Lubię zaczynać nowe cykle artykułów, ale ciężko mi je ciągnąć przez dłuższy czas, bo dość szybko o nich zapominam, ewentualnie łapię przeczycie, że temat został wyczerpany. Taka sytuacja chyba nie spotka tej serii. Wszak niewiele się wysilając wyłowiłem ze swoich ulubionych płyt pozycje, które powszechnie są mieszane z błotem. Tak było w pierwszej części i przyszła pora na drugą, ale nieostatnią odsłonę. Oczywiście przy pierwszym odcinku wspominałem o pięciu albumach, ale na siłę nie będę się trzymał tej reguły. Tym razem wpadają kolejne cztery pozycje. Ponownie w doborze nisko ocenianych tytułów wspomagałem się serwisem Rate Your Music.