niedziela, 11 grudnia 2011

Jesień warszawska: Dystopia World Tour 2011

Dystopia World Tour 2011
Warszawa, klub Stodoła, 26.11.2011

Skład:
Fury UK
Iced Earth

Końcowa stacja "Jesieni warszawskiej". Amerykanom z Iced Earth ewidentnie musi podobać się w Polsce - przyjeżdżają do nas w miarę często. Poprzednio zagrali w 2009 roku wraz z brytyjską legendą Saxon. Wówczas wokalistą Iced Earth był Matt Barlow. Tym razem wielbicieli amerykańskiej formacji zapewne miał przyciągnąć nowy śpiewak - Stu Block. Wszyscy, którzy mieli okazję usłyszeć album "Dystopia" na pewno zwrócili uwagę na fakt, że maniera Stu jest momentami wręcz do złudzenia podobna do tej Matta Barlowa. Jednocześnie pan Block zachował własną tożsamość nie kopiując najbardziej znanego wokalisty Iced Earth. Dla mnie był to pierwszy koncert Iced Earth - żałowałem, że nie mogłem być na koncercie w 2009 roku, ale tym razem postanowiłem nie odpuszczać.


Trochę zdziwiła mnie skromna frekwencja w warszawskiej Stodole - wszak jest to klub, który jeszcze nie tak dawno pękał w szwach podczas koncertu Behemotha. Niewielkie grupki fanów Iced Earth przechadzały się po głównej sali i czekały na pierwszy support - czyli Fury UK. Ta brytyjska formacja ma już na swoim koncie cztery albumy, ale nigdy nie słyszałem chociażby jednego ich utworu. Dlatego ich występ był dla mnie jedną wielką niewiadomą. Kapela grała prawie godzinę - to bardzo długo jak na pierwszy support. Raczej nie było to granie, które mogło robić jakieś wielce pozytywne wrażenie - ot taki sobie heavy metal nie wyróżniający się kompletnie niczym specjalnym. Miałem wrażenie, że pozwolono im na zagranie kilku kawałków za dużo, bo w pewnym momencie zaczęło mi się ziewać. Mimo tego kilka osób chyba dobrze się bawiło podczas występu Fury UK.

Jako drudzy miała wystąpić kapela White Wizzard. Ale jak się okazało młodziaki z Los Angeles nie wyszli na scenę. Organizator zapomniał wspomnieć, że White Wizzard zostali wyrzuceni z trasy koncertowej za nieprofesjonalne zachowanie. Szkoda, że nie wzięto zamiast nich kogoś innego, może jakąś mniej znaną formację. Ewentualnie można by zaprosić jakieś lokalne supporty. No nic - dzięki temu można było godzinę odpocząć przed występem Iced Earth.

Koncert rozpoczęły dźwięki otwierające album "Dystopia". Od razu można było wyczuć, że nagłośnienie zostało bardzo dobrze ustawione i nie będzie można narzekać na ścianę dźwięku. Panowie od razu porwali publiczność, chociaż widać było, że raczej ognia pod sceną nie będzie. Nie jest to w żadnym wypadku wina kapeli, bo widać było, że panowie dawali z siebie wszystko. Ponadto przywieźli ze sobą świetną setlistę, którą zaprezentowali na tym prawie 2 godzinnym koncercie. Stu Block brzmiał świetnie - jak już wspomniałem ma w sobie duży pierwiastek maniery Barlowa, co mu się chwali. Dzięki temu starsze kawałki, których nie zabrakło podczas występu brzmiały rewelacyjnie. Starsze kawałki przeplatały się z premierowymi numerami z "Dystopia" - mieszanka była dopasowana perfekcyjnie, postronny słuchacz zapewne nie odróżnił by starszych utworów od nowszych. Jest to dowód na to, że kapela podniosła się po kilku niespecjalnych wydawnictwach. Po zakończeniu utworu "V" publiczność postanowiła rozpocząć obchody urodzin Stu Blocka (przypadają na 26 listopada), w związku z tym zebrany w Stodole tłum odśpiewał mu "happy birthday", a później jeszcze jej polski odpowiednik. Jon Schaffer wręczy swojemu wokaliście prezent, którym okazała się zabawkowa gitara Les Paul. Widać było, że Jon faktycznie cieszy się, że ma Stu w swojej kapeli. Natomiast wokalista wielokrotnie dziękował publiczności za odśpiewane na jego cześć pieśni. Po chwili kapela wróciła do rozkładu koncertu - poleciały kolejne hity kapeli, oraz między innymi rewelacyjny "Dark City", który pochodzi z ich najnowszego wydawnictwa. Perfekcyjnie wyszło Stu odśpiewanie kawałka "The Hunter" - można by powiedzieć, że duch Matta Barlowa unosił się na scenie. Na zakończenie kapela zagrała utwór "Watching Over Me" i przy skandowaniu przez publiczność "Iced Earth" wyszła na odegranie jeszcze dwóch utworów. Ale nie byle jakich! Pierwsza była ich najbardziej epicka kompozycja, czyli "Dante's Inferno". Kawałek wyszedł świetnie, publiczność pomagała jak mogła. Na sam koniec zagrany został programowy numer kapeli, czyli po prostu "Iced Earth", który pochodzi z debiutanckiego albumu formacji.

Był to niezwykle udany koncert, chociaż zabrakło drugiego supportu. Stu Block okazał się świetnym zastępcą Matta Barlowa. Mam nadzieję, że kiedy Iced Earth po raz kolejny zawita do naszego kraju to będzie to ta sama kapela. Nie wyobrażam sobie, żeby Schaffer mógł zrezygnować z takiego wszechstronnego wokalisty jakim okazał się Stu Block. Ewidentnie był on największą gwiazdą tego występu - świetnie radził sobie na scenie i widać było, że jest to jego żywioł.

Setlista:
01. Dystopia
02. Angels Holocaust
03. Slave to the Dark
04. V
05. Stand Alone
06. When the Night Falls
07. Damien
08. Dark City
09. The Hunter
10. Anthem
11. Declaration Day
12. Watching Over Me
Encore:
13. Dante's Inferno
14. Iced Earth

Filmiki z koncertu, których autorem jest Firesoul:
Dystopia
 

The Hunter
 

Dante's Inferno

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza