niedziela, 27 września 2009

Malmonde - Malmonde (2003)



Malmonde - Malmonde

Rok wydania: 2003
Gatunek: gothic/death/thrash/industrial metal
Kraj: Francja

Tracklista:
01. No One
02. World Of Silence
03. C-mal
04. Save Your Soul
05. Machine
06. Fear
07. The 3rd Wish
08. Remix W.O.S. 2.0

Debiutancki album Malmonde okazuje się bardzo dobry. Zakupiłem go w ciemno i okazał się strzałem w 10. Materiał składający się na ten album to w dużej mierze właśnie industrial metal z lekką nutką gotyku. Do tego panowie nie ograniczają się tylko do śpiewania po angielsku - trafiają się też francuskojęzyczne kawałki - np. "C-mal". Poza tym od jakiegoś czasu odkrywam, że zespoły metalowe z Francji potrafią zaskoczyć i nagrać coś nowego - niestety w przypadku Malmonde tak nie jest. Nie jest to album zły, ale mam wrażenie, że ja już to kiedyś gdzieś słyszałem ;-) Czyli wielce odkrywczy ten album nie jest, ale tylko dzisiaj słuchałem go już kilka razy i pewnie przesłucham jeszcze kilka. Przede wszystkim dlatego, że materiał jest krótki (ok. 35 minut) i w miarę łatwo przyswajalny. Żaden z wokali nie drażni, a jak trzeba (np. w "Machine") to i gitarzyści potrafią zaatakować dobrym riffem przerywanym beatem. Ale moim faworytem na tym albumie jest kawałek "Fear" - bardzo równy (tzn. proporcjonalnie wypakowany metalem i elektroniką), chociaż zamykający płytę "Remix W.O.S. 2.0" też bardzo dobry.

Płytę oceniam na 7,5/10 - jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Mimo tego strzał w 10, bo taką muzykę jaką prezentuje Malmonde bardzo lubię.

Ocena: 7,5/10

Malmonde


Malmonde

Malmonde na myspace

Rok powstania: 1999
Gatunek: gothic/death/thrash/industrial metal
Kraj: Francja

Skład:
Ludovic Giroud - wokal i gitara
Hervé Sionnet - gitara
Michael Coracin - gitara basowa
Stephane Ballerand - klawisze
Christophe Saumont - perkusja

Dyskografia:
2003 - Malmonde
2005 - Eva

Zespół powstał w 1999 roku - natchnieniem dla muzyków były takie bandy jak Rammstein, Samael, Fear Factory czy Meshuggah. Ich muzyka to połączenie metalu z elektroniką. W 2001 roku zespół nagrał swoje pierwsze demo, a w dwa lata później zarejestrował materiał na pełny album - własnymi środkami, ale niedługo po tym znaleźli wydawcę, którym został Osmose Productions. W 2005 roku zespół ponownie wszedł do studia i zarejestrował materiał, który ukazał się 12 grudnia 2005 roku pod tytułem "Eva". Teraz band pracuje nad swoim trzecim albumem - niestety nic na jego temat nie wiadomo.

[źródło - www.malmonde.com]

Klip promujący album "Eva":
Malmonde - En Haut des Murs

Mondo Generator - Cocaine Rodeo (2000)


Mondo Generator - Cocaine Rodeo

Rok wydania: 2000
Gatunek: stoner/heavy metal/punk
Kraj: USA

Tracklista:
01. 13th Floor
02. Shawnette
03. Uncle Tommy
04. Miss Mary Gets A Boob Job
05. Unless I Can Kill
06. Pigman
07. Simple Exploding Man
08. I Want You To Die
09. Dead Insects
10. Cocaine Rodeo
11. Another Tension Head

Pierwszy album Mondo Generator - w składzie zespołu znaleźli się sami znani muzycy z takich bandów jak Queens Of The Stone Age czy Kyuss. I nikogo dziwić nie powinno, że muzyka Mondo Generator jest utrzymana w podobnym klimacie.

Na album składa się 10 kompozycji - z czego "Simple Exploding Man" to tasiemiec i dodać trzeba jeszcze kawałek bonusowy w postaci "Another Tension Head". No, ale trochę o muzyce - jest dokładnie tak jak napisałem, trochę stonera, trochę heavy metalu i wszystko podlane punkowym sosem - zwłaszcza jeśli chodzi o krótsze numery takie jak "Uncle Tommy" czy "I Want You To Die". Numer tytułowy to rozumiem taki żarcik, bo sam kawałek brzmi jak country...z chwytliwym refrenem. Bonusowy utwór jest chyba najlepszy na całym albumie :-) Jest szybki, brudny z dobrym riffem (choć oklepanym) z nutką southernową. Na całym albumie najmniej podoba mi się "Shawnette" - wolny, walcowaty, schematyczny do bólu, nie ma tu niczego co mogłoby mi się podobać. Niemalże 12-minutowego tasiemca w postaci "Simple Exploding Man" ciężko nie zauważyć. Mimo tego imponującego czasu trwania nie ma za wiele do zaoferowania - ot granie z wtrącającym się co jakiś czas wokalem. Sama praca gitary nie zachwyca, partie perkusyjne nie chwytają za serce, a wręcz przeciwnie - zaskakują schematem i brakiem życia. Szkoda trochę, nieco więcej sobie obiecywałem po tym albumie.

Ode mnie więcej jak 6,5/10 za "Cocaine Rodeo" nie da się wyciągnąć. Te nieliczne numery, które mi przypasowały to jednak kropla w morzu. Mam nadzieję, że następne albumy są jednak lepsze.

Ocena: 6,5/10

Mondo Generator


Mondo Generator

Mondo Generator na myspace

Rok powstania: 1997
Gatunek: stoner/heavy metal/punk
Kraj: USA

Skład:
Nick Oliveri - wokal, gitara basowa
Ian Taylor - gitara
Hoss - perkusja

Dyskografia:
2000 - Cocaine Rodeo
2003 - A Drug Problem That Never Existed
2004 - III the EP (EP)
2005 - Dead Planet
2008 - Australian Tour EP (EP)

Liderem Mondo Generator jest Nick Olivieri (Kyuss, Queens Of The Stone Age), który założył ten zespół w 1997 roku. W początkowej fazie do składu należeli również Josh Homme, Brant Bjork, Rob Oswald - materiał na debiutancki album udało nagrać się szybko, ale przez to, że Olivieri i Homme byli pełnoprawnymi członkami Queens Of The Stone Age udało się go wydać dopiero w 2000 roku. Zespół miał na trasie wsparcie głównie fanów Queens Of The Stone Age, co jakoś szczególnie mnie nie dziwi. W trzy lata po wydaniu debiutanckiego "Cocain Rodeo" zespół nagrał materiał na swój drugi LP "A Drug Problem That Never Existed". Tym razem Olivieri mocno rozszerzył skład muzyków udzielających się na tym albumie - poza podstawową trójką doszli jeszcze: Dave Catching, Troy Van Leeuwen, Mark Lanegan, Molly McGuire. W 2004 roku Homme wyrzucił Olvieriego z Queens Of The Stone Age, dzięki czemu ten mógł się poświęcić w całości Mondo Generator. Po odbyciu kilku tras koncertowych - w tym podczas jednej supportując Motorhead, zespół w 2005 roku wszedł do studia, żeby nagrywać materiał na nowy album. "Dead Planet" został nagrany w studio należącym do Dave'a Grohla. W nagraniu materiału znowu Olivieriego wspierali przyjaciele. Album ukazał się w 2005 roku - którego reedycję wydał Suburban Noize w 2007 roku. Podczas jednego z wywiadów w sierpniu 2007 roku Nick zapowiedział, że robi dłuższą przerwę w działalności zespołu. Przerwa trwała do października 2008, kiedy to Nick Olivieri i Hoss zaczęli komponować materiał na nowy album Mondo Generator - data wydania nie jest jeszcze znana.

[źródło - www.wikipedia.org]

Quinta Essentia - Archetypal Transformation (2008)


Quinta Essentia - Archetypal Transformation

Quinta Essentia na myspace


Data wydania: 2008
Gatunek: black/thrash/death metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Venom of The Pernicious
02. The Universal Longing
03. Absent Illumination (The Transgressor)
04. Formative Evasion
05. Forgotten But Not Undreampt
06. Arcane Stellar Firmament
07. Instinctual Human Descension

Jest to drugi krążek w dorobku tego zespołu. Poprzedni krążek trafił do sklepów dwa lata temu, także panowie z Quinta Essentia mieli trochę czasu na skomponowanie materiału na nowy LP. I w sumie sprawili się bardzo dobrze. Przede wszystkim nie jest to tak agresywne granie jak Aura Noir czy Sideblast. Za to jest zdecydowanie bardziej melodyjnie i klimatycznie. Wokalista też nie zajmuje się typowm growlem - jest to raczej wokal zbliżony do tego, jaki w tym prezentuje Satyr. Muzycznie jest całkiem ciekawie - tempo jest zróżnicowane, od spokojnych niemalże doomowych wstawek, aż po galopady, które okraszone są dobrą pracą gitar i zwalniającym nieco tempo wokalem.

Panowie z Quinta Essentia podeszli do nagrania tego LP bardzo ambitnie - nie utrafimy tutaj na kawałki krótsze niż 6 minut. Ale mimo tego nie są one jakoś sztucznie wydłużane, wszystko ma swoje określone miejsce i nawet te wolniejsze fragmenty nie są w stanie odrzucić - chyba, że dla kogoś doomowe brzmienie jest męczarnią. W każdym razie black metalu jest tutaj w sumie niewiele, no chyba, że przyjmiemy, że podwójna stopa i galopada perkusisty są oznakami black metalu.

Prawdę mówiąc spodziewałem się, że będzie to kolejny ekstremalny krążek - w końcu zespół połączył trzy najostrzejsze odmiany metalu. Ale okazało się, że można połączyć te gatunki i otrzymać zupełnie coś innego niż Aura Noir czy Sideblast. Na pewno jest to coś nowego. Jak ktoś szuka nowości, to polecam zapoznać się z tym krążkiem, godzina czasu spędzona przy ciekawych dźwiękach.

Ocena: 8/10

Oomph! - Monster (2008)


Oomph! - Monster

Oomph! na myspace

Data wydania: 2008
Gatunek: industrial metal
Kraj: Niemcy

Tracklista:
01. Beim ersten Mal tut's immer weh
02. Labyrinth
03. 6 Fus tiefer
04. Wer schon sein will muss leiden
05. Die Leiter
06. Lass mich raus
07. Revolution
08. Auf Kurs
09. Bis zum Schluss
10. In deinen Huften
11. Wach auf
12. Geborn zu sterben
13. Brich aus

Zaczynam od ostatniej płyty, bo w sumie ją w tym momencie znam najlepiej ;-) Pozostałe muszę sobie powoli zacząć przypominać.

I taka krótka recenzja tej płyty. W sumie na początku (tzn. po kilku pierwszych odsłuchach) stawiałem na ten krążek jako potencjalnego kandydata do top 10 roku 2008. Ale to wszystko dlatego, że tego albumu przeważnie słuchałem do połowy. A do połowy (za punkt krytyczny przyjmę utwór "Revolution") jest naprawdę fajnie, czuć przebojowość, idealne połączenie industrialu i ciężkich gitar...ale od utworu "Revolution" zaczyna się niestety muł. I tak jak np. promujący ten krążek kawałek "Labyrinth" (do którego został nakręcony bardzo fajny teledysk) jest cholernie żywym numerem i bardzo wpadającym w ucho...a po drugiej stronie barykady mamy jakiś dziwaczny "Bis Zum Schluss". Z drugiej połowy płyty jako tako broni się bardzo rammsteinowy "Wach Auf". Pastwienie się nad słabszą połową płyty zakończę na dziwadle "Geborn Zu Sterben", które nie wiadomo po co stylizowane jest na numer bluesowy - to nie przystoi zespołowi grającemu industrialny metal/rock - jasne, dalej się rozkręca, ale dalsza część też nie jest jakoś szczególnie porywająca.

A pierwsza część płyty jest jak najbardziej rozpierdalająca :-) I w sumie lepiej by chyba wyszło, gdyby Oomph! wydali album 6 czy 7 kawałków. "Wer Schon Sein Will Muss Leiden" kojarzy mi się z największym chyba hiciorem Oomph! - Augen Auf - może to z uwagi na gościnny występ dziecka. A kolejnym bardzo rammsteinym numerem po "Wach Auf" jest "Die Leiter" - wokal prawie identyczny z Tilla. Poza tym warto też zwrócić uwagę na takie utwory jak otwierający album "Beim Ersten Mal Tut's Immer Weh", który przebojowością zabija całą drugą połowę płyty. Ciekawy jest też spokojny "6 Fus Tiefer"...i chyba na tym kończy się lista dobrych kawałków na tym krążku ;-)

Ogólnie płyta średnia - gdyby zostawić 6-7 numerów byłoby zdecydowanie lepiej. Ale utworów jest 13.

Ocena: 6,5/10

sobota, 26 września 2009

Throwdown - Venom & Tears (2007)


Throwdown - Venom & Tears

Rok wydania: 2007
Gatunek: post-thrash/groove metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Holy Roller
02. Day of the Dog
03. S.C.U.M.
04. Americana
05. Weight of the World
06. Cancer
07. Hellbent (On War)
08. No Love
09. Venom & Tears
10. I'll Never Die a Poisoned Death
11. I, Suicide
12. Godspeed
13. Leave a Message

Postanowiłem trochę pójść na skróty, bo ostatnio postanowiłem sobie sprawdzić album "Venom & Tears", który jest uznawany za "najbardziej wyróżniający się" z dyskografii Throwdown, albo po prostu inny ;-) Chociaż pewnego rodzaju zapowiedź tego albumu pojawiła się na "Vendetta".

I rzeczywiście nie jest to metalcore. Jest to jak najbardziej granie podobne do późnego Maroon zmieszane z groove metalem (ze wskazaniem na ten groove). Zaczyna się mocnym kopem w postaci "Holy Roller" - agresywny start, nieco później zwalnia, ale numer jeden z lepszych na tym albumie. Będę się zatrzymywał tylko przy tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie, a tych jest kilka. Kolejny numer jest tuż tuż, bo jest nim oznaczony jako drugi "Day Of The Dog" - ten feeling po prostu rozpieprza do tego dochodzi wpadający w ucho refren z dobrymi chórkami. Ale to nie jest najlepszy kawałek na tym albumie - bo oto nadchodzi niszczący "Americana" - co za praca gitar :-) Coś pięknego, jak pierwszy raz słuchałem tej płyty to musiałem sobie kilka razy zapuścić ten utwór. Ten riff niby oklepany i wykorzystywany już wielokrotnie, ale jako mnie przyciąga. Zresztą podobnie przyciągający riff znajduje się na "Weight Of The World". Podczas "Cancer" już wolniejsze tempo i spokojniejsze klimaty, ale to dobrze, bo nie można przez cały czas zapieprzać, bo silnik się przegrzeje. Także spokojne zwolnienie i brzdąkanina przez 2 minuty. A później znowu wygar :-) "Hellbent (On War)" to znowu jeden z najlepszych kawałków na tym albumie - zaczyna się ostro, do tego te okrzyki. Tak to jest właśnie najlepszy kawałek na tym albumie. Typowo groove metalowy riff i schematyczna budowa utworu :-) I jeszcze dokładamy numer "Venom & Tears" i na tym ten album mógłby się skończyć, bo pozostałe numery są raczej średnie. "Hidden Track" to jakaś gadanina, której nie chciało mi się specjalnie przysłuchiwać.

W każdym razie jest tutaj kilka niszczących numerów, dla których warto poznać ten album - "Holy Roller", "Day Of The Dog", "Americana", "Weight Of The World", "Hellbent (On War)" i tytułowy "Venom & Tears". Ode mnie ocena 8/10 - bo jednak ten album mógłby być krótszy, wtedy byłby zwięzły, ale przynajmniej treściwy.

Ocena: 8/10

I klipy promujące album:
Throwdown - Holy Roller (uwaga na głośną reklamę na początku)
Throwdown - Americana

Throwdown - Drive Me Dead (EP) (2000)


Throwdown - Drive Me Dead (EP)

Rok wydania: 2000
Gatunek: hardcore/metalcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. Raise Your Fist
02. Sinner
03. Break That Last Glass
04. Step It Up
05. Sincere

Niedługo po wydaniu debiutanckiego "Beyond Repair" straight edge'owy zespół Throwdown wszedł do studia, żeby zarejestrować krótki, bo zaledwie 13 minuutowy materiał na epkę "Drive Me Dead".

Sam album jest kontynuacją tego co można było usłyszeć na "Beyond Repair". Rozpoczyna sie wstawką "filmową", która skojarzyła mi się z Twisted Sister ;-) Teksty znowu są krótkie, a same kawałki wcale nie dłuższe. Ale nie na tym rzecz polega. Ważne są tutaj dobre teksty - np. do "Sinner", kontrowersyjny, ale dobry. Poza tym perkusja jakby przestała tak stukać - przynajmniej jest to mniej rzucające się w uszy. Gitary nadal grają na poziomie - dobre riffy, które pięknie współpracują z perkusją - chociażby przy otwarciu numeru "Break That Last Glass". Do tego bardzo dobra walcowatość - jednak szkoda, że nie beatdown. Sporadycznie pojawiający się czysty wokal nie razi, bo są to głównie kwestie mówione. Zresztą co tu dużo pisać - każdemu komu podobał się "Beyond Repair" ta epka powinna również przypaść do gustu.

Throwdown - Beyond Repair (1999)


Throwdown - Beyond Repair

Rok wydania: 1999
Gatunek: hardcore/metalcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. No One
02. Falling Forward
03. Don't Lose Sight
04. Slip
05. Power Figure
06. Standing Tall
07. Sellout
08. Never Too Old
09. The Enemy
10. Laid to Rest
11. I Will Stand
12. As We Choke
13. Get Sick

Każdy kto słyszał chociażby kilka debiutanckich metalcore'owych albumów wie czego może się spodziewać po kolejnym - są oczywiście wyjątki takie jak Betrayal, czy Pilgrimz. Ale nie takie zespoły mam na myśli - raczej chodzi mi o bandy, które łączą w swojej muzyce w prostej linii hardcore z metalem. Spoglądając na okładkę, tym bardziej byłem przekonany o tym, że nie dostanę tutaj niczego specjalnego.

A jednak Throwdown zafundował mi skromne (ale jednak) zaskoczenie. Może i jest to standard, może i słuchając gitar rozpoczynających "No One" miałem wrażenie deja vu. Z tymże można grać jak wszyscy i jednocześnie sprawiać, że muzyka brzmi oryginalnie - tak właśnie gra ten amerykański zespół na swoim debiutanckim albumie. Ważne jest tutaj brudne brzmienie, które dodaje uroku materiałowi składającemu się na "Beyond Repair". Jedno co mnie denerwuje na tym albumie to perkusja "stuku-puku" - to jest coś co potrafi zepsuć nawet najlepszy materiał. I chociaż album jako całość mi się bardzo podoba - zrobił kilka okrążeń pod rząd, to jednak ta raczej niewysokich lotów perkusja wpływa na ostateczne brzmienie całości. No to na perkusję sobie ponarzekałem, teraz trzeba wyciągnąć z gąszczu kilka numerów wyróżniających się - na pewno otwieracz, czyli "No One" z początku pełen energii, a ostatecznie dość walcowaty. "Power Figure" z dobrymi chórkami i chwytliwym riffem, który bardzo dobrze zgrywa się z okrzykami. "The Enemy" za ogólny feeling - walcowatość pełna energii, takie kawałki rzadko się trafiają. "Laid To Rest" z zapadającym w pamięć refrenem - tak, wiem, że nie jest on niczym niezwykłym, ale jednak w pamięci pozostaje (zwłaszcza jak się przypomni ten charakterystyczny riff). I na koniec "As We Choke" - wkurwiający początek, ale w końcu porządna praca perkusji (jest oczywiście "stuku-puku", ale mnie denerwujące). A końcówka to już piękna galopada na perkusji - która przechodzi na kawałek zamykający ten album, ale w końcu staje się tak kwadratowa, że aż odrzuca. Do wokalu nie mogę się przyczepić, ten jest na wysokim poziomie od samego początku aż do końca i bardzo dobrze, w końcu ktoś trzymać poziom musi ;-)

Podsumowując powiem, że jest to bardzo dobry debiut. Nic wielkiego, nic odkrywczego, szczególnie wyróżniającego się, ale jednak chce się tego słuchać. Coś w tym musi być, jakaś moc przyciągania. Dużo brudu i jakby nie patrzeć energii. Wielbicielom metalcore'a chyba polecać nie muszę, a pozostałym polecam jak najbardziej.

Ocena: 7,5/10

Throwdown


Throwdown

Throwdown na myspace

Rok powstania: 1997
Gatunek: hardcore/metalcore/post-thrash/groove metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Dave Peters - wokal
Mark Choinere - gitara
Mark Mitchell - gitara basowa
Jarrod Alexander - perkusja

[b]Dyskografia:[/b]
1999 - Throwdown (EP)
1999 - Beyond Repair
2000 - Drive Me Dead (EP)
2001 - You Don't Have to Be Blood to Be Family
2002 - Face The Mirror (EP)
2003 - Haymaker
2005 - Vendetta
2007 - Venom & Tears

Zespół powstał w 1997 roku i niestety poza tym, że w swoich początkach mocno trzymał z nurtem Straight Edge nic o nich nie wiem. W każdym razie z oryginalnego składu nie pozostał żaden osobnik - to też w pewnym stopniu wyjaśnia zmiany stylu na przestrzeni 10 lat. Póki co słyszałem tylko ostatni album, ale zdążyłem się zorientować, że nie jest to materiał odzwierciedlający to co działo się w Throwdown w poprzednich latach. Na "Venoms & Tears" zespół prezentuje już czysto groove metalowe podejście, nie ma tutaj miejsca na metalcore - i po tym co usłyszałem nigdy bym nie przypuszczał, że ten band wcześniej trudnił się graniem hardcore'a na metalową nutę.