piątek, 4 grudnia 2009

Machinemade God - Masked (2007)


Machinemade God - Masked

Machinemade God na myspace

Data wydania: 24.08.2007
Gatunek: metalcore
Kraj: Niemcy

Tracklista:
01. Forgiven
02. With You
03. For Those Who Care
04. Voices
05. Vengance
06. Who, If Not Us?
07. Place Taken
08. Endlessy
09. And Even Though You're Gone...
10. Next To Me
11. Nemesis
12. Melancholy

Machinemade God to niemiecki zespół, który zasilił scenę core'ową w 2003 roku. Debiutanckim albumem tego bandu był "The Infinity Complex" wydany w 2006 roku. Niemcy supportowali kilka gwiazd niemieckiej sceny core'owej - np. Caliban i Heaven Shall Burn.

24 sierpnia 2007 ukazał się drugi w dyskografii Machinemade God album - "Masked". Na album składa się 12 mieszanych utworów. Dlaczego mieszanych? Bo muzykę tego bandu można przyrównywać do Heaven Shall Burn czy innych tuzów niemieckiej core'owej sceny, ale na drodze stoją przebojowe refreny i melodyjna muzyka w tych rejonach. Z tymże tutaj panowie się postarali, bo refreny przypominają nieco te, które wypracowali sobie Duńczycy z Raunchy. Poza tym zespół mimo dość agresywnego grania przemyca naprawdę dużo melodii, które w samych zwrotkach również ujawniają swoją obecność. Oczywiście jak to bywa z dobrymi albumami z gatunku metalcore, tak i tutaj ma swoje miejsce przerywnik, który ma na celu chociażby chwilowe uspokojenie klimatu. Tutaj taką rolę spełniają "Who, If Not Us?" i "And Even Though You're Gone...". Podczas odsłuchu naszła mnie taka refleksja, że to jest wręcz idealny band do supportowania Caliban - dlaczego? Bo sama struktura kawałków jest podobna do tej, którą prezentuje ekipa Adreasa, tyle, że Caliban w zwrotkach jest zdecydowanie bardziej surowy. Albumu słucha się całkiem nieźle, ale pod warunkiem, że słuchacz toleruje czyste wokale w refrenach i towarzyszące im melodyjne granie. Jeśli nie lubi się takich chwytów to spokojnie można sobie ten album odpuścić. Pozostali będą może nie wniebowzięci, ale na pewno zadowoleni.

Ode mnie jednak ten album otrzymuje ocenę dobry - dlaczego? Bo jednak słychać w tym graniu duże niezdecydowanie. Tak jakby panowie wchodzący w skład Machinemade God nie wiedzieli, czy mają się skupić na melodiach, czy na agresji. Czy mają napierdalać tak, że słuchaczom poodpadają głowy, czy zgłębiać kolejne melodyjne zagrania. Oczywiście z jednej strony to minus, a z drugiej duży plus, bo to niezdecydowanie stylistyczne skutkuje tym, że album jest dość różnorodny i kawałki nie zlewają się ze sobą. Myślę jednak, że więcej zadowolenia ten album przyniesie wielbicielom melodyjnego podejścia do stylistyki core'owej.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza