poniedziałek, 20 lipca 2015

My Grimace - Grim Serenades (2015)

My Grimace - Grim Serenades

Data wydania: 08.05.2015
Gatunek: mdm
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01. Candidates
02. Grim Serenade
03. Dire Need
04. Abandon All, Leave The Mourning Behind
05. Reveal Nothing
06. Drink Of Death
07. Red Glow
08. Twilight Zone

Skład:
Jere Hämäläinen - wokal
Juha Kumpulainen - gitara, czyste wokale
Aleksi Salojärvi - gitara, chórki
Sami Puukko - gitara basowa
Roope Salminen - perkusja
Lasse Pirnes - klawisze

Recenzja powstała dzięki Inverse Records.

My Grimace to jeszcze świeża fińska formacja parająca się graniem melodic death metalu. Kapela powstała w 2007 roku i na swoim koncie ma zaledwie epkę "Paint The Sky" z 2010, demówkę z tego samego roku oraz epkę "Behind The Scene" z 2011. 8 maja 2015 roku My Grimace wydali swój pierwszy pełny album, na którym znajdują się wyłącznie kawałki premierowe. Nie ma tu miejsca na odgrzewane kotlety z epek. Co trochę dziwi, bo jednak młode kapele lubią dopełnić debiutanckie albumy najlepszymi kompozycjami z wydanych do tej pory epek.


Na "Grim Serenades" składa się 8 utworów dających łącznie 37 minut melodic death metalu w dość szorstkim stylu. W żadnym wypadku nie można tu mówić o szwedzkiej szkole, bo kapela odcina się od wszelkich naleciałości gotheborskiej szkoły mdm. Nie jest to też "nowoczesny mdm", którego przedstawicielami są teraz dawne formacje typu Soilwork, czy In Flames - czyli formacje aktualnie wycierające sobie gębę mdm i odcinające kupony od dawnej sławy. I prawdę mówiąc sięgając po "Grim Serenades" obawiałem się, że będzie mi dane usłyszeć kolejny nowomodny klocek, w którym melodie i czyste wokale grają pierwsze skrzypce, a radiowa przebojowość wylewa się z płyty niczym roztopione lody w upalny dzień. Na szczęście na debiutanckim albumie My Grimace faktycznie słychać mieszanie się death metalu z melodyjnymi odmianami metalu. Większą część wokali stanowi growl, a nawet pojawiające się sporadycznie czyste partie nie sprawiają, że na mojej twarzy pojawiał się grymas niezadowolenia. Pierwsze trzy numery zawarte na "Grim Serenades" to prawdziwa jazda bez trzymanki. Muzycy robią co mogą, żeby utrzymać zainteresowanie słuchacza. Melodie gitarowe wspierane przez klawisze przykuwają uwagę i wymieniają się z dzikimi galopadami na perkusji. Momentami wręcz do głosu dochodzi czysty death metal, ale nawet wtedy głowa sama kiwa się do rytmu. Już otwieraczem muzycy dają do pieca i odsiewają wielbicieli tego oszukańczego modern mdm. Nawet w momencie, w którym następuje zwolnienie nie pojawia się melodyjny wokal, to jedynie przygotowanie gruntu dla solówki gitarowej. Dopiero "Abandon All, Leave The Mourning Behind" oznaczony jako czwarty kawałem na tym wydawnictwie sprawił, że spojrzałem na tracklistę i nie dlatego, że tak mi się podobał, wręcz przeciwnie. W tym momencie kapela drastycznie zwolniła i gdzieś zagubiła się cała frajda wypracowana za pomocą "Candidates", "Grim Serenade" i "Dire Need". Zdecydowanie czwarty kawałek na "Grim Serenades" jest najsłabszym ogniwem. Po tym krótkim zboczeniu kapela znowu powraca na prawidłowe tory za sprawą kolejnych numerów. Mimo tego, że album sprawia wrażenie mocno dociążonego i szybkiego, to trafiają się tutaj również wolniejsze fragmenty tworzące klimat. Praktycznie każdy kawałek ma taki element, w którym klawisze wysuwają się na pierwszy plan. Ale wówczas klawiszowiec nie pitoli jakiejś mega wycudaczonej solówki, ale za sprawą swoich partii tworzy niepowtarzalny klimat.


My Grimace bardzo dobrze zadebiutowali, ich materiał jest świeży i jednocześnie wyłamuje się z tego coraz to łagodniejszego mdm. Nie ma tutaj miejsca na nowoczesny melodic death metal (przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej faktycznie egzystuje to pojęcie). Tutaj faktycznie death metal wzbogacany jest o gitarowe i klawiszowe melodie, co daje świetny efekt. Nie spotka się tu radiowych hitów, w których wokalista niczym członek jakiegoś boysbandu zaprasza do tańca w niezwykle melodyjnym refrenie. "Grim Serenades" mimo swojego umiejscowienia w mdm-owym uniwersum udowadnia, że ten gatunek ma się naprawdę dobrze i może opierać się na ostrych kompozycjach z melodyjnymi odchyłami. Jedyne co mogę zarzucić debiutanckiemu albumowi My Grimace to bardzo szorstkie brzmienie, które nie każdemu przypasuje.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza