój tej formacji, teraz chyba trafili na odpowiedni grunt muzyczny.
6,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza