środa, 2 listopada 2011

Jesień warszawska: Eastern Death Infernal Tour 2011

Eastern Death Infernal Tour 2011
Warszawa, klub Progresja, 29.10.2011

Skład:
Conquest Icon
Slytract
Volturyon
Demonical

Drugi koncert, który zaliczyłem do cyklu "jesień warszawska" odbył się w warszawskim klubie Progresja. Przyznam, że na występ Demonical w Polsce czekałem od momentu kiedy usłyszałem ich album wydany w 2009 roku - "Hellsworn" to świetna death metalowa jazda opancerzonym wozem, a wszystko to w oldschoolowym stylu - nieco może przypominającym dokonania Bolt Thrower czy Jungle Rot (choć to bardzo luźne porównania).

Koncert miał się rozpocząć o godzinie 19, spóźniłem się kilka minut i mocno się zdziwiłem wchodząc do Progresji. W całym klubie było może około 10 osób (nie licząc obsługi). Po głowie zaczęły mi się kołatać myśli, że pewnie koncert został odwołany - ale po co w takim razie mnie wpuścili? Jednak okazało się, że koncert się odbędzie. Wszystko miało się rozegrać na małej scenie ustawionej pod boczną ścianą głównej sali. Od razu było widać, że nie udało się sprzedać zbyt wielu biletów. 

Pierwsza kapela wyszła dopiero około 20. Conquest Icon kazali na siebie długo czekać. Przed koncertem posłuchałem sobie ich debiutanckiego albumu i nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia - praktycznie nie znalazłem niczego co by wyróżniało ten band spośród innych grających w klimatach blackened death metal. I zaczęło się - koszmar. Nagłośnienie najgorsze jakie w życiu słyszałem. Do tego wszystko było ustawione zbyt głośno. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać po co w tej kapeli dwie gitary, skoro i tak żadnej nie słychać. Chłopaki pograli jakieś 30 minut i zeszli ze sceny oklaskiwani przez jakieś 20 osób. Jestem ciekaw jak ta nasza rodzima kapela wypada z lepszym nagłośnieniem.

Slytract też nie znałem przed koncertem - posłuchałem ich pierwszego albumu i wydali mi się bardzo sensowni. Chłopaki z Węgier grają taki unowocześniony death/thrash. Jak się okazało nagłośnienie nie zostało poprawione i tutaj też zamiast muzyki był jeden wielki hałas. Jedyne co przebijało się przez ścianę dźwięku to solówki wygrywane przez dwóch gitarzystów. Wokalista próbował zachęcić zgromadzoną garstkę ludzi to jakiegoś szaleństwa pod sceną, ale w pewnym momencie sam chyba zauważył, że to kilka osób, które stało obserwowało występ Slytract przyszło tutaj na Demonical, a nie na supporty. Węgrzy grali trochę dłużej niż Conquest Icon i nawet trochę mi się podobało - czasami coś się przebijało przez chaotyczną falę dźwięku. Żałuję, że nikt nie pomyślał o tym, żeby coś zrobić z nagłośnieniem, a przecież ekipa techniczna cały czas się kręciła po sali.

Ostatnim supportem miała być szwedzka formacja Volturyon, która specjalizuje się w graniu death metalu. Z tymże na wokalu możemy usłyszeć growle i tzw. świniaki (czyli grindowy skrzek). Widać było, że ta kapela podchodzi do swojego występu zdecydowanie luźniej niż ich poprzednicy. Zresztą wokalista Alexander Högbom, który niedawno dołączył do Volturyon to bardzo charyzmatyczna postać. Szybko zjednał sobie publiczność wykrzykując jedyne sformułowanie, którego nauczył się po polsku - "na zdrowie". Niby taki skromny gest, a kapela od razu widać było, że zyskała w oczach skromnie zgromadzonej gawiedzi. Muzycznie ta formacja przedstawiała się chyba najciekawiej z dotychczasowych, chociaż nagłośnienie pozostawało bez zmian. Czuć było pozytywną energię płynącą ze sceny. Ale wiadome było, że muszą ustąpić miejsca na scenie gwieździe wieczoru.

Występ Demonical rozpoczął się dopiero około godziny 23. Pod sceną zebrało się trochę więcej osób niż na poprzednich kapelach, ale nadal była to żałośnie mała grupa. Panowie rozpętali prawdziwe piekło na scenie - chociaż ta była tak mała, że nie mieli zbyt dużo miejsca, żeby się swobodnie poruszać. Muzyka Szwedów brzmiała świetnie nawet mimo słabego nagłośnienia - te ich charakterystyczne gitary przebijały się przez wszystko. Wokalista Sverker Widgren robił co mógł, żeby porwać ludzi pod sceną i kilka osób mu się poddało. Panowie grali wyłącznie utwory z dwóch ostatnich albumów - "Hellsworn" i "Death Infernal". Wcale mnie to nie dziwi - po pierwsze na debiucie był inny wokalista, a i sam materiał pozostawiał wiele do życzenia. Sam koncert trwał około 40 minut i panowie wrócili jeszcze na dwa kawałki. Warto było na nich czekać, mam nadzieję, że nie zrazili się małą frekwencją i jeszcze będą chcieli odwiedzić Polskę.

Eastern Death Infernal Tour 2011 w Progresji został zdominowany przez skandalicznie słabe nagłośnienie i zbyt dużą głośność. Niestety, ale to pogrążyło w moich oczach kapele supportujące Demonical, bo nie mogłem do końca usłyszeć muzyki prezentowanej przez trzy pierwsze bandy. Na szczęście Demonical spełniło wszelkie nadzieje, które pokładałem w ich występie. Najgorsza była żenująca frekwencja (chyba było maksymalnie około 50 osób), której nie umiem wytłumaczyć. Demonical nie jest podziemną kapelą, która nagrywa tylko splity - Szwedzi dali się poznać wydają dwa świetne albumy. Ceny biletów też należały do przystępnych. Mam nadzieję, że żadna z kapel się nie zraziła i jeszcze kiedyś w bardziej sprzyjających warunkach przyjadą, żeby zaprezentować się polskiej metalowej braci.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza