sobota, 26 maja 2012

Sonata Arctica - Stones Grow Her Name (2012)

Sonata Arctica - Stones Grow Her Name

Data wydania: 18.05.2012
Gatunek: melodic power metal
Kraj: Finlandia

Tracklista:
01.     Only the Broken Hearts (Make You Beautiful)     03:23
02.     Shitload of Money     04:52
03.     Losing My Insanity     04:03
04.     Somewhere Close to You     04:13
05.     I Have a Right     04:48
06.     Alone in Heaven     04:31
07.     The Day     04:14
08.     Cinderblox     04:08
09.     Don't Be Mean     03:17
10.     Wildfire, Part: II - One With the Mountain     07:53
11.     Wildfire, Part: III - Wildfire Town, Population: 0     07:57

Sonata Arctica to jedna z najbardziej znanych kapel z nurtu melodyjnego metalu. Jest jednym z licznych przedstawicieli tego gatunku pochodzących z Finlandii. Zespół istnieje od 1999 roku i do tej pory może się pochwalić siedmioma albumami studyjnymi (włączając w to ich tegoroczne wydawnictwo), oraz niezliczoną ilością mniejszych wydawnictw. Według mnie kapela po świetnym początku wpadła dość szybko w jakiś kryzys twórczy, przez co na późniejszych albumach słychać zupełnie niepotrzebne próby kombinowania. Mając sentyment do tej kapeli zawsze staram się z nadzieją podchodzić do kolejnych nowych wydawnictw tej formacji.


Na "Stones Grow Her Name" trzeba było czekać 3 lata, premiera albumu miała miejsce 18 maja 2012 roku. Na całość składa się 11 utworów, z czego dwa ostatnie to prawdziwe tasiemce. Początek albumu jest naprawdę obiecujący, co prawda od razu też słychać, że muzycy postanowili puścić wodzę fantazji i trochę pokombinować z brzmieniem. Przez to z pierwszych kawałków jedynie "Losing My Insanity" brzmi jak stara Sonata Arctica. Pozostałe numery są "inne", np. "Somewhere Close To You" wyposażony w ciężki riff zupełnie nie pasuje do Finów. Dopiero refren jako tako zdradza z jaką kapelą miałem do czynienia. Praktycznie każdy kolejny kawałek to kombinowanie, przez co bardzo ciężko jest się wciągnąć w "Stones Grow Her Name". Kiedy pierwszy raz słuchałem nowego albumu Sonata Arctica to już po kilku kawałkach czułem się znudzony i jednocześnie zmęczony. Prawdziwym problemem okazują się tak naprawdę dwa tasiemce kończące te album - naprawdę musiałem się zmuszać, żeby wytrzymać to 16 minut. Zresztą wcześniejsze kawałki często doprowadzały do tego, że po prostu nie docierałem do "finału" - niby muzycy kombinują, ale chyba nie w tą stronę, w którą powinni. Mam wrażenie, że na "Stones Grow Her Name" było zbyt wiele pomysłów i stąd kapela zaserwowała taki niespójny zestaw utworów. Sam Kakko momentami wręcz brzmi jak nie on - i nie chodzi o to, że wypada źle, po prostu jakby na siłę starał się wyzbyć swojego charakterystycznego stylu i też kombinować...niestety na siłę. Niby "Stones Grow Her Name" to niespełna 54 minuty muzyki, a jednak słuchając go mam wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Na albumie znajduje się jeszcze jeden kawałek, który chciałbym wyróżnić - "Cinderblox". Ten kawałek faktycznie mnie zaskoczył, zupełnie bym go nie powiązał z Sonatą. Nagle nie wiadomo skąd pojawiają się jakieś partie banjo, a kapela brzmi jak jacyś dzicy poszukiwacze złota. Ten numer obok "Losing My Insanity" to najlepsze co spotkałem na "Stones Grow Her Name". Pozostałe kawałki brzmią jakby były nagrywane na siłę, chociaż może po prostu kapela cierpi na nadmiar pomysłów. I szkoda, że muzycy nie wybrali innego kawałka do promowania swojego najnowszego wydawnictwa - "I Have A Right" to nie był najszczęśliwszy wybór (te pitolące klawisze są nie do zniesienia, a refren jest wręcz żenujący).

Patrząc na najnowsze wydawnictwo Finów i sięgając do początków ich kariery mogę śmiało stwierdzić upadek, z którego ciężko będzie się im podnieść. Nie ma w ogóle co porównywać "Stones Grow Her Name" do takich kopalni przebojów jak "Ecliptica, "Silence" czy "Winterheart's Guild" - to jakby zupełnie inna kapela. Gdzieś zaginęła u nich umiejętność komponowania numerów przebojowych, ale trzymających jednocześnie pewien poziom. Zaginęła też umiejętność utrzymania zainteresowania albumem od początku do końca - naprawdę nie lada sztuką jest przesłuchać cały "Stones Grow Her Name" za jednym razem. Szkoda, ale cały czas wierzę, że ta kapela w końcu się podniesie i jeszcze wszystkich zaskoczy. Póki co jest niestety słabo.


Ocena: 4/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza