środa, 2 grudnia 2009

Diablo - Mimic 47 (2006)

Diablo - Mimic 47

Rok wydania: 2006
Gatunek: mdm
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Shadow World
02. Damien
03. Together as Lost
04. In Sorrow We Trust
05. Mimic 47
06. Condition Red
07. Kalla (Instr.)
08. Blackheart
09. Kathryn
10. Rebellion of One
11. D.O.A.


Diablo to dziwny zespół - o czym można było się przekonać chociażby słuchając albumu "Icaros", jak i oglądając klip promujący tamten album. Można odnieść wrażenie, że Rainer momentami aż za bardzo chce się upodabniać do Hetfielda. Ale nie o tym chciałem pisać. Lekkie przeniesienie się w czasie (czy "cofnięcie się do tyłu" jak kto woli). W każdym razie postaram się poniżej przedstawić mój ulubiony album Diablo, czyli wydany w 2006 roku "Mimic 47".


Zawsze pierwsze co się rzuca w oczy (tak, w oczy, a nie w uszy) to okładka. Ta może nie należy do zbyt wyszukanych, ale jak najbardziej pasuje do tytułu albumu. Prawdę mówiąc jakby o zakupie tego albumu miała stanowić wyłącznie okładka to nie stałby on teraz na mojej półce. Przechodząc już do konkretniejszych rzeczy, czyli do materiału zawartego na czwartym LP Diablo. Album rozpoczyna się mocarnie - bo zarówno "Shadow World" jak i następujący po nim "Damien" to jedne z najlepszych utworów zawartych na "Mimic 47". Można przedstawić zarzut, że nie jest to nic nowego i po prostu panowie z Diablo postanowili pojeździć sobie starym Jeepem po utartych i dawno już zaznaczonych na maie drogach - ale można też zwrócić uwagę na to, że te numery po prostu chwytają od pierwszego odsłuchu. Należałoby też zwrócić uwagę na dobre riffy i solówki, ale to tak oczywiste, że chyba nie musiałem tego pisać. Sam wokalista manierą przypomina Hetfielda z jego najlepszych lat - z tymże Rainer śpiewa ostrzej. Nawet ten żeński chórek w "Damien" nie przeszkadza, a wprowadza całkiem przyjemny klimat. "Together As Lost" i "In Sorrow We Trust" to przyjemne numery i wcale nie słabsze od swoich poprzedników, chociaż czegoś im brakuje - jakiegoś ewidentnego kopa i chwytliwości. Za to kawałek tytułowy to dla mnie killer numer jeden na tym albumie - rozpoczyna się ciężkim riffem, który toczy się dalej i w końcu podmieniany jest na melodyjną gitarę, która powraca do ciężkiego i topornego riffu. Refren to absolutne szaleństwo - piękna gra perkusji i ryki Reinera. Kolejne utwory wcale nie są słabsze. No może poza "Kalla", który jest zwykłym przerywnikiem. Z tych numerów znajdujących się na drugiej połowie tego albumu to chyba najbardziej w ucho wpadają "Blackheart" (prosty wpadający w ucho refren), "Rebellion Of One" (te gitary po prostu zamiatają) i zamykający album "D.O.A.". Oczywiście numery, których nie wymieniłem nie są wcale słabe, ale do tych wymienionych trochę im brakuje.

Podsumowując "Mimic 47" to mocny start, później lekka zawiecha, ale też nic tragicznego, bo Finowie utrzymali swój poziom. I zabójcza końcówka. Jak dla mnie to najlepszy album Diablo i myślę, że ciężko im będzie go przebić.

Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza